środa, 25 września 2013

Audeze LCD2 rev.2 Bamboo



Tak, tak, dzisiaj bez zmyślnego tytułu. Audeze to producent słuchawek. Słuchawek planarnych. Nie jest to firma z wieloletnią tradycją, w świecie audio jest raczej nowicjuszem, ale pomimo krótkiego stażu, zalicza się do grona uznanych producentów. Model LCD2 miał swoją premierę w maju 2010r. i od tego czasu zebrał pokaźną rzeszę miłośników. Głównym konkurentem Audeze jest HiFiMan, a głównym konkurentem modelu LCD2 są HE-5x. Od około roku czytam na temat LCD2 same dobre opinie, nierzadko pisane przez specjalistów. I mnie w końcu udało się na nich położyć łapę.




Słuchawki odebrałem we wrocławskim oddziale MP3Store.pl, a kol. Kurop, który mi je przekazywał, skwitował operację krótkim - masz kuferek przeciwatomowy. 




Słuchawki rzeczywiście przychodzą opakowane pancernie. Po otwarciu jest pierwszy zgrzyt - kabel, a raczej taśma do słuchawek, sprawia wrażenie taniości. Niestety nie pamiętam, jaki kabel miały LCD2 kolegi, które kiedyś miałem okazję pomacać na spotkaniu odsłuchowym. Drugi zgrzyt, nie jest wynikiem błędu Audeze. Mianowicie, słuchawki które otrzymałem, wcześniej przebywały u kogoś innego na odsłuchach. Ten ktoś był niewątpliwym miłośnikiem wody kolońskiej, ponieważ pady przesiąknięte są "zapachem" wody typu Brutal (choć może to jakiś drogi perfum - nie wnikam). Spowodowało to u mnie niestety odruch cofki. Kilkukrotne przetarcie padów wcale nie poprawiło sytuacji, więc niejako z obowiązku zabrałem się za te testy. Po każdej sesji odsłuchowej musiałem iść myć głowę, bo żona nie chciała się do mnie przytulić, a zapach unosił się w powietrzu jeszcze dobrych kilka godzin. 



Konstrukcyjnie LCD2 na pierwszy rzut oka przekonują, sprawiają wrażenie solidnych i dobrze zaprojektowanych. Jednak po bliższych oględzinach, wrażenie solidności znika. Za to pojawia się strach, czy dożyją do końca testów. Mój strach spowodowany był dwoma elementami. 



Pierwszy to mocowanie słuchawki do pałąka, zrobiony kawałka blachy. 




Drugi to ogranicznik odchylenia słuchawki. Blokada metalowa opiera się tam o drewniany fragment słuchawki. Pewnie gdyby to był mój egzemplarz, od razu usunął bym ten zadzior, żeby tylko nie niszczyć słuchawek. Nie rozumiem w ogóle po co on tam jest, W HiFiManach nie ma takiego cudu i nic się nie dzieje. 



Kolejna sprawa to pady. Producent podaje że są one zrobione z prawdziwej owczej skóry. I wszystko pięknie, są miłe w dotyku, dosyć miękkie, ucho mieści się w nich bez problemu. Jednak spory docisk jaki nam zapewnia pałąk w połączeniu z tak wyprofilowanymi padami, powoduje, że przy mojej budowie czaszki, słuchawki miałem albo za daleko przesunięte do tyłu, albo za mocno z przodu, za to zawsze wyginały mi okulary, przesuwając je na nosie przy najmniejszym ruchu głowy. Jednym słowem, cierpiałem mając je na głowie.




Jednak najlepszą cechą słuchawek Audeze LCD2, wymienianą obok wygody i wyglądu, jest sam dźwięk. Napalony jak pustelnik na baby, zabrałem się do słuchania. Jako punkt odniesienie wykorzystałem swoje HiFimany HE-5LE. I tutaj malutka dygresja. Producent pisze "Very easy to drive with amplifiers." To prawda... Użyłem 2ch torów słuchawkowych. Pierwszy składał się z Fat Cube Linear połączonego z DAC mojej konstrukcji zasilanego przez odtwarzacz CD Denon DCD920. Drugi tor to po prostu iriver Astell & Kern AK120. Po podłączeniu do FCL i przesłuchaniu testowego zestawu utworów miałem mieszane uczucia (wiecie, to takie uczucie, jakie towarzyszy Ci, kiedy twoja żona ucieka z facetem który wisi Ci sporo siana).



Tony niskie.
 Słuchawki rzeczywiście kulturę niskich częstotliwości mają na najwyższym poziomie. Jeśli miałbym ocenić fakturę, ilość i szybkość to dałbym 9/10. Porównując, HiFiMany dostały by ode mnie 8/10, ponieważ ilościowo basu jest mniej. 

Tony średnie.
 Średnie są już dużo słabszym pasmem. Są wycofane względem niskich. Wokale są nieciekawe, chociaż nie męczą. Grają na "jedno kopyto". Ocena w tym wypadku to 7/10, HiFimany 9/10, Fostex T50RP 10/10.

Tony wysokie.
 Niestety wysokich nie stwierdzono. Zupełnie jakby ktoś uznał, że nie są potrzebne. Powstaje przez to zupełnie niepotrzebne wrażenie zamulenia i braku czegoś. Tutaj 4/10, HiFimany 8/10 a Fostex 6/10.

Scena i prezentacja.
 I jeśli przy wysokich wydawać się mogło, że już gorzej być nie może, to tutaj wg. mnie jest katastrofa. Słuchawki w niektórych utworach dają wrażenie słuchania przez rurę, w innych grają całkowicie z głowy. Scena na boki nie istnieje, a i głębia jest słabiutka. Najlepiej poradził sobie z nimi AK120, gdzie kompletnego dramatu nie było, ale do dobrze było naprawdę daleko. Sprawdzałem to wielokrotnie, dawałem posłuchać kolegom, którzy tak jak ja, chcieli poznać legendę (Pozdrawiam Kubę i Marcina). I albo to była zbiorowa halucynacja, albo, to rzeczywiście tak gra. Sprawy nie poprawiają nawet pady, których zadaniem jest ustawienie przetworników przed uchem lekko pod kątem. Tutaj 3/10, HiFiman 8/10, Fostex 6/10.


