Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LE3SW. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LE3SW. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 lipca 2014

Audiofilizmu poziom kolejny - Technoaudiofilizm


Ostatnio w dyskusjach obserwuję nową formę choroby audiofilskiej - Audiofilia Technologica Nervosa. Znaczy pościg za coraz droższymi klockami zrobił się passe, teraz kabel za 40tyś nie robi już na kumplach wrażenia. Teraz liczą się nowe technologie. Nanoboty in your face bjacz! Pierwszy raz zostałem zmieciony super-nano-jedwabnymi-włóknami w Denonach D7100, znaczy mamy uber-mikro robaczki, które z du..znaczy z odwłoku wypluwają nitkę grubości cieńszej niż struga moczu pająka! Ale to było jakiś czas temu i nie przeczuwałem wtedy techno-rewolucji w audiofiliźmie. Kilka dni temu przeczytałem o tym, że moje ukochane Lime Ears nie są już trendy, bo zbudowane są w przestarzałej technologii...W wyjaśnieniu padła informacja, że driver TWFK, użyty jako jeden z dwóch ma już 3 lata! Olaboga, toż to wieczność - właśnie Lime Ears przestały mi grać, bo to po prostu już niemodny staroć. Wczoraj dostałem kolejną straszną informację. Mianowicie poprzednia generacja słuchawek Grado, jest aż o 90% gorsza od aktualnej. Mr. Jonathan Grado powiedział w wywiadzie, że poprawili ponad 90% elementów względem poprzednich wersji. W tym jest teraz super mocny audiofilski klej. Mam wrażenie, że ktoś się tego kleju nawąchał, i wiedziony upojeniem zaczął pleść 3 po 3. Grado cenię za ich fundamentalizm i niechęć do zmian, a tu mamy super-techno-bełkot o poprawianiu drewnianego drewna i nylonowych membran.

Musisz mieć, Drogi Czytelniku, świadomość, że technologie używane dzisiaj w Audio, znane są w najgorszym razie od kilkudziesięciu lat(przetwornik armaturowy). I od tego czasu żadnego przełomu nie było. Jedyny przełom jaki ma miejsce, to ten zachodzący w biurach d/s marketingu tych wiodących technologiczny prym producentów. 

Oczywiście zostałem (znaczy była próba) sponiewierany, za swoją niewiarę w technologiczny przełom. Niestety mam wrażenie, że coraz więcej technologii kosmicznych będzie się pojawiało w prostym w założeniach sprzęcie do reprodukcji dźwięków. Już za jakiś czas doczekamy się sprzętu reprodukującego doskonalej niż muzyka na żywo. Ale nie martw się drogi czytelniku, jeśli różnic nie usłyszysz, mr. Grado stwierdził, że wytrenowanie w sobie umiejętności rozróżniania tych undamentalnych 90% zmian wymaga cyt. "Jedi-like" treningu. Więc jeśli nie jesteś tybetańskim mnichem, walczącym za pomocą niewidzialnych stworzeń zwanych Medichlorianami, nie masz się co wysilać - ta umiejętność dostępna jest dopiero na 10lvl w treningu audio-jedi-master.

czwartek, 3 lipca 2014

Kanapki, cegły i inne przyrządy do ćwiczeń bicepsów - FIIO E18 vs SONY PHA-2


No i stało się, po ponad roku rozbratu z kanapkami wróciłem do tego sposobu budowania zestawu portable. W między czasie używałem AK120, HM-901, HM-802, FIIO X5, FIIO X3. Urządzenia te zastąpiły u mnie kanapki, ponieważ uznałem, że liczy się dla mnie przede wszystkim wielkość i wygoda. Ale kanapki których do tej pory używałem zapewniały mi odpowiednie parametry dla większości słuchawek. Był oczywiście nieśmiertelny iMod, wyposażony w dysk 240GB, kondesatory elektrolicztyczne wewnątrz obudowy. iModa łączyłem z iBasso T5, z RSA Predator i były to połączenia bardzo udane dźwiękowo, ale koszmarne w kwestii ergonomii. Następnym zestawem, który zagościł u mnie na bardzo długo był IRIVER (tak się wtedy kazał pisać) iHP-120 i iBasso D10 Cobra, połączone Toslinkiem. Matko jak to grało! Do tego wymiary obydwu elementów kanapki sugerowały, że zostały dla siebie stworzone (czyli odpadła największa wada iModa + coś, znaczy nieregularność kształtów). Jednak waga to było coś co niekoniecznie mi wtedy odpowiadało. Przyszedł więc AK120. Sprzęt, w ówczesnym czasie, zapewniający rozwiązanie wszystkich problemów. 



