Od kiedy w zeszłym roku popełniłem okrutny błąd i kupiłem pierwsze słuchawki STAX, świat pogoni za wszelkiej maści zwierzątkami futerkowymi zaczął dla mnie tracić sens. Najpierw Lambdy Pro, później SR-007, na koniec SR-009. Skompletowałem do tego właściwy tor i kiedy w czerwcu zorientowałem się, że nawet grając w Wiedźmina 3 używam SR-009, postanowiłem sprzedać całą bogatą kolekcję zabawek związanych z tradycyjnymi słuchawkami. A w decyzji pomógł mi nasz kochany NFZ wyznaczając mi operację(a raczej rzeźnicki zabieg unieruchamiający) na koniec 2016r. I kiedy będąc już po wszystkim (i po wyprzedaży i po operacji) jarnąłem się, że łażąc po internecie bez celu, tak naprawdę szukam czegoś do kupienia, postanowiłem schować SR-009 do pudełka, a dla siebie kupić coś czego zawsze chciałem a czego nigdy na własność nie miałem (2 miesiące wypożyczenia się nie liczą). Zbieg okoliczności w postaci promocji na nowy model w mp3store.pl tylko przyspieszył decyzję. Stałem się więc (chyba) pierwszym posiadaczem Beyerdynamic T1 Gen.2 na Wisłą (w moim przypadku nad Odrą). A skoro się nim stałem, to zostałem poproszony (taa jasne...), o recenzję tych słuchawek. Oto i ona.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FCL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FCL. Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 października 2015
poniedziałek, 25 maja 2015
Audeze EL8
W dniu, w którym po raz pierwszy przeczytałem o EL-8 poczułem się jak Wyborca Bula, kiedy dowiedział się, że jego kandydat wyszedł z mody. Jak to, LCD3, królewski model ze stajni Audeze, będzie miał teraz upośledzonego brata, wyposażonego w driver z jednym statorem, który na zdjęciach wygląda jak chiński żart-rozprawka n/t "Plastikowe słuchawki - 1000 sposobów na maskowanie okleiną drewnopodobną". Do tego jeszcze nowe wtyczki, by żyło się lepiej i dedykowany kabelek do iPhone. Tego było na mnie zbyt wiele, i straciłem zainteresowanie tym modelem. Znaczy chciałem popełnić recenzję, ale bankowo nie byłem do nich pozytywnie nastawiony.
czwartek, 31 lipca 2014
Czapki z głów - Citrone TubeDAC
środa, 18 czerwca 2014
Sposób na rybę - Violectric HPA V181 by Lake People
Kiedyś, będąc szczylem, znaczy małym dziecięciem, tatko mój, wojak (prawie) Szwejk, zabrał mnie był na połów groźnych rzecznych potworów, okoniami zwanymi. W trakcie moczenia kija z łodzi, opowiedział mi historię, jak to w czasie czynnej służby wojskowej, będąc w Czechosłowacji z braterską pomocą, trafili (znaczy jego dowieźli, bo on podobno nigdzie by wtedy nie trafił), nad jezioro, w lesie. Jako dowódca, został tatko postawiony przed problemem braku dostępu do kuchni polowej, która to z niewiadomych przyczyn, trafiła dokładnie na drugą stronę tegoż jeziora, które wprawdzie jeszcze wczoraj przeprawę miało, ale dzisiaj już niekoniecznie, ponieważ partyzantom nie należy ulegać. Skoro byli nad jeziorem, rodzony mój ojciec, uznał, że warto wykorzystać jego zawartość i polecił nałowić tego, co w nim pływało na kolację. Oczywiście, nie wyraził się tak kwieciście, ani tak elokwentnie, za to w sposób mocno żołnierzy energetyzujący. I Ci, naładowani tą energią, odpalili agregaty i przyłożyli napięcie, wraz z towarzyszącym mu natężeniem, prosto do tafli jeziora. Po tej akcji, ryby były już tak miłe, że same się pojawiły na tafli, a kompania, czy tam batalion (nie wiem, nie znam się), zajęła się zbieractwem. No dobra, ale czemu o tym wspominam? Ano jakoś tak, skojarzyła mi się nazwa firmy, z urządzeniem, i miną jaką zrobiłem po pierwszej aplikacji dźwięku, z tego zestawu. Firma mianowicie, to Lake People, sprzęt to Violectric HPA V181, a mina to tzw. Karpik. Po kolei więc co, skąd i dlaczego.
Lake People, to niemiecka firma, produkująca sprzęt audio. Swojego rodzaju legendarna, ponieważ nie oddała produkcji do państwa środka, zwanego w skrócie CHRL, a mimo to utrzymująca ceny swoich produktów na bardzo rozsądnym poziomie. HPA V181, to w pełni zbalansowany wzmacniacz słuchawkowy, kosztujący powalające 769 Euro w sklepie Thomann. Dokładnie tyle samo kosztuje legendarny już Black Cube Linear Lehmanna. Znaczy prawie, bo 739. A skoro mój projekt opiera się o pomysł Lehmanna, i samego BCLa również miałem okazję słuchać, ba, mam go nawet pod ręką, to spokojnie mogę porównać te wzmacniacze.