 Słuchałem słuchawek bite 4ry dni. Nie używałem nic innego, tylko, żeby dobrze odrobić pracę domową. I niestety, mam wrażenie, że piszący peany na temat tych słuchawek recenzenci padli ofiarami wpływu ceny na odbiór sprzętu. Za każdym razem, kiedy już mi się zaczynało podobać, i dochodziłem do wniosku, że jednak się myliłem, zakładałem HiFiMany, Denony, czy nawet Etymotici i odczuwałem ulgę. Czułem się jakby mi ktoś zdjął ciężar z mostka i wreszcie mogę oddychać. Czasami wrażenie włączenia światła i ukazania szczegółów i niuansów. Od razu napiszę, że nie są to złe słuchawki, ale straszliwy hype i zachwyty tylko im szkodzą. Oczekiwałem nie wiadomo czego. A dostałem słuchawki. Tylko niestety bardzo drogie. Na sam koniec od razu zbiję argument trudności w wysterowaniu. Nie są to wymagające słuchawki. Paradoksalnie, im słabszy grajek, tym dźwięk był bardziej strawny, zupełnie jakby sluchawki nie radziły sobie ze zbyt dobrym sygnałem.


Za wypożyczenie słuchawek dziękuję mp3store.pl.

poniedziałek, 16 września 2013

Rozważania (nie)filozoficzne - Astell & Kern AKR01 - słuchawki dokanałowe.


Niedawno otrzymałem od wrocławskiego oddziału MP3Store, do przetestowania słuchawki Astell & Kern AKR01. I jak sobie ich słuchałem, to naszły mnie filozoficzno-egzystencjonalne rozważania. Coś w stylu, że człowiek całe życie się uczy i głupi umiera. Parafrazując to na moje "audiofilskie" poszukiwania - ciągle czegoś szukam, a i tak przed śmiercią będę to miał dopiero na wyciągnięcie ręki.



I tak siedząc ( a może leżąc, już nie pamiętam), przyszło mi do głowy, że warto by się zastanowić, co to takiego są te idealne słuchawki. Bo to, że każdy z nas ich poszukuje, to żadne odkrycie. I ja, całkiem niedawno znalazłem swoje idealne słuchawki. A dokładniej, to znalazłem swoje idealne tory słuchawkowe. Bo słuchawki, choćby i najidealniejsze na świecie, w oderwaniu od ich idealnej synergii nie wykażą się niczym specjalnym. I tak moim idealnym torem domowym jest FatCubeLinear spięty z DACiem oparty o Sabre ES9018 wyposażonym w 2 opampy LME 47910 i 2 opampy LME 47920. To wszystko zasila słuchawki HiFiman HE-5LE. Cały zestaw gra tak dobrze, że ciężko się od niego oderwać. Miałem oczywiście chwile zwątpienia, i próbowałem nawet wystawić słuchawki do sprzedaży. Ale to już historia.

Moim kolejnym idealnym torem, jest tym razem tor portable - iPod Classic 6Gen i słuchawki Etymotic ER4S. Zestaw o tak wyważonym i dojrzałym brzmieniu, że słuchając go mam wrażenie, że to mocno rozbudowany tor stacjonarny. Oczywiście, abym miał takie brzmienie, jakie lubię, musiałem użyć RockBoxa i fenomenalnego wręcz Equalizera. Efekt końcowy jednak jest wart tej zabawy. Od pewnego czasu użytkuję również irivera AK120. Urządzenie świetne, jednak nie znalazłem dla niego słuchawek idealnych. Ze wszystkim co do niego podłączyłem gra bardzo dobrze, jest wszystko co trzeba. Brakuje mi jednak tej wisienki na torcie, tego błysku. I tak w spokoju szukałem sobie do niego słuchawek. Do czasu, aż nie kupiłem Denonów AH-D7100. Od tego czasu mam już 3 zestawy, których praktycznie nie rozpinam. Ale tylko jeden z nich jest w pełni mobilny (w Denonach, w Tesco, nie dość, że ściągam na siebie wzrok, to i pewnie kilka niewybrednych komentarzy też poleciało). Umówmy się jednak, że dyskowy iPod (jakoś z kart CF chwilowo się wyleczyłem), nie jest urządzeniem niewrażliwym na wibracje (bieganie, czy nawet chodzenie z nim w kieszeni, może spowodować uszkodzenie dysku). Co powoduje, że do AK120 podpinam czasami, nieoptymalnie z nim brzmiące słuchawki. Także, z przymusu AK120 został moim grajkiem do słuchania w pracy czy w hotelu. iPoda używam praktycznie tylko w domu, i tylko zamiennie z zestawem stacjonarnym. Ostatni dyskowiec nie przeżył niestety podróży samolotem, a dokładniej zabaw na lotnisku...



I tak po tym trochę przydługim wynurzeniu dochodzimy do sedna. A mianowicie do słuchawek AKR01. Są one produktem japońskiej firmy Final Audio Design. Już to powoduje, że spoglądam na nie z zainteresowaniem. Wszak FAD to jedna z niewielu firm, która w słuchawkach dokanałowych wykorzystuje własne produkcji przetworniki pojedyncze. AKR01 to słuchawki do złudzenia przypominające serię Heaven, na którą swojego czasu byłem mocno napalony. I tak jak seria Heaven AKR01 posiadają pojedynczy, robiony na miarę, przetwornik armaturowy. Dzięki temu sposób aplikacji słuchawki jest do złudzenia podobny do Etymoticów. Po moich doświadczeniach z Etymotic, wiem, że nie ilość przetworników świadczy o jakości, więc kolejna zaleta. FAD zdecydował się jednak na tulejkę T400, co, przynajmniej dla mnie, powoduje konieczność poszukiwania idealnych tipsów (te z zestawu nie nadają się do niczego). Słuchawki zapakowane są w eleganckie pudełko z logo Astell & Kern, które wymiarami sugeruje, że AK100/AK120 mogłoby się zmieścić do środka. I rzeczywiście, po wyjęciu pianki da się na "wcisk" umieścić w środku DAP'a, jednak używać się go ze środka nie da. Opakowanie od słuchawek może więc służyć jedynie za ochronkę w transporcie. Ciekawie rozwiązany jest kabel którym słuchawki złączone są z odtwarzaczem. Jest to wprawdzie makaron, którego osobiście bardzo nie lubię, nie jest on jednak typowy. Mianowicie, są to dwa kable złączone szerszą powierzchnią, rozpinające się dopiero przy splitterze. Fajnie to wygląda i powoduje większą sztywność kabla od splittera do wtyczki. Dzięki temu pewnie zwiększa się również trwałość. Ale i efekt mikrofonowy jest zdecydowanie mniejszy niż w podobnych konstrukcjach.