Ale wszystko się zmienia, człowiek się nudzi i po okresie użytkowania drogich cegiełek z najwyższej półki, zapragnąłem powrócić do budowy modułowej swojego zestawu. Ale, żeby nie popełnić błędu z czasów użytkowania iModa i iHP, postanowiłem, że odtwarzacz musi dawać sobie radę z IEMami samodzielnie, a wzmacniacz ma go uzupełniać dopiero w przypadku poważniejszych zadań (czyt. LCD3). Z grajkiem poszło szybko. Od pewnego czasu posiadam Sony NWZ-ZX1, oraz dwa Samsungi Galaxy S: 4 i 5. Ta trójka jeśli chodzi o napędzanie moich IEMów sprawdza się nieźle. Ale z oczywistych powodów nie sprawdza się z większymi słuchawkami (np. podczas wyjazdów służbowych w hotelach). W drodze ostrej selekcji i po miesiącach ciężkiej pracy, związanej z przebieraniem w ofertach sprzętu, zdecydowałem się na 2 zestawy: Sony NWZ-ZX1 + Sony PHA-2 oraz Samsung Galaxy S4/5 i FIIO E18 Kunlun. Dlaczego tak? Ano Sony pojawiło się w komisie i Selphy (pozdrawiam) zgodził mi się to pożyczyć, a FIIO zrobiło android DAC o idealnych wymiarach (sorry, ale AK10/A200p jest po prostu z kategorii tych "nieregularnych" co mnie doprowadza do szału). E18 ma jeszcze jedną zaletę - jest jakby trochę z boku szkoły FIIO (i innych producentów z CHRL), nie zmienia mu się brzmienie co tydzień. A stabilność brzmienia dla recenzenta sprzętu to istotna sprawa.



Zarówno Sony PHA-2 jak i FIIO E18 Kunlun mają wbudowane DACi, obydwa pracują też jako wzmacniacze słuchawkowe, i w sumie, gdyby nie cena, to spokojnie można by powiedzieć, że to bliźnięta (funkcjonalne ofkorz), wyposażenie mają również bliźniaczo podobne (nawet gumki połączeniowe obydwa zestawy mają po 4ry, po2 pary w różnych rozmiarach). I tak naprawdę jedyna różnica od strony funkcjonalnej jaką znalazłem, to fakt, że FIIO da się ładować i używać, a Sony nie. On się albo ładuje, albo działa. Sony jest trochę większe od E18 (na długość i wysokość). W sumie, to estety obydwu urządzeń do mnie przemawia, przy FIIO wcale nie czuję się jak posiadacz "chińczyka". Obudowa bardzo elegencja z czarnego szczotkowanego aluminium o bardzo regularnym kształcie. Sony trochę bardziej ekstrawaganckie, ma mniej regularny kształt. FIIO do E18 dodaje gumowe nóżki do naklejenia, Sony wyposaża swojego PHA-2 w po dwa gumowe paski, na górnej i dolnej części obudowy, izolujące wzmacniacz od podłoża i od urządzenia z którym jest aktualnie spięty.



Po podłączeniu FIIO do telefonu, dostajemy krótki sygnał, że wykryto DAC i od tego momentu, cała muzyka (dźwięki systemowe nie), lecą przez DAC do słuchawek. Pierwsze zaskoczenie - Sony PHA-2, nie działa tak samo. Podłączanie go do telefonu niestety nic nie daje. Nie daje również nic podłączanie go do NWZ-ZX1 - cisza i koniec. Dopiero po wpięciu go do iPhone, zaczyna plumkać. Znaczy, wykrywa urządzenia w trybie iPod. Podłączenie do komputera to kolejne zaskoczenie. FIIO wykrywa się samo i po prostu działa. Do Sony potrzebujemy sterowników. Dopiero po sprawdzeniu w panelu przestajemy się dziwić. Sony PHA-2 pracuje w trybie 24/192, którego nasz kochany windows po prostu natywnie nie wspiera :). Warto też wspomnieć o przełączniku bass na FIIO, którego na Sony nie znajdziemy. To jest przełącznik dla tzw. Brainless-bass-heads. Wszystkim innym nie polecam :)