Na początek więc kilka faktów. Violectic HPA V181 jest piekielnie mocny. I to nie żadna ściema. W trybie niezbalansowanym generuje 2,7W. Dla porównania, FCL 2W, a Cayin HA-1A 2,2W. Elektrownia...I pomimo całej tej piekielnej siły, jest mały (format B5, może minimalnie więcej). Miłośników cyferek i grających wykresów odsyłam na stronę Violectric.de. Tam można doznać opadu szczęki, czytając te cyferki. A miłośników poetyckich opisów brzmienia, poszukiwaczy prawdy objawionej i wielbicieli rankingów, muszę zmartwić. Nie umiem Wam pomóc. Nie będzie ani poezji, ani rankingów. Nie dowiecie się też w którym odcinku Dynastii Blake prześpi się z Alexis. Postaram się za to uzasadnić, lub ewentualnie pomóc znaleźć uzasadnienie zakupu tego cacka. No dobra, ważne żeby Was żona po zakupie z domu nie wywaliła.
Mamy mały wzmacniacz, za sumkę potrzebną do zakupu kilku par butów i jednej torebki, więc nie jest źle. Co więcej, wzmacniacz jest zbalansowany, więc jakbyśmy mieli 2 wzmacniacze..A że każdy wzmacniacz ma przynajmniej 2 kanały, to już jakby były 4ry monobloki. A to powoduje, że cena robi się znośna. Skoro więc mamy już upragnione uzasadnienie (bo ona kupiła właśnie 2 kiecki, parę butów i była u kosmetyczki), siadamy do oglądania zakupu. Wzmacniacz od frontu wyposażony jest w 2 gniazda 6,3mm, jedno gniazdo XLR do podłączania słuchawek zbalansowanych, włącznik z niebieską diodą sygnalizacyjną, oraz pokrętło głośności. Samo pokrętło jest dosyć ciekawe, ponieważ ma wyczuwalne skoki podobne do tych w drabinkach rezystorowych, a ze specyfikacji wiadomo, że wewnątrz siedzi Alps RK27, który na pewno porusza się płynnie. Z tyłu mamy gniazdo zasilania, wejścia XLR, wejścia RCA i przełączniki gain, znane choćby z BCL. O ile w BCL mamy 4 tryby pracy (0, +6dB, +16dB, +20dB), to w V181 trybów jest już 5 (-4dB, +2dB, +8dB, +14dB, +20dB). Ja do podłączenia urządzenia wybrałem opcję XLR.
W trakcie odsłuchów wykorzystałem:
- DAC zbudowany na ES9018, 6xOPA111AM, Xmos
- DAC zbudowany na PCM5102, Xmos
- HiFiMAN HM-802
- Audeze LCD3, Shure SRH 1540, Sennheiser HD565 Ovation
Jako punkt odniesienia FCL (wzmacniacz oparty o projekt BCL Lehmann) w wersji zbalansowanej.
No i co by tu o brzmieniu napisać...Jak już wspomniałem, po lekturze kilku recenzji jakie miałem okazję czytać ostatnio, nie czuje się na siłach opisywać w tak rozbudowany sposób to co słyszę. Ba nie mam, na bazie tychże recenzji, już kompletnie pojęcia, jak mam opisać rzeczy których nie słyszę! Nie ma słuchu nietoperze, nie potrafię wyłapać wszystkich szczegółów jakie zapewne serwuje mi ten wzmacniacz. Ale to co słyszę pozwala mi powiedzieć, że jest to produkt z najwyższej półki. Swojego FCL'a buduję od roku z okładem. Porównywałem go z wieloma urządzeniami, i każdy z porównywanych wzmacniaczy był w moim odczuciu gorszy. Czasami nie była to różnica dźwiękowa, a po prostu różnica cenowa. Taki Burson Soloist grał praktycznie identycznie jak FCL w wersji niezbalansowanej. Ale cena spowodowała, że nie przypadł mi do gustu. Z kolei Black Pearl, czy Sonic Pearl miały w moim odczuciu za mało mocy, do zabawy choćby słuchawkami planarnymi. Więc FCL był wzmacniaczem dla mnie idealny. Był i nadal jest, bo choć Violectric V181, jest wyceniony bardzo rozsądnie, ma mocy nawet więcej od FCL'a, no i jest od niego mniejszy, to ma jedną cechę, która troszkę mi się nie podoba. Mianowicie sztucznie podbija dynamikę. Nie tą prawdziwą (odległość sygnału od szumu), tylko to wrażenie dynamiki utworu. Dokładnie tą samą manierą grają HM-901 i AK240. Jest z jednej strony fajna, bardzo poprawiające atrakcyjność przekazu cecha, z drugiej, zmieniająca cechy nagrania. Takie podbicie dynamiki występuje ostatnio coraz częściej i mam wrażenie, jest cechą pożądaną przez konsumentów. Zbliża to brzmienie wzmacniacza tranzystorowego do charakteru lampowców. Jednak nie za to ludzie "kochają" tranzystory. Wzmacniacze lampowe to wzmacniacze lampowe, nie ma sensu ich na siłę udawać, zbliżać się z brzmieniem w ich stronę. Tranzystory uwielbiam wręcz za ich sterylność i czystość przekazu. Oczywiście są tranzystory muzykalne i analityczne, są ciepłe i zimne. Ale nie tracą tego tranzystorowego charakteru. Violectric też na szczęście go nie utracił. Jest szybki, genialnie kontroluje słuchawki, nie powoduje nadmiernego zagęszczenia przekazu. Zagęszcza go jednak bardziej niż FCL. Ale nie tak jak lampowce. Dlatego też mam w swoim posiadaniu Cayina - jest to lampa pełną gębą, nie udająca nic innego. Wzmacniacz do "po prostu słuchania". Violectric jest dla mnie takim kompromisem pomiędzy FCL a Cayinem.