Wygoda użytkowania jest podobna jak w przypadku Etymoticów. Słuchawki aplikujemy dość głęboko, nie mają one na szczęście żadnych ostrych czy chropowatych krawędzi, które mogłyby drażnić ucho. Dlatego też, wygodę należy ocenić wysoko. W czasie testów nie otrzymałem niestety zamówionych wcześniej tipsów typu Triflange, nie mogę więc jednoznacznie ocenić tłumienia. Wydaje mi się, że przy zastosowaniu właściwych wkładek, izolacja może być na poziomie Etymoticów.



A jak one grają ? Grają super. Z AK120 zgrywają się naprawdę dobrze. Nie są ani tak jasne, ani tak szczegółowe jak Ety ER4S, mają jednak zdecydowanie lepsze niskie rejestry. Bas jest dosyć nietypowy jak na armatury. Z jednej strony jest bardzo szybki i precyzyjny, z drugiej wybrzmiewa dłużej i jest pełniejszy w fakturze. Daje wrażenie obcowania ze słuchawkami dynamicznymi. Średnica do złudzenia podobna do Etymoticów, za to góra jest mocno cofnięta. Znowu dość nietypowe jak na armatury raczej ciemne. Czuć wyraźny dołek na sybilantach. Nie można im przy tym zarzucić braku szczegółowości. Oj nie, dźwięk wypełniony jest niuansami, które jednak nie są nachalne, a stoją jakby z boku, dając słuchaczowi wybór, czy skupiać się ma na nich, czy całościowym odbiorze przekazu. A sam przekaz jest bardzo przestrzenny, nie ma wrażenia ograniczenia z żadnej ze stron. Umiejscowienie instrumentów w przestrzeni, czy w ogóle holografia jest super. Z urządzeniem tak szczegółowym jakim jest AK120 zgrywają się super, tworząc naprawdę bardzo zgrany duet. Na czym polega to zgranie ? Ano w moim mniemaniu, idealny zestaw, to taki, na którym nie ma kiepsko brzmiącej muzyki. W realizacjach genialnych spisuje się równie dobrze, jak w realizacjach skopanych. Daje przyjemność ze słuchania jednych i drugich, nie pokazując z chirurgiczną precyzją błędów realizatora. Po prostu pozwala cieszyć się muzyką. Oczywiście w przypadku materiału realizowanego na najwyższym poziomie, ukazuje on kunszt i precyzję, daje dostęp do szczegółów i smaczków dla gorszych zestawów niedostępnych. I właśnie taki jest ten zestaw. Aż się nie chce przestać słuchać. 


A cena ? Planowana cena w Polsce ma oscylować w okolicach 800 pln. W sklepie iriver jest to 199$ + przesyłka (około 249$ total) + ewentualny VAT i podatek. Czyli w sumie porównywalna z ceną Etymoticów ER4. Naprawdę dobry deal. Właściwie to zastanawiam się, czy pomimo braku idealnych tipsów (jeszcze), nie zaryzykować i nie kupić sobie tych słuchawek. W końcu może być już tylko lepiej.

ps. Kusi mnie, oj strasznie mnie kusi...Głównie, przez doskonałą współpracę z AK120. Ale też dlatego, że to świetny produkt. 

poniedziałek, 9 września 2013

FIIO X3 - czyli jak Sauron zaczął budować audio.

"Jeden, by wszystkimi rządzić, jeden, by wszystkie odnaleźć,
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać."


Jak widać po temacie, dzisiaj na tapecie najbardziej wyczekiwane dziecko chińskiego producenta sprzętu Audio - FIIO X3. Niestety, miałem recenzować sprzęt jeszcze w lipcu, ale z powodu obsuwy w dostawie, grajek wylądował u mnie we wrześniu. A skąd tutaj nawiązanie do pierścieni ? Ano FIIO konsekwentnie "ulepsza" swoje produkty, wydając kolejne, zmieniając maksymalnie kilka cech. Tym razem do brzmienia FIIO dodano ekran kolorowy i obsługę plików, co spowodowało, że powstał grajek. I grajek ten, wzorem Jedynego Pierścienia, góruje nad całym spektrum produktów FIIO. Bo jest produktem kompletnym (?)



FIIO X3, wzorem swoich poprzedników, przychodzi do nas w biało-czerwonym pudełeczku, zawiera wszystkie niezbędne kabelki, instrukcje oraz futerał silikonowy i folie zabezpieczające ekran. Mnie najbardziej zaciekawiło gniazdo Coaxialne, i to z nim wiązałem największe nadzieje. W końcu ani moc urządzenia (sprzedawanego z FIIO E12 w niektórych sklepach), ani legendarne brzmienie FIIO, nie były w stanie zrobić na mnie wrażenia. Ale po kolei. 