Aby test był mirodajny, podłączyłem obydwa urządzenia za zarówno jako DAC/AMP do komputera, jak i w trybie AMP do Sony NWZ-ZX1. Słuchawki jakie wykorzystałem to Lime Ears LE3SW, Etymotic ER4S, Sennheiser HD-25-I, Audeze LCD3



Obydwa urządzenia grają zaskakująco podobnie...Jest to dla mnie olbrzymim zaskoczeniem. Szczególnie w trybie wzmacniacza, różnice ograniczają się tak naprawdę do niuansów. Sony ma delikatnie lepszą rozdzielczość i bardziej neutralny balans tonalny, FIIO za to lepszą dynamikę i dociążenie. Ale różnice nie są epokowe, czy kolosalne. Nie są nawet rzucające się w ucho. Większość słuchaczy podejrzewam, że nigdy nie usłyszą tego o czym piszę. Obydwa urządzenia nie są przy tym transparentne. Przy NWZ-ZX1, wyraźnie obcinają scenę, napowietrzenie. Obydwa też cofają średnicę i zagęszczają dźwięk. Obydwa też szumią na IEMach. Obydwa mają też bardzo zbliżoną głośność maksymalną na Audeze LCD3. Spotkałem się z opiniami, że E18 jest piekielnie mocny a PHA-2 żenująco słaby. O ile ta pierwsza opinia to koncert życzeń, to o tyle ta druga wynika z faktu, że w większości PHA-2 podłączany jest w zestawie z ZX1. ZX1 jest po prostu cichy, a oba wzmacniacze gain mają w okolicach 1 :) Wydaje mi się, że PHA-2 jest nawet delikatnie głośniejszy od FIIO. Przy podłączonych Audeze Sony zaczyna odskakiwać FIIO. W FIIO wysokie tony zaczynają podlegać cyfryzacji i zlepianiu, Sony za to świetnie sobie z nimi radzi.

Dla kogo więc te urządzenia, szczególnie, że różnica w cenie jest sroga (za jednego PHA-2 można spokojnie kupić 3 szt E18). Do momentu, kiedy nie zapragniemy podłączać jakichś wrednych potworów FIIO wystarczy, w zupełności. W przypadku, kiedy planujemy jednak podłączanie słuchawek planarnych (chociaż do planarów HiFiMana nie polecam żadnego z tych wzmacniaczy), warto jest rozważyć zakup Sony. Sony jest lepsze jeszcze w jednym aspekcie - bezproblemowo w trybie DAC obsługuje gęste pliki 24/192. Jeśli komuś na tym zależy, to wybór ma niestety ograniczony. Za to FIIO spokojnie może pracować z telefonami innymi niż iPhone. Znaczy z iPhone, podłączony właściwym kabelkiem, również działa.



Sprzęt dzięki uprzejmości mp3store.pl i kol. Selphy

wtorek, 24 czerwca 2014

KEF M500 - małe portable, mały tekst



KEF, kolejna firma o nieszczęśliwej nazwie. Marka Osram czy czeski Elektroodbyt trochę spowszedniały, ale Kef'a w Polsce większość niebranżowych ludzi nie zna. Dla niewtajemniczonych kefa to niewyobrażalny smród. Na szczęście wśród dźwiękolubnej braci KEF kojarzy się z brytyjską jakością. Bo KEF to firma brytyjska, pracująca na swoją markę już ponad 50 lat, znana z produkcji świetnych systemów głośnikowych. Słuchawki od KEF to nie tylko nowość, ale i wielkie zaskoczenie. W zeszłym roku pojawiły się od razu 2 modele - dokanałowe M200 i nauszne M500. I te drugie mam właśnie na uszętach, dzięki uprzejmości kol. Rymcymcyma (pozdrawiam).

KEF M500 to małe słuchawki portable klasy premium, niezwykle skuteczne, niespecjalnie wymagające, i obłędnie wyglądające. M500'tki to najstersztyk. Jakość i materiały powalają. Nie wiem czy materiał na padach to prawdziwa skóra czy nie, jednak jakościowo nie mam zastrzeżeń. Pady są miękkie i super wygodne, zapewniają świetną izolację zarówno z zewnątrz jak i na zewnątrz. Pałąk zrobiony jest z aluminium, a obciągnięty jest tym samym materiałem co pady. Bardzo ciekawie rozwiązane są zawiasy do słuchawek. Pozwalają na ustawienie muszli prostopadle tak, że słuchawki robią się prawie całkiem płaskie, ale pozwalają też na złożenie muszli do środka, i spakowanie słuchawek do futerału. Jeśli chodzi o jakość wykonania i materiały to najbliżej do M500 mają Phiatony MS500, jednak KEFy są zdecydowanie wygodniejsze. Sennheiser momentum były dla mnie zbyt niewygodne, AKG K545 trochę tandetne w wykonaniu a PSB M4U1 zbyt pancerne. KEF są solidne (to czuć), a przy tym sprawiają wrażenie niesamowicie delikatnych słuchawek. I tak właśnie powinna wyglądać klasa premium.