Pozostałe cechy HPA V181 są jednak na bardzo wysokim poziomie. Wzmacniacz nie szumi i jeśli użyjemy słuchawek zamkniętych, dostaniemy idealną ciszę. Scenicznie niemiecki wyrób to ekstraliga. Szerokość i głębokość sceny powala. Wzmacniacz idealnie różnicuje źródła, oddając lekkie ciepełko HM802, czy sterylną czystość Sabre. Co więcej, mam wrażenie, że potęgował on te różnice, pozwalając wychwytywać różne podejście do prezentacji utworu. Kolejną cechą Violectrica jest jego fenomenalna rozdzielczość. Nic nie umyka słuchaczowi, nic nie ginie, nie klei się. Separacja jest wzorowa, holografia również. Należy jednak pamiętać, że wszystkie te cechy zależą w głównej mierze od źródła. Jeśli podepniemy "kupoDAC" nie spodziewajmy się cudów, bo ich nie będzie. Za to podpięcie źródła klasowego spowoduje u nas przysłowiowy opad szczeny. Otwartość i rozmach przekazu jest naprawdę fenomenalny. Mam wrażenie, że w tej klasie cenowej wręcz niespotykany (nie dotyczy to urządzeń DIY). Nie jestem w stanie pisać o poszczególnych pasmach, ponieważ poza delikatnym ociepleniem przekazu i podbiciem dynamizmu, opisał bym dźwięk jako wzorcowy. Oryginalny Lehmann nie zrobił na mnie takiego wrażenia.
Lake People, to niemiecka firma, produkująca sprzęt audio. Swojego rodzaju legendarna, ponieważ nie oddała produkcji do państwa środka, zwanego w skrócie CHRL, a mimo to utrzymująca ceny swoich produktów na bardzo rozsądnym poziomie. HPA V181, to w pełni zbalansowany wzmacniacz słuchawkowy, kosztujący powalające 769 Euro w sklepie Thomann. Dokładnie tyle samo kosztuje legendarny już Black Cube Linear Lehmanna. Znaczy prawie, bo 739. A skoro mój projekt opiera się o pomysł Lehmanna, i samego BCLa również miałem okazję słuchać, ba, mam go nawet pod ręką, to spokojnie mogę porównać te wzmacniacze.
Na początek więc kilka faktów. Violectic HPA V181 jest piekielnie mocny. I to nie żadna ściema. W trybie niezbalansowanym generuje 2,7W. Dla porównania, FCL 2W, a Cayin HA-1A 2,2W. Elektrownia...I pomimo całej tej piekielnej siły, jest mały (format B5, może minimalnie więcej). Miłośników cyferek i grających wykresów odsyłam na stronę Violectric.de. Tam można doznać opadu szczęki, czytając te cyferki. A miłośników poetyckich opisów brzmienia, poszukiwaczy prawdy objawionej i wielbicieli rankingów, muszę zmartwić. Nie umiem Wam pomóc. Nie będzie ani poezji, ani rankingów. Nie dowiecie się też w którym odcinku Dynastii Blake prześpi się z Alexis. Postaram się za to uzasadnić, lub ewentualnie pomóc znaleźć uzasadnienie zakupu tego cacka. No dobra, ważne żeby Was żona po zakupie z domu nie wywaliła.
Mamy mały wzmacniacz, za sumkę potrzebną do zakupu kilku par butów i jednej torebki, więc nie jest źle. Co więcej, wzmacniacz jest zbalansowany, więc jakbyśmy mieli 2 wzmacniacze..A że każdy wzmacniacz ma przynajmniej 2 kanały, to już jakby były 4ry monobloki. A to powoduje, że cena robi się znośna. Skoro więc mamy już upragnione uzasadnienie (bo ona kupiła właśnie 2 kiecki, parę butów i była u kosmetyczki), siadamy do oglądania zakupu. Wzmacniacz od frontu wyposażony jest w 2 gniazda 6,3mm, jedno gniazdo XLR do podłączania słuchawek zbalansowanych, włącznik z niebieską diodą sygnalizacyjną, oraz pokrętło głośności. Samo pokrętło jest dosyć ciekawe, ponieważ ma wyczuwalne skoki podobne do tych w drabinkach rezystorowych, a ze specyfikacji wiadomo, że wewnątrz siedzi Alps RK27, który na pewno porusza się płynnie. Z tyłu mamy gniazdo zasilania, wejścia XLR, wejścia RCA i przełączniki gain, znane choćby z BCL. O ile w BCL mamy 4 tryby pracy (0, +6dB, +16dB, +20dB), to w V181 trybów jest już 5 (-4dB, +2dB, +8dB, +14dB, +20dB). Ja do podłączenia urządzenia wybrałem opcję XLR.
W trakcie odsłuchów wykorzystałem:
- DAC zbudowany na ES9018, 6xOPA111AM, Xmos
- DAC zbudowany na PCM5102, Xmos
- HiFiMAN HM-802
- Audeze LCD3, Shure SRH 1540, Sennheiser HD565 Ovation
Jako punkt odniesienia FCL (wzmacniacz oparty o projekt BCL Lehmann) w wersji zbalansowanej.