1. Legendarne brzmienie FIIO

Do X3 podłączałem Etymotic ER4S, Denon AH-D7100, HiFiMan He-5LE. Jako punkt odniesienia wziąłem "niewiele" droższy AK120. Niestety z czasów kiedy posiadałem E07K czy E09K pozostały mi już tylko mgliste wspomnienia, więc nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić, że jest to powielenie filozofii brzmienia poprzedników. Faktem jest jednak, że jak E07K(E17) odbierałem jako dość jasne, ale ciepłe wzmacniacze, tak X3 jest dla mnie raczej ciemnym grajkiem i wymaga jasno brzmiących słuchawek. Z Denonami było dziwnie, zbyt muliście i nieprzyjemnie. Bas zalewał dosłownie wszystko. A naturalna precyzja tych nauszników została schowana. Jednak co za dużo to niezdrowo, i pomimo sporej mocy, X3 nie był w stanie prawidłowo napędzić tych słuchawek. Sytuacja jednak diametralnie się zmieniła w przypadku Etymoticów. Tutaj połączenie było bardzo dobre, żeby nie powiedzieć genialne. Precyzja wysokich tonów nigdzie nie uciekła, za to pojawił się nisko schodzący bas. Pozostałe pasma się nie schowały. wszystko jest tam gdzie być powinno. Prezentacja typowa dla Etymoticów. Dzwięk lekko z przodu, z wyraźnym podziałem na plany, nie brakuje mu ani głębokości ani szerokości. Tina Turner zabrzmiała zjawiskowo. W efekcie tego połączenia, na jakiś czas odstawiłem swojego Kałacha, a po powrocie wydało mi się to wszystko jakieś nudne i bezbarwne. W przypadku HiFimanów nie było zaskoczenia - X3 sobie po prostu nie poradził. Dźwięk był matowy i pozbawiony szczegółów.


2. Moc, pałer i związane z tym rozterki.

FIIO w X3 zastosowało AD839, opamp o bardzo dobrej wydajności. Dzięki temu mamy naprawdę głośne urządzenie. Oczywiście coś kosztem czegoś. I pojawiły się braki w jakości. Jednak niskie zasilanie kości (+5/-5V) odbiło się również na mocy. HiFimany to jednak zbyt trudny przeciwnik dla małego FIIO. Tutaj rozwiązanie zastosowane w AK120 sprawdza się lepiej. Słuchawki nie są idealnie napędzone, ale nie mają problemów z zagraniem. Zastanowiło mnie również reklamowanie przez FIIO zestawu X3 + E12. Przecież skoro X3 ma taki zapas mocy, to na grzyba w zestawie E12 ? Niestety na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć. Nie zauważyłem potrzeby podpinania wzmacniacza portable do X3. Za to już takie iBasso D10, z opcją podłączenia przez Coaxial, wydał mi się naprawdę super pomysłem. Wracając jednak do sedna - FIIO X3 ma tyle mocy ile trzeba, przy użyciu Takstar TS671 możnaby używać tego zestawu jako biurkowych glośników, lub zestawu dyskotekowego dla bosych. Gra naprawdę głośno, wyraźnie, dając całkiem przyjemny bas. No i najważniejsze - Clipping się nie pojawił, niezależnie od podłączonych przeze mnie słuchawek. Urządzenie rzeczywiście dobrze wysterowane.



3. Mobilny transport, czyli SPDiF/COAX

I to dla mnie najciekawsza cecha tego "malucha". Niestety mój AK120 wyposażony jest nie wiedzieć czemu w TOSlink, i żeby wycisnąć z tego mały jitter musiałem posiłkować się polerowanymi kablami (znaczy gniazda kabla są specjalnie docierane, żeby nie było zakłóceń sygnału optycznego). A w FIIO od razu mieli super pomysł i zastosowali gniazdo, które załatwiło problemy od ręki. A jak to działa ? Ano tak jak ma działać. Podłączamy do DAC i gra. Znaczy jest super. Jedyna wada to mikra pojemność pamięci X3. Na szczęście mamy obsługę kart MicroSD. Mnie udało się skutecznie uruchomić maksymalnie 32GB kartę.
W tej kategorii X3 bije na głowę wszystko z czym miałem do czynienia do tej pory. Mamy kieszonkowy transport z SPDiF, do tego odtwarzający dosłownie wszystko. REWELACJA !!



4. Obługa

FIIO zastosowało dziwny, lekko postrzelony system guzików, zamiast sprawdzonego i dobrego krzyżyka. Oczywiście idzie się do tego przyzwyczaić, ale później przyzwyczajamy się do innych grajków, więc takie trochę na siłę, dezajnerskie podejście. Jednak już sama praca przycisków, interface'u, czy suwaczków (hold), jest super precyzyjna. Po raz pierwszy trafił mi się grajek, który obsługiwany przez silikonowy futerał był równie skuteczny jak bez niego. W ogóle, nie potrafię się zgodzić z opiniami, że futerał z silikonu jest do bani. Jest po prostu z silikonu. Za to po prostu doskonale robi to za co odpowiada. Zabezpiecza Fiołka przed kontuzjami. 
Troszkę rozczarował mnie czas pracy na baterii. W czasie testu wyszło mi maksymalnie 10h, ale przy zwyczajnej zabawie, częstej zmianie piosenek, głośności i kart, urządzenie domagało się pożywienia po niewiele ponad 8 godzinach. Trochę mało. Na szczęście daje się ładować z mobilnych ładowarek, co trochę ratuje sytuacje.



Podsumowując, najnowszy produkt FIIO w żadnym wypadku nie rozczarowuje. Jest właściwie tym jedynym pierścieniem, spinającym wszystkie funkcjonalności innych produktów chińskiego Saurona audio. W żadnym elemencie X3 nie jest złe. Jest niestety jednak kompromisowe - kosztem wysokiej mocy, mamy ograniczone życie na baterii, to z kolei powoduje wielkość urządzenia, a cena końcowa odpowiada za użyte podzespoły (ekran nie jest najwyższych lotów). Mimo wszystko urządzenie warte jest swojej ceny, a biorąc pod uwagę, że praktycznie nie ma konkurencji w swojej kategorii cenowej, jest na pewno super propozycją. Ważne jednak, żeby przed decyzją o zakupie, posłuchać sobie czy z posiadanymi słuchawkami się zgra.

Pozdrawiam


Sprzęt do testów udostępnił mp3store.pl. Zdjęcia zaczerpnięto ze strony producenta.


sobota, 24 sierpnia 2013

HIFImeDIY Sabre USB DAC aka UAE23



Woow, ale tytuł posta :) Jest nawet rycina (tfu. Zdjęcie). No i dylemat. Co by tu napisać, żeby się chciało czytać. Co to jest w takim razie, to co coś co wygląda jak...no właśnie. Nie wiem jak co, ale na pewno ma kabelek USB. HIFImeDIY Sabre USB DAC aka UAE23 to wg słów niektórych kolegów pogromca, rzeźnik i wyjątkowo dobry DAC, za wyjątkowo niską cenę. Cenę aż 42$ + wysyłka. Wg specyfikacji jest to reinkarnacja jeszcze nie zmarłego ODAC'a. A wg. ludzi dowód na to, że NwAvGuy miał rację i dobry (najlepszy) sprzęt nie musi kosztować kroci. Czy ja wiem? Nie tak do końca, ale jedna sporo prawdy w tym jest. Ale po kolei.

