Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Etymotic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Etymotic. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 listopada 2016

Nowa odsłona Etymotic ER4-SR i XR

Uwaga ogłoszenie, piekło zamarza, Metallica odkryła internet, a ja odkrywam no Etymotici. Taa, wiem, że chronologicznie to nie do końca ta kolejność wydarzeń, ale ciężar gatunkowy podobny. Przyznam, że od pewnego czasu nie wierzyłem, że powstaną kiedykolwiek nowe Ety. Sam mam od kilku lat ER4S, zwane aktualnie MicroPro i uważam je za najlepsze jednoprzetwornikowe słuchawki świata. Co tam, uważam, że to w ogóle jedne z najlepszych słuchawek w ogóle. Przez całe to testowanie i przyglądanie się różnym produktom straciłem już wiarę w istnienie czegokolwiek co dorównuje ER4. To słuchawki, które są bezwzględne, zarówno dla nagrań jak i dla sprzętu towarzyszącego. Przez niektórych określane jako "basowo-oszczędne", przez innych jazgotliwe, a jeszcze przez innych jako płasko grające. A tu w kooperacja z zawodowymi muzykami, Etymotic wypuszcza na rynek słuchawki, które są pod każdym względem jeszcze bardziej. 

sobota, 12 grudnia 2015

Questyle QP1R - Stylowa wyprawa po DAP

Czas jakiś temu przeczytałem, że HiFiMAN to firma amerykańska. Pomyślałem sobie wtedy, że właśnie mamy początek wysypu "farbowanych lisów". Teraz firmy z całego świata zakładają sobie biura lub magazyny w krajach słynących z jakiegoś wyrobu, lub po prostu z jakości wyrobów i od razu mają lepsze wejście na rynek. No bo przecież Fang Bian to rdzenny Amerykanin, zapewne z plemienia Komanczów. I nawet trąbienie o tym, jak bardzo amerykańskie produkty się robi nie pomogło HiFiMAN'owi. Jakość ich produktów nadal pozostaje typowo chińska. Ale na rynku od pewnego czasu działa inna firma, której korzenie głęboko są ulokowane w kraju środka, a mimo to kojarzy się ludziom głównie z produktami amerykańskimi. I tą firmą jest właśnie Questyle, którego pierwszy DAP wszedł niedawno na rynek. Model QP1R został przez wielu od razu ogłoszony rewelacją i "flagship killerem" kategorii DAPów. Mnie, choć na tą informację zaczęła doskwierać czkawka, mocno zainteresował kolejny gracz, w światku w którym zaczyna się robić ciasno.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

FIIO X5 - Flagowiec w rozsądnej cenie



No i jest, trafił wreszcie w moje łapki. Kolejny gorący towar, tym razem od FIIO. Wszyscy pewnie pominą akapity związane z obsługą, historią firmy i polecą na złamanie karku do opisu dźwięku. Chciałbym w związku z tym ogłosić, jako, że ze mnie złośliwa bestia, że go nie będzie. O, tak będzie dużo opisów, elipsy i porównania, ale o dźwięku nic nie napiszę. Za to naślę na Was...Aaa nie, stop, to nie ta bajka. Dobra, więc opis dźwięku tam gdzie zwykle.

FIIO sukcesywnie przebija się do czołówki liczących się w mobilnym audiofiliźmie producentów. Najpierw bardzo udany model X3, teraz jeszcze bardziej udany model X5. Widać, że ktoś kto nad nim pracował słuchał klientów. Ale po kolei.