No i co by tu o brzmieniu napisać...Jak już wspomniałem, po lekturze kilku recenzji jakie miałem okazję czytać ostatnio, nie czuje się na siłach opisywać w tak rozbudowany sposób to co słyszę. Ba nie mam, na bazie tychże recenzji, już kompletnie pojęcia, jak mam opisać rzeczy których nie słyszę! Nie ma słuchu nietoperze, nie potrafię wyłapać wszystkich szczegółów jakie zapewne serwuje mi ten wzmacniacz. Ale to co słyszę pozwala mi powiedzieć, że jest to produkt z najwyższej półki. Swojego FCL'a buduję od roku z okładem. Porównywałem go z wieloma urządzeniami, i każdy z porównywanych wzmacniaczy był w moim odczuciu gorszy. Czasami nie była to różnica dźwiękowa, a po prostu różnica cenowa. Taki Burson Soloist grał praktycznie identycznie jak FCL w wersji niezbalansowanej. Ale cena spowodowała, że nie przypadł mi do gustu. Z kolei Black Pearl, czy Sonic Pearl miały w moim odczuciu za mało mocy, do zabawy choćby słuchawkami planarnymi. Więc FCL był wzmacniaczem dla mnie idealny. Był i nadal jest, bo choć Violectric V181, jest wyceniony bardzo rozsądnie, ma mocy nawet więcej od FCL'a, no i jest od niego mniejszy, to ma jedną cechę, która troszkę mi się nie podoba. Mianowicie sztucznie podbija dynamikę. Nie tą prawdziwą (odległość sygnału od szumu), tylko to wrażenie dynamiki utworu. Dokładnie tą samą manierą grają HM-901 i AK240. Jest z jednej strony fajna, bardzo poprawiające atrakcyjność przekazu cecha, z drugiej, zmieniająca cechy nagrania. Takie podbicie dynamiki występuje ostatnio coraz częściej i mam wrażenie, jest cechą pożądaną przez konsumentów. Zbliża to brzmienie wzmacniacza tranzystorowego do charakteru lampowców. Jednak nie za to ludzie "kochają" tranzystory. Wzmacniacze lampowe to wzmacniacze lampowe, nie ma sensu ich na siłę udawać, zbliżać się z brzmieniem w ich stronę. Tranzystory uwielbiam wręcz za ich sterylność i czystość przekazu. Oczywiście są tranzystory muzykalne i analityczne, są ciepłe i zimne. Ale nie tracą tego tranzystorowego charakteru. Violectric też na szczęście go nie utracił. Jest szybki, genialnie kontroluje słuchawki, nie powoduje nadmiernego zagęszczenia przekazu. Zagęszcza go jednak bardziej niż FCL. Ale nie tak jak lampowce. Dlatego też mam w swoim posiadaniu Cayina - jest to lampa pełną gębą, nie udająca nic innego. Wzmacniacz do "po prostu słuchania". Violectric jest dla mnie takim kompromisem pomiędzy FCL a Cayinem.
Pozostałe cechy HPA V181 są jednak na bardzo wysokim poziomie. Wzmacniacz nie szumi i jeśli użyjemy słuchawek zamkniętych, dostaniemy idealną ciszę. Scenicznie niemiecki wyrób to ekstraliga. Szerokość i głębokość sceny powala. Wzmacniacz idealnie różnicuje źródła, oddając lekkie ciepełko HM802, czy sterylną czystość Sabre. Co więcej, mam wrażenie, że potęgował on te różnice, pozwalając wychwytywać różne podejście do prezentacji utworu. Kolejną cechą Violectrica jest jego fenomenalna rozdzielczość. Nic nie umyka słuchaczowi, nic nie ginie, nie klei się. Separacja jest wzorowa, holografia również. Należy jednak pamiętać, że wszystkie te cechy zależą w głównej mierze od źródła. Jeśli podepniemy "kupoDAC" nie spodziewajmy się cudów, bo ich nie będzie. Za to podpięcie źródła klasowego spowoduje u nas przysłowiowy opad szczeny. Otwartość i rozmach przekazu jest naprawdę fenomenalny. Mam wrażenie, że w tej klasie cenowej wręcz niespotykany (nie dotyczy to urządzeń DIY). Nie jestem w stanie pisać o poszczególnych pasmach, ponieważ poza delikatnym ociepleniem przekazu i podbiciem dynamizmu, opisał bym dźwięk jako wzorcowy. Oryginalny Lehmann nie zrobił na mnie takiego wrażenia.
wtorek, 10 czerwca 2014
HiFiMAN HM-802
No i smutny, po takich rozważaniach doszedłem do wniosku, że moje cud-haj-faj graty, to jak rzucanie pereł przed wieprze (zbieżność wag przypadkowa). No i pod naciskiem jednego młodego kolegi (pozdrawiam Michała), postanowiłem zamienić swojego HM-901, na tańszy odpowiednik ze stajni HiFiMAN'a, model HM-802. Skoro nie mam prawa słyszeć genialnej jakości HM-901, i tak naprawdę tylko mi się wydaje, to niechże wydaje mi się za mniejsze pieniądze. Rozsądne podejście jak na idioto-zboczeńca. Zgodziłem się zatem i tak, zostałem właścicielem tytułowego urządzenia.