UAE23 to aplikacja układu ESS Sabre ES9023, czyli tańszej wersji hitu ESS'a Sabre ES9018. Aplikacja kompletnie minimalistyczna, do tego bez możliwości podłączenia innego niż USB źródła. Urządzenie pracuje w trybie adaptacyjnym(chociaż jest też wersja asynchroniczna), pozwala na odtwarzanie plików 24bitowy, z maksymalnym próbkowanie 96khz. Z ciekawostek, to potrafi poprawnie (bez up- ani down samplingu) obsłużyć 44,1 i 88,2 khz. Wg. specyfikacji potrafi jeszcze podać przy 0ohm aż 2.2Vrms i kolejno 4.7Kohm/2.1Vrms, 1.8Kohm/1.9Vrms, 510ohm/1.5Vrms, 330ohm/1.3Vrms, 30ohm/1Vrms. Tutaj niestety nam się prezenter rozjechał, bo przy braku obciążenia UAE23 dawał 1,68Vrms a przy 50 Ohm niecałego 1Vrms. Ale może to wina mojego kompa była ? Nie wiem.

Urządzenie podłączone do komputera nie wymaga sterowników, co niewątpliwie jest zasługą układu TenorTE7022L. Znany i niekoniecznie lubiany (ja tam go nawet bardzo nie lubię), jednak tutaj, chyba zaaplikowany całkiem nieźle, ponieważ nie wykazywał żadnych problemów które z nim do tej pory miałem (trzaski, samodzielne wzbudzanie przy braku sygnału itp.)No dobra, ale jak to gra ? Ano po kolei. UAE23 jak podłączyć do niego Etymotic ER4S gra cicho, jak podłączyć HF3 to troszkę za mocno szumi. Ale jak już na wyjściu podać mu FCL'a to pokazuje, że jednak nie są to wywalone pieniądze w błoto. Jednym słowem gra dużo lepiej niż kosztuje :) Porównywałem go ze swoim DAC opartym o droższego brata czyli ES9018 i z FIIO D03K. Scena budowana jest poprawnie, z naciskiem raczej na szerokość niż głębokość. W tej materii ES9018 był zdecydowanie nie do pobicia, ale D03K stawał w tej samej linii co UAE23. UAE23 gra z przesunięciem w kierunku wysokich. Ma mniej sybilantów niż D03K, ale więcej szczegółów. Dół ma również lepiej niż FIIO dociążony. Jednak ES9018 na tym polu rządzi i dzieli. Obydwa urządzenia mają jeszcze sporo pola do pokonania, żeby nawiązać walkę. Ogólnie dzwięk z Małego DACa może i na pewno będzie się podobał. Nie jest męczący, prezentacja jest na dobrym poziomie, nie ma żadnych niepokojących ekscesów ani ubytku na szczegółowości (którą pamiętam z odsłuchów ODAC). Dzwięk nie jest wyprany, ani szary. Zachowuje barwy i właściwy dla utworu przekaz energetyczny. Jednak z HiFimanami w jednym torze grać nie powinien. Zaczyna być nieprzyjemnie przy sykliwych fragmentach. Za to z AH-D7100 zgrywa się już naprawdę dobrze.

Czy mamy przełom? Moim zdaniem nie, ale na pewno jest to poważna rysa na wizerunku opinii "Tylko drogi DAC będzie Twoim wybawieniem". Sprawdza się świetnie jako alternatywa dla wbudowanych kart dźwiękowych, jako niedrogi DAC do laptopa. W poważniejszych torach słuchawkowych jego brak obsługi COAXIAL niestety uniemożliwia podłączenie do fajnych transportów. Tutaj wybrałbym jednak FIIO.



Pozdrawiam


wtorek, 20 sierpnia 2013

Bliźniak bez kabla - SoundMAGIC WP10



Dzisiaj tylko mini recenzja słuchawek SoundMAGIC WP10. Dlaczego mini? Ano jest to prawie bliźniaczy model w stosunku do niedawno opisywanego HP100. A czemu prawie, ano temu, że te mają lampki, guziki i dopisek "Wireless". Aaa i nie mają powierzchni przeznaczonej do polerowania, co niektórym może nie przypaść do gustu. A poza tym to prawie HP100. No i dzisiaj będzie tylko o tym prawie.





Opakowanie w jakim przyjdzie nam zakupić WP10, jest identyczne z tymi od HP100 i HP200. Jedyna różnica to inny futerał, tym razem prostokątny, zawierający większą ilość akcesoriów.

W szoku byłem, bo producent przewidział chyba każdy możliwy sposób podłączenia tych słuchawek do źródła. W zestawie mamy więc:

  • Słuchawki
  • nadajnik
  • Kabelek miniJack <-> miniJack o dł. 1,2 m
  • Kabelek miniJack <-> miniJack o dł. 10 cm
  • Kabelek USB <-> miniUSB (do ładowania słuchawek i nadajnika)
  • Kabelek RCA <-> miniJack
  • Ładownica i różne końcówki


Słuchawki mogą pracować w trybie wired (podłączone do systemu kabelkiem) i wireless (przez nadajnik). W trybie kabelkowym zasięg jest mikry i ogranicza się do długości kabla, jednak już w trybie wireless zasięg w teście pozwalał mi poruszać się swobodnie po domu, a także wyjść do ogrodu wypić kawkę (czyli jakieś 10m i 2 ściany po drodze). To było naprawdę fajne. Fajnym bajerem było też schowanie sobie graja do plecaczka, podłączenie do niego nadajnika i bujanie się po mieście w trybie bezkabelkowym. Samo podłączanie się urządzeń jest błyskawiczne i kompletnie bezproblemowe.