Urządzenie przychodzi do nas w czarno-czerwonym opakowaniu. W środku znajdziemy niezbędne akcesoria, silikonowy, dopasowany futerał no i samo urządzenie. Boshh ależ on wielki. I jaki ciężki. Ale od razu widać, że nie ma tutaj miejsca na przypadki. Wszytko jest idealnie zaplanowane i rozplanowane. Silikon ma nawet zatyczki na nieużywane porty! Przyciski pracują z delikatnie wyczuwalnym oporem, kółko nawigacyjne jest znanym z iPoda rozwiązaniem. I tutaj, w przeciwieństwie do HM-901 pracuje dokładnie tak jak powinno. Da się? Oczywiście, że się da. X5 od pierwszego kontaktu zachowuje się jak urządzenie do sprawiania przyjemności, a nie jak mnisie sandały ascety audiofila. Wszystko działa jak działać powinno, z niczym nie problemów, menu jest genialnie płynne, intuicyjne i funkcjonalne. Przejście z HM-901 do X5 jest jak złapanie świeżego oddechu po wyjeździe z Górnego..znaczy z obszarów przemysłowo-kopalnianych. 



Urządzenie poza odtwarzaniem muzyki, może też działać w trybie usb DAC, służyć za transport SPDIF (COAXIAL), jako źródło (Line OUT), lub po prostu bank kart. Samo X5 wprawdzie nie ma wbudowanej karty pamięci, ale ma aż 2 banki (zupełnie jak AK120) kart microSD, i działa z kartami dowolnej wielkości. Dzięki dwóm procesorom, nie ma sytuacji w której by się X5 mógł zaciąć, czy choćby zwolnić. Znowu jak powiewe świeżej bryzy przy HM-901, który jest w tej materii żywym dowodem na poparcie teorii zombie. Ba, X5 jest sporo szybszy nawet od AK120. Poruszanie się po menu było, jak już wspomniałem wcześniej, czystą przyjemnością. GENIALNE !!! 



No dobra, posłuchajmy go. W odsłuchach brały udział:
Lime Ears LE3SW, Bayerdynamic T70, Sennheiser HD565 Ovation, Etymotic ER4S, HiFiMAN  HE-5LE
HiFiMAN HM-901

X5 + Lime Ears
Pierwsze co się rzuca w uszy to ilość basu. Kickbasu. Jest go na tyle dużo, że uruchamianie przełącznika w LE3SW nie jest koniecznie. Ba, nie jest wskazane nawet. Kolejna rzecz to rozdzielczość. Jest jasno i rozdzielczo. Zestaw gra dosyć bezpośrednio, wypychając średnicę i midbasy w kierunku słuchacza. W porównaniu do HM-901 zdecydowanie czytelniejsze są wysokie tony. Jakby w HM-901 były cofnięte. Za to scena w HM-901 jest generowana zdecydowanie lepiej. W X5 wszystko stoi w jednej płaszczyźnie, podczas gdy HM-901 delikatnie ją zakrzywia, stawiając przy słuchaczu wokalistę/tkę a instrumentarium rozstawiając w lekkiej odległości. X5 robi to bardziej bezpośrednio. X5 daje wrażenie bardzie mocarnego i nasyconego brzmienia. HM-901 jest bardziej stonowany i dojrzały, mniej krzykliwy. Wydaje się jakby X5 miał bardziej naturalną barwę. Bardziej w kierunku AK.




X5 + Beyerdynamic T70
FIIO nie miało najmniejszych problemów z opanowaniem tych, przecież 250Ohmowych słuchawek. T70 pokazały swój charakter już od pierwszych dźwięków, podając bardzo szczegółową górę i miekki, ale szybki jak błyskawica bas. Wokale delikatnie cofnięte względem linii pozostałych instrumentów. HM-901 okazał się w tym połączeniu jednak profesorem. Góra idealnie rozdzielcza, bas poza miękkością dostał jeszcze uderzenie. Wokale znowu są na pierwszej linii otoczone towarzyszeniem pozostałych instrumentów. Daje się również odczuć zdecydowanie więcej powietrza i przestrzeni w nagraniach na HM-901. X5 momentami tracił kontrolę nad basem, ale to tylko w sytuacjach esktremalnych.



X5 + HD565 Ovation
Dziadki z Sennheisera okazały się być idealnym wręcz kompanem dla X5. Połączenie w którym X5 nie ma problemów z niczym. Góra jest precyzyjna i szczegółowa, bas delikatnie cofnięty (w HM-901 pojawia się momentami dudnienie), scena szeroka i dobrze napowietrzona, a w HM-901 przekaz bezpośredni i zagęszczony. Dobre rozłożenie dźwięków na boki. przekaz praktycznie płaski, bez narzutów. Świetny.