Normalnie w tym miejscu należało by opisać, w jakim pocie czoła inżynierowie z HiFiMAN pracowali nad stworzeniem godnego następcy HM-801, jak to walczyli z przeciwnościami losu, szukali właściwych materiałów na ośnieżonych szczytach Tybetu. Wszystkie te heroiczne wysiłki, mające na celu stworzenie urządzenia równie dobrego co HM-901, jednak dla kolektywu wiernych fanów z jedną nerką mniej, bez możliwości oddania któregokolwiek z pozostałych im narządów. Nie opiszę tych wysiłków, bo mam wrażenie, że HM-802 powstał jako luka w cenniku, ewentualnie jako próba znalezienia zastosowania dla wiadra części, jakie zostały po testach prototypów HM-901. I jako taki nie powinien się nazywać HM-802 a raczej HM-450,5. No ale nie nazwa jest tutaj naważniejsza. Ważne jest jaki jest efekt ciężkiego wieczora z dwoma kratami browara w dziale R&D w HiFiMANie.
Najważniejsza informacja dla wszystkich miłośników Madejowego Łoża i Sandałów Fakira. Od strony obsługi HFM nic nie zmienił. Wszystkie Wasze ulubione funkcje i guziki pozostały na miejscu i w gotowości do psucia humoru z korzystania z DAPa. Nie zmieniła się również jego waga. Nadal bez konieczności odwiedzania kaletnika możemy sobie wybijać dziury w plecakach. No i chyba najważniejsze. HFM poszedł po rozum do głowy i wzorem nadgryzionego japka, zaczął tworzyć własne standardy interface'ów komunikacyjnych. W HM-901 zostało zastosowane złącze, niedostępne w cywilizowanym świecie. HM-802 ma dokładnie ten sam standard, co powoduje, że nasze kable i ładowarki od skrzypiących telefonów i innych DAPów, nadal pozostaną bezużyteczne. Soft i obsługa, wzorem HM-901, jest nadal genialnie bezużyteczna. Przy karcie 128GB dokopanie się do tego jednego, jedynego utworu na jaki mamy właśnie ochotę przypomina próbę wygrzebania dziurki w betonowej ścianie wykałaczką. Zanim skończymy, niechybnie zdechniemy z głodu. No dobra, koniec czepialstwa. Słuchamy.
W odsłuchach wykorzystałem:
- Słuchawki: Lime Ears LE3SW, Audeze LCD3, Sennheiser HD565Ovation
- DAP: HM-901, Sony NWZ-ZX1
- Wzmacniacz: FCL Balanced, Violectric V181
Pliki FLAC
HM-802 vs Lime Ears
HM-802 szumi, szumi dokładnie tak samo jak HM-901, co najprawdopodobniej wynika z zastosowanych kart wzmacniacza (te same co w HM-901). Nie jest to szum uporczywy. Raczej informacja, że urządzenie jest włączone. Po przesłuchaniu kilku testowych utworów mam pustkę w głowie. Opiszę więc różnice. HM-901 jest zdecydowanie głośniejszy. Te same ustawienia potencjometru i gaina, to różnica kilku decybeli. HM-901 gra też bardziej skondensowanym dźwiękiem, lepiej podkreślając niskie tony. Generowana scena w HM-901 jest wzorcowa, w HM-802, jest to jakby ta sama wersja, tylko podana z lekkiej odległości. Ale jest szerzej niż niż w HM-901. ZX1 daje znowu najlepsze wrażenie głębi sceny, generując dźwięki zarówno przed jak i za słuchaczem. HM-802 te same dźwięki, które w Walkmanie były za nami, podaje w jednej linii, ze środka głowy. ZX1 ma też najwyższą rozdzielczość z całej trójki. Jednak HM-802 ustępuje mu w tej materii naprawdę niewiele. HM-901 najwięcej ukrywa, stawiając na spójność przekazu. HM-802 pozwala na analizę. Chociaż nie jest analityczny. Nie pozostawia jednak wątpliwości, że jakościowo to ekstraklasa.
Całościowo ZX1 z CIEM jest najlepszy. Nie jest to różnica klas, ale jednak jest. Mimo to brzmienie HM-802 jest najbliższe moim upodobaniom. Jest zdecydowanie równiejszy od HM-901, bardziej neutralny. Mniej nastawiony na fun, bardziej na wierność przekazu. Widać lubię brzmienie generowane przez Wolfsony.
HM802 vs Audeze LCD3
HM-802, zupełnie jak i droższy brat, bez najmniejszego zająknięcia radzą sobie z LCD3. Wysterowanie, jak na DAP'a, jest bardzo dobre. Przy tym HM-802 dłużej wytrzymuje na baterii...ZX1 na maksimum swoich możliwości nagłaśnia LCD3 tak aby dało się ich słuchać w domu. W miejscu w którym Sony traci parę, HiFiMANY się dopiero rozpędzają (5 na HM-802 i 3,5 na 901). W obydwu przypadkach maksymalny poziom głośności przekracza próg bólu. Brzmienie Audeze z HM-802 jest bardzo przyjemne. Góra mniej cyfryzuje niż w przypadku HM-901. Jest bardziej rozdzielcza. Nie ma też nadmiernego eksponowania 200Hz. Brzmienie Audeze relaksuje, jak z dużego systemu. HM-901 lekko wycofuje średnicę, HM-802 już nie. HM-901 za to daje wrażenie większej dynamiki, kopa i energii w nagraniu. W nagraniu Daft Funk bas w HM-901 pulsuje, jest żywy, niesie. W HM-802 jest. Koniec. Za to góra w HM-802 jest po prostu lepsza.