Użytkowanie słuchawek, ich budowa i komfort to do złudzenia HP100. Jedyna różnica to ładowanie, które, o ile chcemy korzystać z nich bezkabelkowo, musimy obowiązkowo odbębniać co ok. 10 godzin. Ładować trzeba i nadajnik i słuchawy. Cała operacja trwa 4h, więc powinno się udać słuchać cały dzień, żeby na noc naładować. Kabelek dołączony do słuchania kablowego podobny jest do tego z HP200 (nie jest poskręcany jak baranie kiszki), przy czym nie ma zatrzasku. 




A jak one grają te cuda techniki ? Ano jak HP100. W końcu to te same słuchawki, tylko z opcją. Jedynie w trybie bezprzewodowym zachodziła w nich delikatna zmiana w niskich rejestrach. Basu było zdecydowanie więcej, i to zarówno tego najniższego jak i midbasu. Jednak nie na tyle więcej, żeby przeszkadzał, ale na tyle, żeby zmiana była zauważalna. Poza tym różnice pomiędzy WP10 a HP100 były minimalne, i mogły wynikać z różnic pomiędzy kablami czy poszczególnymi egzemplarzami. Mnie brzmienie WP10 "zapasiło" równie mocno jak i HP100. 

Podsumowując, dla kogo WP10 ? Na pewno dla tych którzy mają więcej kabonki w skarpetach pokitrane, bo kosztują w okolicach 959 polskich złotych...Sporo, ale tak naprawdę za 300+ dostajemy do HP100 zestaw bezkablowy. No więc dla kogo jeszcze te WP10 ? Ano dla miłośników bezkabelków. Dla oglądaczy filmów z drugiego pokoju, dla ogródkowych słuchaczy muzyczki przy kawie. No i w końcu Dla tych, którzy chcieli by mieć HP100 w troszkę mniej odpustowej wersji.

Sprzęcicho wykorzystane w czasie testów:
- AK120
- Fat Cube Linear
- FatDAC ES9018
I dla celów porównawczych HP100, Etymotic HF3, HiFiMan HE-5LE, Denon AH-D7100.
Muzyka w plikach FLAC, film Avatar zapuszczone z Asus BD700, z płyty BlueRay.

Słuchawki wypożyczył mp3store.pl

ps. Po opublikowaniu testu dotarła do mnie informacja, że:

  • Nadajnik jest również wbudowanym DAC-iem dzięki czemu można transmitować cyfrowy sygnał np. z laptopa. I tak rzeczywiście jest. Nie oczekujmy od tego DAC'a jednak cudów. Można powiedzieć, że gra poprawnie.
  • Jesli nadajnik jest podlaczony do zasilacza a nie działa z zasilania wewnętrznego, to na otwartej przestrzeni słuchawki działają do 50-70m. Tego niestety z powodów lokalowych nie udało mi się zweryfikować. Nadal dało się siorbać kawkę w ogródku bez najmniejszych przeszkód.
 


sobota, 17 sierpnia 2013

Ile płacimy za markę - Denon AH-D7100

Tak, tak, wiem, długo nic, ale blogger ma wakacje...
Ale wakacje wakacjami, a zobowiązania należy spłacać. Dlatego dzisiaj mała (?) recenzja Najnowszego flagowca japońskiej marki Denon - modelu AH-D7100

Postanowiłem zająć się tymi słuchawkami z kilku powodów: 

  • po pierwsze hype jaki panuje na różnych forach, 
  • po drugie - Majkel, po zakupie tych słuchawek wystawił na sprzedaż Grado PS-1000, 
  • po trzecie szukałem zamkniętych słuchawek do swojego systemu.


Zdecydowałem się na zakup z Amazona, jako, że da się tam to kupić już w okolicach 2,5kpln, jednak postanowiłem ich jeszcze raz posłuchać (już kiedyś miałem nieprzyjemność być katowany basami z tych słuchawek) i pojechałem do salonu Denona we wrocławskiej Magnolia Park. Po prawie 2godzinnych odsłuchach egzemplarza (prawie)wygrzanego, postanowiłem, że dokonam zakupu, a panowie z salonu okazali się profesjonalistami i po krótkiej rozmowie zaproponowali cenę zbliżoną (na pewno odstającą od sklepowej), do dobrej ceny. Nie pozostało nic innego jak kupić. Na odsłuchy wybrałem się ze swoimi ulubionymi zamkniętymi słuchawkami, a mianowicie SoundMAGIC HP100. Już w czasie odsłuchów byłem przekonany o wyższości SM'ów nad Denonami, dlatego postanowiłem sprzedać HPki. Inaczej za nic na świecie nie udało by mi się zmusić do słuchania Japończyków.2 dni później, po odebraniu mojego egzemplarza i wysłaniu HPków do szczęśliwego nabywcy, przystąpiłem do prac wstępnych. 






 Zawartość opakowania prezentuje się efektownie. W komplecie do słuchawek dostajemy przewód z pilotem do iPhone (tak, to nie pomyłka), kabel z miedzi OFC 7, stojak na słuchawki (rewelacyjny pomysł) i miękki travel bag(katastrofa). Zawiodłem się na woreczku na słuchawki, ponieważ za te pieniądze oczekiwałem prawdziwego boxa, twardego i bezpiecznego. Jednak po 2 wyjazdowych występach Denonów, muszę przyznać, że i worek się sprawdził. Pozostałych akcesoriów nie sprawdzałem, a pudłu już głęboko w szafie, więc pozwolicie, że nie będę do tego wracał. 
Same słuchawki są bardzo lekkie, przy pierwszym kontakcie sprawiają wrażenie tandetnych, a srebrny kolor na jaki zostały polakierowane wcale nie poprawia ich wizerunku. Ot jakbym miał złote zęby i lekko ciemną karnację, to pewnie takie odpustowe fajerwerki by mnie cieszyły, a tak czuję się w nich jak bałwan. No i za to mam ogromny żal. Gdyby nie cena, to na pewno bym je przemalował (kto wie czy i tak tego nie zrobię).