X5 + Etymotic ER4S
Kolejne świetne połączenie. Szeroko. Bas z niesamowitą wręcz jak na te słuchawki energią. Holografia jak to w Etach, świetna, to samo wokale. Delikatna sybilizacja. W HM-901 jako dodatek pojawia się jeszcze głębia scena i efekty 3D w postaci niesłyszalnych wcześniej dźwięków nad słuchaczem lub za nim. Bas zszedł niżej i stracił trochę na energii. 



X5 + HE-5LE
O ile z HM-901 jest prawie wzorowo (mówimy o wersji niezbalansowanej), o tyle w X5 w sytuacji nagromadzenia informacji pojawia się chaos. Ale, zaskakujące jest to, że jest bas, jest zejście. Są szpileczki na górze. Na pewno nie da się powiedzieć, że to połączenie nie gra. Bo gra i to naprawdę nieźle. A jeśli tak małe urządzenie próbuje sobie radzić z takimi słuchawkami jak HE-5LE, to czapki z głów. Tak, tak wiem, HM-901 robi to dużo lepiej. Ale (i tu wpiszcie dowolny powód).

Podsumowanie
Krótkie. Ci którzy kupili to urządzenie w preorderze, zrobili interes życia. FIIO X5 jest świetne. Podoba mi się niezmiernie. Cenowo jest to deal życia. No i nie grzeje się nawet w połowie tak jak HM-901. 


Sprzęt, dzięki uprzejmości 

czwartek, 16 stycznia 2014

R-Ewolucja czyli Philips L2



Witam!
Wiem, że stary rok zakończyłem pisząc prawie codziennie, a w tym roku to dopiero drugi post. A do tego pierwsza recenzja. Chciałem jednak, żeby było to coś wyjątkowego. A jako, że nie jestem testerem zależnym i nie mam "menago", zdobywanie sprzętu do recenzji jest czasami bardzo trudne (ciężko mi się zgodzić na recenzje autoryzowane przez dostawcę sprzętu). Na szczęście są też ludzie, którzy potrafią wypożyczyć swój własny sprzęt, choćby po to, żeby przybliżyć go szerszemu gronu odbiorców. I tak się właśnie wydarzyło. Po serii testów "sponsorowanych" przez all999 (pozdrawiam), mamy kolejny, tym razem dzięki uprzejmości Karmazynowego, który również użyczył zdjęć (pozdrawiam). Dzięki niemu mamy na tapecie 734 cud świata, licząc razem z naszym kochanym rządem i sejmem. W światku audio jest to cud chyba jednak sporo ważniejszy, niż nawet cud narodzin dowolnego z (p)osłów z Wiejskiej...

Ale zanim zacznę marudzić o słuchawkach, chciałem przedstawić nowy, lepszy i bardzie wyrazisty system ocen dźwięku (łaaaał - na to czekaliśmy - owacje !!!). Doszedłem do wniosku, że w sumie, ostatnio wszędzie piszę to samo, nie mając jasnego punktu odniesienia. Powoduje to ciekawe sytuacje, w których słuchawki dokanałowe grają tak samo jak nauszne Ortodynamiki :) Dzięki tym kilku paradoksom, wymyśliłem (łaaaał - znowu owacje !!!), że zrobię tzw. 0-wy system, do którego wszystko będę porównywał. Dzięki pomiarom, których w pocie czoła dokonałem, w poprzedni poście zamieszczając wyniki, wiem, że DAC który zbudowałem spięty z FCL, to połączenie dosyć neutralne przy tym wystarczająco mocne dla większości słuchawek. Słuchawki które wybrałem to HiFiman HE-5LE, Chyba najrówniejsze słuchawki w mojej kolekcji. A nawet jeśli nie, to przynajmniej będzie Wam dane mieć punkt odniesienia. Dla słuchawek zasilanych ze źródeł przenośnych moim punktem odniesienia będzie AK120 i podpięte do niego słuchawki Etymotic ER4S.