HM-802 -> Vioelectric HPA v181/FCL vs HD565 / Audeze LCD3
Podłączenie HM-802 do wzmacniacza daje spektakularne rezultaty. HM-901 gra bardziej niż poprawnie, jednak przepięcie się na "dużego DAC" jednoznacznie pokazuje, że HM-901 przez złącze liniowe po prostu jazgocze. Za to HM-802 w tej kategorii się objawia w pełnej krasie. Jako źródło, HM-802 jest zdecydowanie najlepszym wyborem. Dorównuje w tej kategorii AK120, jeśli go nawet nie przewyższa (ale nie jestem pewien bo piszę trochę z pamięci). Wzmacniacz podkręca dynamikę, nie tracąc na rozdzielczości. Słuchanie muzyki staje się bardzo intensywnym przeżyciem.
Zmiana HM-901 na HM-802 w moim przypadku okazała się strzałem w 10tkę. Wprawdzie zamieniłem DAP kompletnego (no może poza walorami obsługowymi) na DAPa kompromisowego, jednak w moim konkretnym przypadku, kiedy najważniejsze dla mnie, aby z odtwarzanego materiału wyciągnąć maksimum rozdzielczości, dociążenie i dynamika stoją na drugim planie. Fakt, HM-901 sprawia wrażenie dojrzalszego dźwiękowo i jest bezsprzecznie najlepiej grającym DAPem z jakim miałem do czynienia. HM-802 jest jednak urządzeniem idealnie skrojonym pod moje wymagania. Dźwiękowo oczywiście, bo obsługowo, do pięt ZX1nce nie dorasta. Zupełnie jak "większy" brat.
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Dzisiaj trochę poBeyerujemy - T5p, T70p i T70
Denony sprzedane, trzeba pustkę zapełnić. Z jednej strony żal, bo AH-D7100 to naprawdę świetne słuchawki, z drugiej strony lekkie podekscytowanie, bo znowu jakaś nowość. I tak, dzięki kolegom z forum, wybrałem wstępnie 3 produkty Beyerdynamic, oparte o przetwornik Tesla. Warunek był, że słuchawki mają być zamknięte. Kilka telefonów i na warsztacie mamy T5p, T70p i T70.
Dlaczego te przetworniki ? Denon D7100 cechuje ponadprzeciętna rozdzielczość. I w tej materii chciałem mieć coś na przynajmniej takim samym poziomie. Dlaczego więc nie Stax? Ano rozsądne Staxy kosztują niestety bardzo nierozsądnie i nawet moja dość liberalna żona, mogłaby tego żartu nie zrozumieć. Znowu rozsądnie kosztujące Staxy są dosyć nierozsądne w kwestii brzmienia. A wszystko to dlatego, że od razu musimy do słuchawek dokupić wzmacniacz/generator. W wielu recenzjach n/t nowych przetworników Beyera czytałem, że rozdzielczość i góra jako taka, są właśnie na poziomie średniej półki elektrostatów. A to już całkiem porządna rekomendacja. Do tego zainteresował mnie bardzo model T5p, który ma drivery ułożone pod lekkim kątem, generując dźwięk nie z boku ucha ale delikatnie z przodu. Nie powiem, ale recenzje nie wyczerpały dla mnie tematu, chociaż po opisie Fallowa (pozdrawiam) doskonale zdawałem sobie sprawę z tego czego oczekiwać po T70.
Wszystkie 3 pary słuchawek to klasa premium, przy tym T5p to już flagowiec. T70 i T70p to typowe słuchawki uniwersalne. Za to T5p to słuchawki o wysokiej specjalizacji brzmieniowej, o czym postaram się naskrobać w części poświęconej brzmieniu. Tańsze słuchawki przychodzą wyposażone w miękki case z ekoskóry, droższe w amelinowe pudło zamykane na zatrzask. I jedno i drugie opakowanie to coś co powoduje uśmiech na mej twarzy - D7100 miały tylko worek na kapcie. Od strony kablowo wtyczkowej tańsze słuchawki robią dużo lepsze wrażenie. Mają po porstu gruby kabel zakończony kątowym Jackiem (T70p) lub prostym z gwintem do nakręcenia reduktora na 6,3mm.
W T5p nie dość, że mamy jack Rean NYS-228, to sam kabel też nie sprawia dobrego wrażenia, robiąc się sztywny jak drewno na mrozie. W słuchawkach za te pieniądze, można było zastosować jakieś bardziej ambitne rozwiązanie kablowo - wtyczkowe. A skoro Beyerdynamic argumentuje zastosowanie takiego kabla tym, że i tak ludzie go sami wymienią, to trzeba było zostawić gniazda. Trzeba również wspomnieć, że T5p wyposażone są w przedłużacz firmy Klotz.
Standardowo T70 i T70p wyposażone są w pady welurowe, a T5p w skórzane pady doskonałej wręcz jakości. Jak na ironię, założenie padów od T5p do T70p spowodowała, że te drugie zaczęły grać dokładnie tak jak tego można oczekiwać, ale o tym też napiszę akapicie poświęconemu dźwiękowi. Mam wrażenie, że dział R&D miał tego dnia jakieś grubsze urodziny/imieniny i po prostu komuś się porypało przy kompletowaniu zestawów. Pady na szczęście są wymienne, więc sytuację da się uratować.
Jak już wspomniałem na wstępie, T5p mają przetwornik odchylony od płaszczyzny głowy i ustawiony delikatnie pod kątem lekko z przodu ucha, tak, że cały dźwięk trafia, lub ma trafiać w małżowinę od przodu, potęgując efekt odsłuchu kolumnowego, lub nawet naturalnego. Świetny pomysł, tylko wg mnie kompletnie nie zgrany z producentami muzycznymi. Mam wrażenie, że oni nie wiedzą o istnieniu takich słuchawek i z uporem wydają coraz więcej materiału przygotowanego specjalnie pod odsłuch na słuchawkach tradycyjnie dających w ucho.