KEF M500 to pierwsze portable jakie podpiąłem do Sony NWZ-ZX1, które zagrały dokładnie tak jak się spodziewałem. Do tej pory Sony, mający spore braki w zakresie mocy (ehhh ta kochana EU i jej opiekuńcza postawa), nie dał sobie rady z żadnymi słuchawkami poza LE3SW, Tascam TH02 i Audeze LCD3 (co muszę przyznać ze sporym zdziwieniem). Cała rzesza słuchawek portable po prostu nie potrafiła się przy ZX1 przedrzeć przez zgiełk uliczny. I tutaj zaczyna się przygoda z M500. Słuchawki mają 2 cechy które spowodowały, że ZX1 "wyszedł" z domu. Po pierwsze izolacja, jak na słuchawki nauszne jest świetnie, niewiele ustępuje słuchawkom dokanałowym. Po drugie skuteczność, która wg tabelki wynosi 103dB/1mW, jest naprawdę wysoka. Coś mi się ta tabelka nie zgadza. Z Sonego KEFy są bardzo głośne. Nie dojeżdżam do końca skali, a w większości innych słuchawek nie mam z tym problemu...




Brzmieniowo M500 to ekstraklasa. I to nie tylko ekstraklasa portable, tylko ekstraklasa w ogóle. Oczywiście jest to zaskakujące, jak popatrzymy na wielkość tych słuchaweczek (tak, zdjęcia nie oddają tego, jak one są małe). Założenie ich na głowę zaskoczenie jeszcze spotęguje. Bo spodziewamy się, że słuchawki będą uwierały, uciskały albo coś w tym stylu. A tu nic takiego nie ma miejsca. Clamping force jest idealnie dobrany, twardość padów również. No i to brzmienie...Lekko ocieplone, bardzo podobne do K545, tyle że  sporo równiejsze. Nie ma podbicia midbasów, ale została energia i dynamika przekazu. Sam bas jest zaskakujący. Jest zwarty, mocny i punktowy. Czuć siłę płynącą z nagrań. Uderzenia w kocioł czy basowe tomy czuć na skórze. Nie wylewa się na inne pasma, nie zasłania informacji. Średnie tony to wokale. Tak, oczywiście średnica to również kupa innych informacji, jednak wokale to jest to czego chce się słuchać. Cała reszta świetnie towarzyszy i uzupełnia całość, gitary wybrzmiewają świetnie, sitara zagrała jak marzenie, ale jak Loreena McKennitt zaczeła śpiewać to ciarki po plecach przeleciały. I to wszystko za sprawą sprzętu portable, w czasie spaceru po parku. Aż musiałem sobie zasiąść na ławeczce, żeby czerpać te przyjemności bez przeszkód. Wrażenia niesamowite. Letni dzień, słońce, cień drzew, śpiew ptaków, lekki wiaterek i muzyka, prosto do moich uszu, bez żadnych przeszkód. Piękne jest życie na urlopie...Góra jest delikatnie wycofana, jednak bardzo szczegółowa. Separacja, czarne tło czy holografia, to nie są tylko puste slogany. Oj chciało by się, żeby LCD3 potrafiły tak kształtować przestrzeń. Centrum wydarzeń jest delikatnie od słuchacza odsunięte. Dzięki temu mamy wrażenie obserwowania (słuchania) opowieści troszkę z boku. Dźwięk nie sączy się prosto do mózgu, ale jest przez nas wychwytywany jakby mimochodem. Dopiero jak pojawi się wokal nie mamy wątpliwości, że to wszystko co się dzieje, dzieje się dla nas. 




KEF dają bardzo muzykalny i przyjemny w odbiorze dźwięk. Kompletnie nie męczą, można ich słuchać godzinami. Scena generowana jest raczej przed słuchaczem i dopiero wokale dają poczucie intymności odsłuchów. Do tego łatwość w wysterowaniu. Nic, po prostu czysta, niczym nie zmącona przyjemność słuchania. Zdecydowanie polecam, dla mnie numer 1 w słuchawkach portable!