Podzieliłem sobie pasmo na 5 składowych: Bas (do 120Hz), Mid Bas(do 300Hz) , Średnie (do 3kHz), Wyższe Średnie(do 7kHz), Wysokie (do 16kHz). Każdą z tych składowych będę oceniał w skali od -5 do +5 (zupełnie tak jak w niektórych EQ). I tak Zestaw referencyjny stacjonarny miał by oceny 
B:   -1 
MB:  0
S:    1
WS: 1
W:   0

A Zestaw referencyjny przenośny:
B:    -2
MB: -1
S:     0
WS:  1
W:    0

Dzięki temu będzie szansa, że słuchawki zaczną się od siebie różnić. Jako kolejne 2 składowe opisu i oceny będą izolacja i scena. Izolacja od 0 do 10 (gdzie 0 brak, a 10 totalna cisza). Scena również od 0 (punktowa i skondensowana (np. a-Jays Two) do 10 (szeroko i wielowymiarowo np. AKG Q701).

Po tym nudnawym wstępie, wróćmy do clue, czyli Fidelio. Jakoś tak rok z okładem temu, świat obiegła wieść, że Philips wchodzi na rynek konsumenckiego Hajendu ze słuchawkami Fidelio - najpierw był model L1, później X1, na koniec M1. Poruszenie było spore, oczekiwania również. Sam byłem czas jakiś posiadaczem modelu L1, które niestety nie do końca spełniły moje oczekiwania. Dlatego pojawienie się plotki o następcy, czyli o modelu L2, przyjąłem raczej spokojnie. Ale już szansy, że pierwszy je opiszę w naszym internecie, odpuścić nie mogłem.



Jakość i Komfort
Jakość produktu Philipsa jest powalająca. Tak się składa, że równocześnie testuję produkty firmy Monster. Dość powiedzieć, że Philips zostawia Monstery daleko w tyle. Skóra, aluminium i ogólny brak plastiku, do tego wymienne kable bez wygłupów(tzn. specjalnych wtyczek, żeby człowiek sam sobie dorobić nie mógł), rewelacyjny system dostosowywania do rozmiaru baniaka, zwanego potocznie głową. Normalnie zachwyt i ekstaza. Jakość materiałów i sposób obróbki bardzo przypomina mi Phiaton MS500. Ale Filipy to Filipy. Wprawdzie Made in Czajna, ale gdybym tego nie przeczytał, to bym na to nie wpadł. Jakość 100%. Tutaj w porównaniu do modelu L1 zmieniły się tylko kolory nici i elementów mocujących muszlę do pałąka. Jedyna rzecz która mnie tak naprawdę zastanawia, to wielkość muszli. Są dokładnie tyle większe od Momentum, żeby pomieścić komfortowo moje uszy. Ale nie na tyle duże, żeby mogły uchodzić za słuchawki domowe. No i są to słuchawki półotwarte, co wg. wielu dyskwalifikuje je od użytkowania poza domem. Przyznam szczerze, że L1 strasznie mnie w tej materii denerwowały. Bo niby półotwarte, ale tłumienie na poziomie słuchawek zamkniętych, do tego potwornie denerwujący mnie efekt kroków pod czaszką. Nie, L1 to nie było to. W L2 półotwartość jest już wyraźnie odczuwalna, nie ma problemu z efektami niepożądanymi podczas przemieszczania. Rzekłbym, że są to dla mnie idealne słuchawki portable - nie wymagają ode mnie ciągłego rozglądania się czy ktoś mnie nie chce zaciukać nożem, nie powodują niechcianych efektów podczas chodzenia, napędzają się z AK120. Nie wiem czy ktokolwiek poza mną odczyta to za zaletę, dla mnie jednak póki co, to słuchawki, których bardzo brakowało na rynku (do tej pory z musu wykorzystywałem w tym charakterze AKG K514 MK2). Warto też dodać, że pady są idealnej twardości, nie powodują problemów ani na głowie, ani z dociskiem uszu. Siła docisku dobrana jak pod moją głowę.