Odsłuchy przeprowadziłem (z)używając: AK120, iPhone 4S + iBasso T5, FCL + SabreDAC ES9018, Black Pearl + SabreDAC ES9018. Pliki rzadkie i gęste, głównie flaki...A może tylko flaki. Jako trasport posłużył mi też mój nowo przerobiony Pionek DV-310, który wrażenia dźwiękowe wyciągnął na jeszcze wyższy poziom :)
T70p
To słuchawki o impedancji 32Ohm, co sugeruje przeznaczenie portable (jakby literka p w nazwie była mało sugestywna). Do tego wysoka skuteczność powoduje, że grają dosłownie ze wszystkiego. Niestety ze wszystkiego tak samo. Welurowe pady, w rozwiązaniach portable nie pozwalają się skupić na muzyce. W tym wypadku jeszcze mocno odchudzonej. Wymiana padów na skóry od T5p spowodowała odwrócenie sytuacji o 180 stopni, żeby nie powiedzieć 360 :P. Wartości podane w nawiasie to pady welurowe.
Bas:1(-2)
Słuchawki mają naprawdę mocną podstawę basową. Przed zmianą padów, o ile w naszym otoczeniu jest dosyć cicho, da się to wyłapać. Bas świetny, wielofakturowy, bardzo przypominający dobre armatury z charakteru. Potrafi zejść naprawdę nisko. Jest przy tym precyzyjny i szybki. Czasami troszkę za szybki. W padach od HM5 momentami było go zbyt wiele. Tutaj najlepszy efekt dały pady od T5p
MidBas:0(-1)
Midbasy są świetne. Dają kopa kiedy trzeba, wypełnienie kiedy trzeba. Dobrze uzupełniają się z najniższymi częstotliwościami. Nic nie dudni ani nie buczy. Żadnych przesterów. Znowu typowo armaturowa charakterystyka
Średnie:0
Średnica w odpowiedniej ilości, jest jednak trochę zbyt precyzyjna i zbyt szczegółowa. Wokale przez to tracą swoją magię.
Sybilanty:1(0,7)
Chyba najsłabsza strona tych słuchawek. W padach welurowych jest na granicy, górnej, ilości sybilantów. Cały czas mamy wrażenie, że zaraz zacznie dziać się coś niedobrego. W padach skórzanych tak granica zostaje przekroczona nieznacznie. W padach od HM5 to jedne z najbardziej sypiących górą słuchawek jakie znam. Tutaj pomaga gęsty płatek kosmetyczny położony na przetworniku dokładnie na wysokości otworu wlotowego do ucha. Wtedy sybilanty schodzą do poziomu padów od T5p.
Wysokie:1
Z jednej strony jest ich więcej niż trzeba, ale z drugiej mamy ochotę, żeby było ich więcej. Są po prostu świetne. Niezależnie od zastosowanych padów oddają niesamowitą ilość szczegółów z nagrania. Oszczędzając nam przy tym nieprzyjemnych ciosów. Brawo !
Scena 5(6)
W welurach scena trochę głębsza, w obydwu jednak T70p grają raczej szerokością. Niestety jest to szerokość spod maski. Ale nie jest też jakoś specjalnie tragiczna. Ot nic wybitnego i specjalnie tragicznego. Typowy średniak
Izolacja 8(4)
W padach skórzanych to prawie lider w tej kategorii. Grube obudowy bronią i nas i stojących obok przed niechcianymi dźwiękami. W welurach jakbyśmy się w półotwarte słuchawki wyposażyli...
T70
Słuchawki bliźniacze do T70p, tyle, że wyposażone w przetwornik 250Ohm. Dzięki temu mamy słuchawki prawie idealne (chociaż dla mnie póki co idealne), wady T70p zostały zlikwidowane, zalety wyciągnięte na wyższy poziom. W tych słuchawkach najlepiej sprawdziły się pady od HM5.
Bas:-1(-2)
Bas w welurach bliźniaczy do tego w T70p, w padach od HM5 mogłoby być minimalnie więcej. Nie ma falowania nogawek przy każdej możliwej okazji, ale tam gdzie trzeba zagęszczenie atmosfery jest aż fizycznie namacalne. Znowu mocno armaturowy charakter, ale tym razem, wszystko jest delikatnie gładsze.
MidBas:-1(-2)
MidBasy lekko wycofane, jest ich mniej niż w T70p. Daje to wrażenie otwartości i jasności dźwięku. Dają jednak kopa kiedy trzeba, i wypełnienie kiedy go naprawdę trzeba. Armaturowa charakterystyka - znaczy mam deżawu...Ale ja lubię takie zjawiska.
Średnie:0
Tutaj ilość jak trzeba. Ale wygładzenie spowodowane wyższą impedancją nie powoduje zwyrodnień. Równie dobrze brzmi dziecięcy głos Majkela syna Jacka, jak i niski gulgot Louisa Armstronga. Ba z przyjenością wróciłem do niesłuchanych od lat Mili Vanili. Wszystkie instrumenty zabrzmiały mi tak jak powinny. No i wokale kobiece. Tutaj trzeba usłyszeć wokal Loreeny lub Enyi (mam nadzieję, że prawidłowo odmieniłem :P).