Słuchawek jednak nie będę oglądał, a będę ich słuchał. Zamocowałem je sobie na czerep i przestałem się złościć. Waga okazuje się olbrzymią zaletą, słuchawek prawie na głowie nie czuć. Długie odsłuchy nie są więc problemem. Wrażenie tandety znika przy pierwszym kontakcie z padami i headbandem. Zrobione są z naturalnej skóry, wypełnionej pianką z efektem pamięciowym. Dzięki temu seal jest perfekcyjny, a tłumienie w tych słuchawkach to póki co ekstraklasa. O ile coś tam dostaje się do naszych uszu, jak nie słuchamy, to tak naprawdę nie ma znaczenia jak głośno słuchamy, a i tak nic kompletnie nie wylewa się poza słuchawki. To jest na pewno ogromna zaleta.

Muszle słuchawek zbudowane są z mahoniowego drewna, lakierowanego na wysoki połysk. Pałąk podobno zbudowany jest z włókna węglowego, ale ja w dotyku rzekłbym, że to plastik (ABS), pozyskiwany w procesie przetapiania butelek ze znanego napoju bezalkoholowego na C. Dobrym pomysłem było zamontowanie gniazd na kabel, przy czym Denon nie wymyślał, nie kombinował a wziął standardowe gniazdo jack 3,5mm, w wersji mono. Dzięki temu można się bawić w produkowanie kabli do woli. Mam jednak wrażenie, że to druga po Grado firma, która dostarczając tak wysokiej jakości kabel do swoich słuchawek, zamknęła pole do popisu DIYmanom.

Nie będę opisywał wrażeń odsłuchowych z pierwszych tygodni posiadania tych słuchawek, bo takie każdy z Was może sobie sam zapewnić idąc do najbliższego salonu Denona. Wystarczy wspomnieć, że nie wolno ich wybierać na podstawie pierwszych, sklepowych odsłuchów. Jeśli Wam się podobają, to przestaną i analogicznie jeśli Was przeraziła ilość basu, to po wygrzaniu możecie się najwyżej miło zaskoczyć.
Słuchawki, od samego początku zaskakują. Wszystko w ich brzmieniu jest takie mało słuchawkowe (no może poza ilością szczegółów). Prezentacja podobna jest do systemów głośnikowych. Jedyna różnica polega na tym, że głośniki mamy nie przed sobą a po bokach. Równowaga tonalna jest zachowana, i może poza wrażeniem delikatnie wycofanej średnicy, nie ma się do czego przyczepić. Wrażenie gorszej średnicy całkowicie zanika, jeśli pojawią się damskie wokale. Wtedy okazuje się, że średnica gra pierwsze skrzypce.
Słuchawki polecane są jako basowe potwory. I bas rzeczywiście jest w nich genialny. Ma wspaniałą fakturę, idealnie wypełnia przestrzeń, schodzi nisko, ale jest również punktowy tam gdzie powinien. Bardzo szybki i precyzyjny. Ale nie jest dominujący, nie zalewa innych pasm, nie ma też dudnienia (niewygrzane się nie liczą) ani nieprzyjemnych wibracji na przełomie midbasu i niskiej średnicy. Jak bym miał do czegoś porównywać to najbliżej mu do planarnych słuchawek. Tyle, że z zamkniętej konstrukcji. Ja jestem zachwycony, a jakoś specjalnie za basowymi słuchawkami nie przepadam. Na koniec zostawiłem sobie wysokie tony. To wg. mnie największa siła tych nauszników. Jest precyzja, jest szczegółowość, nie ma sybilizacji. W swojej prezentacji słuchawki mają coś z Grado. Niby jest ciemno, ale jakoś tak bardzo szczegółowo, nic nie umyka naszej uwadze, chociaż nie są to akcenty pierwszoplanowe. W utworach akustycznych echo i ściany od których dźwięk się odbija stały się namacalne. Jednak w przypadku gorszych realizacji, niestety wszystko wyłazi na wierzch. Nie polecam słuchać RHCP i płyty Californication - po prostu kara.
Scena budowana przez Denony nie jest tak szeroka jak w przypadku HiFimanów He-5LE. Ma granice i to dość precyzyjnie określone. za to głębia jest wzorowa. Porównując słuchawki bezpośrednio, można by HiFimany przedstawić jako koncert na otwartym powietrzu, natomiast Denony to koncert w sali teatralnej.

Na meecie w Warszawie, słuchawki były jeszcze nie wygrzane i nie zrobiły należytego wrażenia. Zresztą na mnie również. Wszystko zmieniło się jakiś tydzień ciągłego wygrzewania później. Z braku laku, podłączyłem Denony do iPhone 4S i poszedłem na spacer. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że grają całkiem równo, bez basowych ekscesów, z wzorową holografią i balansem tonalnym. Po kilku godzinach, jak już się nałaziłem i wróciłem do domu, podłączyłem je do AK120, który do tej pory najbardziej zamulał te słuchawki. Tutaj również nastąpiła wielka zmiana. Na koniec mój klon i już miałem pewność, że słuchawki się ułożyły, i że zakup był trafiony. 
Faktycznie wygląd może trochę odrzucać, i jak to Piotrus-G powiedział na meecie, malowanie na srebrno, nie metalowych słuchawek, to obrażanie konsumenta. Tak właśnie się odbiera te słuchawki. Jako perełkę myśli technicznej ubraną w sklepie z biżuterią dla murzy szpanerów. Człowieka który zaprojektował ich wygląd należałoby skazać na ciężkie roboty u Donatelli Vesace. Zmasakrował genialny produkt. No nic, ale z mojej perspektywy, kiedy już jest się grubym burakiem, wygląd Denonów i tak wiele nie zaszkodzi, więc ochoczo chodzę w nich po parku, uśmiechając się pod nosem, jak kolejny zdziwiony zagapia się co to takiego mam na głowie.

No i na sam koniec odpowiedź na pytanie z tematu ile płacimy za markę. Denony AH-D7100 w dniu premiery w Polsce były wyceniane na 5399 pln. I od razu dało się je kupić za 2400 (około). Dzisiaj słuchawki wyceniane są już na 3999 pln w rodzimych sklepach, a na Amazonie nadal cena oscyluje w okolicach 2,5kpln. Myślę, że i u nas w końcu będą w cenie właśnie tych 250 Władków Jagiełło. I to jest uczciwa cena za te słuchawki. Wszystko powyżej to już płacenie frycowego za nazwę, firmę, czy nawet podatek od pośpiechu. Polecam się zakręcić i poszukać. Nawet z salonami Denona da się rozmawiać, czego ja jestem najlepszym przykładem.