Brzmienie
Do testów brzmienia wykorzystałem FCL + SabreDAC, AK120, SGS4, iPhone4S, pliki FLAC, prąd z gniazdka (nieaudiofilski).

Bas: 2(FCL), 1(AK120)
L2 Basu maja sporo, W połączeniu z FCL aż za dużo momentami, z AK120 jest go zdecydowanie mniej i jest lepiej kontrolowany. Jakościowo bardzo dobry, sprężysty, precyzyjny. Nie ma nic z gumowatości L1nek.

MidBas: 3(FCL), 1(AK120)
W tym przedziale rysuje się przewaga AK120 jako źródła dla L2. Na FCL midbasy zaczynają trochę szaleć. Nie ma jeszcze tragedii ale jest już do niej niebezpiecznie blisko. AK120 jednak wszystko trzyma w kupie z klasą i powściągliwością. Uderzenia i szybkie dźwięki są przekazywane szybko i bez niepotrzebnych sensacji. Podbicie na FCL może się spodobać basolubom.

Średnie: -1
Tutaj już nie było różnic pomiędzy torami. W obydwu przypadkach wokale wykazywały się lekkim wycofaniem. To sam zresztą dotyczy całego pasma tonów średnich. Lekkie cofnięcie, ale jeszcze nie za mgłą. Mimo to wyraźna wielowymiarowość i jakość tonów średnich. W L1 były trochę na jedno kopyto. Tutaj wyraźnie oddane barwy wokalistów, włącznie ze wszystkimi niuansami barwy. 




Wyższe Średnie: 0
To chyba w tym zakresie zaszły największe zmiany w stosunku do L1. Nie ma mowy o zaciemnieniu przekazu. Wszystko jest wyraźnie widoczne, pięknie podane. Żadnych tendencji do sybilacji, żadnych kluch czy zlepków. Wszystko jest dokładnie tak jak być powinno. 



Wysokie: 0 
Kolejna olbrzymia różnica wobec poprzedników. Rozdzielczość tych słuchawek zaskakuje, słychać wyraźnie szczegóły towarzyszące muzyce. Separacja dźwięków to kolejna poprawiona względem protoplastów cecha. Tutaj nie ma już mowy o jakimkolwiek zlepianiu czy niewyraźnym przekazie. Znikło przydymienie, nie ma kocyka. Świetna robota.



Izolacja: 5
Jak na słuchawki półotwarte przystało. Niby coś tłumią, ale nie na tyle, żeby odciąć nas od świata. Za to wyciekanie dźwięku na zewnątrz jest na rozsądnym poziomie. Nawet przy sporych poziomach głośności nie będziemy się bardzo narzucać kolegom w biurze.



Scena: 6
Kolejna już zmiana w brzmieniu w stosunku do L1. Zamiast klaustrofobii dobra przestrzeń i napowietrzenie dźwięku. Nie jest to scena referencyjna, ale źródła pozorne świetnie wyczuwalne, szerokość niezła, trochę kuleje głębokość. Poza tym wszystko w najlepszym porządku. Plany budowane poprawnie, nie ma żadnych nietypowych zachowań. Nic nie ucieka nagle za plecy czy nad głowę. 



Podsumowując, lekko V-kowe brzmienie, z dobrą sceną i świetną separacją. Do napędzania L2jek wybrałbym raczej niskoimpedancyjne wzmacniacze. Miałem wrażenie, że FCL właśnie przez impedancję (10Ohm) nie do końca właściwie wysterował te słuchawki. Ważne jest też żeby wzmacniacz miał trochę mocy. Na telefonach było za słabo i za cicho. Chociaż ani 16Ohm ani 105dB na to nie wskazywały. Słuchawki lubią wyższe poziomy głośności. Przyznam szczerze, że nowy produkt Philipsa przypadł mi bardzo do gustu. Pierwsze półotwarte słuchawki, które spokojnie mogę wziąć ze sobą na miasto czy po prostu na spacer.