Sybilanty:1(0)
Kolejna mocna różnica wobec T70p. Nie ma problemów na padach od HM5. Nic nie trzeba filtrować. Wygładzenie dźwięku jest na takim poziomie, że już nic nie kłuje i nie boli. Nadal jest bardzo jasno i analitycznie. Ale podane jest to w sposób daleki od męczącego.
Wysokie:0
Jest ich mniej niż w T70p, mniejsza jest też rozdzielczość. Ale też nie tak całkiem. Mamy wrażenie, jakbyśmy oglądali bardzo ostry i kontrastowy obraz(T70p) z włączonym anty aliasingiem(T70), brak ostrych kantów i nagłych skoków. Zupełnie jakby tutaj był jakiś kompresor pilnujący naszego słuchu.
Scena 5(6) i Izolacja 8(4)
Tutaj sprawa wygląda analogicznie jak w T70p
T5p
Po takich rewelacjach w T70 byłem przygotowany na niesamowitą ucztę w T5p. W tych słuchawkach występuje specjalny rowek w który należy zamocować pady. Dlatego nie bawiłem się w szczegółowe porówananie brzmienia skóry i weluru
Bas:-2
Jeśli w T70 bas jest lekko wycofany, to tutaj nadaje z drugiego pokoju. Nie tworzy nic. bo go po prostu nie ma. Nawet jeśli oczekujemy, że wydarzy się coś co znamy i mózg nam podpowiada, że to właśnie teraz będą spektakularne grzmoty, nic się nie dzieje. Ja się czułem jak dziecko któremu ktoś zabrał lizaczka.
MidBas:-1
Tutaj jest już lepiej. Midbas podobny w jakości i ilości do tego z T70. Mamy ogólnie nodosyt, ale już jak ma wejść to robi to iście spektakularnie, mocno i z odpowiedniemi wypełnieniem. Pozawala na chwilę zapomnieć o brakach na dole.
Średnie:1
Na szczęście to co się tutaj dzieje powoduje przejście do innej galaktyki odbioru średnich tonów. Sposób prezentacji dźwięków ma tutaj też niebagatelny wpływ na całościowy odbiór. Dzięki temu, że mamy wrażenie umieszczenia źródeł przed nami, wszystko odbywa się w sposób naturalny (oczywiście tam gdzie nie było kombinowane z próbami binauralnymi), nic nam nie szaleje. Ja niestety rozpocząłem zabawę odsłuchową od elektroniki i muzyki 3D. Błędnik mi się rozszalał do tego stopnia, że zrobiło mi się niedobrze. Dopiero przy kolejnym podejściu, z muzyką akustyczną i koncertową, z muzyką klasyczną - tam T5p pokazują moc. Nawet basu nie brakuje.
Sybilanty: 1
Tutaj mam mieszane odczucia. W muzyce ogólnie opisanej jako słuchawkowa (wszelkiego rodzaju elektronika i syntetyczne brzmienia) sybilanty chcą przepiłować mózg na dwoje. I to nie te syntetyczne, tylko te z wokali. Szczególnie z kobiecych. Heidi Happy w Stay z płyty Touch Yello była jak chiński oprawca na torturach. Nie dało się wytrzymać. Z drugiej strony sekcja smyczkowa w uwerturze Wilhelm Tell, czy skrzypce w Czterech Porach Roku nawet nie zbliżały się do granicy nieprzyjemności. A na T70p kłuło niemiłosiernie.
Wysokie:0
Tutaj ocena totalnie neutralna. Były tak naturalne i oczekiwane, że aż nie wiem co napisać. Może to, że znowu w elektronice sprawiały wrażenie ciemnych słuchawek, a w muzyce akustycznej słuchawek jasnych.
Scena 9
Ocena sceny dotyczy tylko sytuacji kiedy nie czułem się jak na karuzeli. Wtedy było naprawdę bosko. Nie dość, że szeroko, to i bardzo głęboko, z wyraźnym podziałem na plany. Do tego źródła pozorne jak kreślone na obrazku. Po zamknięciu powiek było magicznie.
Izolacja 7
Trochę słabiej niż na T70 z padami od HM5, ale dalej wzorowo.
Podsumowując -
T70p to bardzo fajna alternatywa dla szukających bardzo skutecznych słuchawek przenośnych. Warunek aby nam się z nimi życie układało, to modyfikacja padów, i jeśli wybierzemy tańszą wersję (pady od HM5), zastosowanie odpowiednio gęstych płatków kosmetycznych.
T70 świetne allroundery. Słuchawki doskonałe do wszystkiego, w niczym wybitne. Ale też bez specjalnie słabych punktów. Warto zatroszczyć się o zmianę padów. Ja wybrałem pady od HM5 i był to strzał w 10tkę. Spodobały mi się do tego stopnia, że postanowiłem, że to właśnie one zastąpią D7100
T5p typowo wąsko wyspecjalizowane słuchawki. Wprawdzie najdrożdze z całej trójki, ale z najwęższa specjalizacją. 32Ohm impedancji i literka p w nazwie pozwala sądzić, że powstały z myślą o zastosowaniach mobilnych, jednak sposób prezentacji powoduje, że będą ich raczej słuchali ludzie o ściśle określonym guście muzycznym. Czyli idealny partner dla naszego AK120 :) w podróży.
Na zakończenie dziękuję firmom audiomagic.pl i mp3store.pl za udostępnienie słuchawek do recenzji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