Obiecałem też porównać te słuchawki z SoundMagicami - Denony grają bardziej szczegółowo, a przy tym łagodniej. Scena i prezentacja jest na bardzo podobnym poziomie. Basy znowu w Denonach lepsze, i to nie z powodu ilości (ta jest porównywalna) a z powodu faktury i zejścia. Czy różnica w cenie rekompensuje różnice w dźwięku ? Dla mnie tak, ale ja nie szukam kompromisów. Jeśli ktoś ogląda złotówkę z każdej strony przed wydaniem, to zdecydowanie powinien poprzestać na HPkach

Z moimi HiFimanami Denony świetnie się uzupełniają. Nie są tak jasne, a przy tym pozostają szczegółowe. Basu mają więcej, ale ten z HiFimana ma jednak jeszcze lepszą fakturę. No i muzyka klasyczna na Planarach to jest coś niesamowitego. 

Pozdrawiam



W czasie testów (z)użyte zostały:
-Słuchawki: HiFiMan HE5-LE, SoundMAGIC HP100, Etymotic HF3
- DAP: iriver AK120, iPhone 4s, iPod NANO 1G, Cowon X5L
- AMP: Fat Cube Linear
- DAC: Sabre ES9018 FatDAC
- Transport: Denon DCD920 via COAX , AK120 via TOS link

Muzyka: Płyty CD, Pliki FLAC, Pliki ALAC

Nie zostało skrzywdzone żadne zwierzę, chociaż kilka much prosiło się o klapsa.
ps. Zdjęcia "pożyczone" z serwisu headfi.org. Znalezione w "internetach"

wtorek, 23 lipca 2013

SoundMagic HP200 - Test z dylematem


Miałem napisać dzisiaj śmieszny tekst o Equalizerach, ale potem na forum mp3store, w jednym zdaniu wypstrykałem się z argumentów. I ciężko by się było pastwić, mając do dyspozycji tak bardzo już ograniczony arsenał.

Następnie siadłem do spisywania swojej radości z połączenia AK120 z HiFiman HE-5LE. Ale tutaj uznałem, że świat jeszcze nie jest gotowy na test w którym po stronie generatora dla planarów nie stoi elektrownia atomowa.

Na koniec wymyśliłem, że znowu dowalę się do kabli za milion złotych, ale akurat nie znalazłem żadnej fajnej pożywki w necie.

No i staneło na tym, że mając w domu SoundMagic HP200, napiszę parę słów na ich temat. Także nie będzie śmiesznie(no chyba, że się wygłupię), ani dramatycznie (chyba, że polegnę dramatycznie przy tym teście). Za to będzie znowu o słuchawkach.


A zatem, co to takiego to HP200. Ano to półotwarty "bliźniak" HP100, które opisywałem jakiś czas temu. Zapakowane są identycznie, wyposażone również (chociaż z niewielką zmianą, ponieważ zamiast podstawowego kabla, który w HP100 jest spiralny, w HP200 mamy kabel prosty). W HP200 nie znajdziemy też jakże gustownie odpustowego, połyskliwego plastiku na słuchawkach, a w związku z tym, nie ma szmatki do polerowania. A co w zamian ? No bo skoro słuchawki są droższe, a mniej wyposażenia w pudełku, to coś musi być, co zrekompensuje różnicę w cenie. No bo kilka dziurek chyba nie ?


Pominąwszy wszystkie niepotrzebne opisy, bo słuchawki z zewnątrz do złudzenia przypominają HP100, idziemy od razu do meritum. Pierwsza rzecz, która mnie się nie spodobała, to skórzane (skóropodobne - nigdy nie potrafiłem tego odróżnić) pady. W słuchawkach półotwartych, gdzie szczelność połączenia nie ma (albo nie powinna mieć znaczenia), spokojnie można było zastosować wygodniejsze welurowe pady. Nieciekawy też, jak na wentylowaną konstrukcję, jest efekt tupania, jaki daje nam się we znaki, przy przemieszczaniu się w tych słuchawkach. Takie coś może występować w zamkniętych konstrukcjach, ale w półtwartych nie powinno (właśnie to całkowicie zniechęciło mnie do Philips Fidelio L1). I tutaj już koniec wad. 

Szukający brzmienia HP100 się zawiodą. Dzwięk jest mniej "efekciarski", całość bardziej wyrównana, i można by się nawet pokusić o naklejkę "słuchawki referencyjne". Słuchawki grają naprawdę bardzo równo, nie faworyzując żadnego z pasm. Najbardziej podobało mi się podpięcie ich do pieca od gitary basowej. Grały wtedy miniaturowym dźwiękiem tego co dostawałem z paczek. Godne podziwu. Przy przesiadce z HP100 jest wrażenie, jakby wszystkiego było mniej, tylko powietrza więcej. Jednak po kilku minutach słuchania już nic nie brakuje, wszystko to co było w HP100, pojawia się i w HP200, jest tylko mniej akcentowane. Słuchawki dają odpocząć, kładąc główny nacisk na zwartość i konsystencję przekazu. 

HP200 nie podają nam poszczególnych instrumentów w sposób odseparowany, a raczej prezentują muzykę jako całość. Przyznam szczerze, że w elektronice było to co najmniej męczące, ale już muzyka rockowa, czy choćby symfoniczna, sprawiała mi olbrzymią frajdę ze słuchania. Dla szukających analogii to HP200 grają w sposób zbliżony do HD650, tyle, że są wyczuwalnie jaśniejsze. 

Na koniec parę słów o samym wykonaniu. Bo tym modelem SoundMagic potwierdza tylko, że nie jest "jakąś tam" fabryczką w Chinach. Mają aspiracje, i nie są one nieuzasadnione. Jakość jest super, wykonanie i materiały również. Samo wyposażenie słuchawek w taki futerał przechyla szalę na ich korzyść (jak często szukaliście "czegoś" żeby zabrać swoje ulubione potworki, ot choćby do pracy ? I jedynie ta cena, która mogłaby być podobna do HP100 - wtedy byłaby pełna rekomendacja z mojej strony. A tak to szukajcie promocji. Warto.