Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sabre. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sabre. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Sennheiser HD800

W drodze odrabiania zaległości, trafiły do mnie na biureczko słuchawki flagowe Sennheiser HD800. Jak widać na powyższej rycinie, numerek świeży, więc pewność, że to najwyższa rewizja. A niestety ze świata i okolicy świata, dochodzą niusy, że poprzednie rewizję obsysają po całości. W związku z tym, że środek wakacji (a raczej ich większa połowa już za nami), w internetach zapanowała moda na pisanie bez sensu, bez zachowywania składni ani ciągu logicznego w zdaniach. Pojawiło się też sporo nowych słów, których za cholerę w słowniku znaleźć nie potrafiłem. Próbowałem coś w tej nowomowie napisać, ale poległem z kretesem. Dlatego, droga Gimbazjo (nie, nie, to nie do wszystkich, tylko do wybranych), dzisiaj znowu będzie trudno, bo po polsku.

Testów HD800 w internecie od groma, można by powiedzieć, że z HD800, jest jak z jedną Anastazją - każdy je miał. Po co więc pisać o czymś, czego wszędzie pełno? Tak na serio to nie wiem, ale obiecałem kilku osobom, że jak je już kupię to i tekst popełnię. No to popełniam.

Jak podaje Wikiphonia, HD800 są już z nami od 2009 roku, kiedy to na stanowisku flagowca zastąpiły model HD650, który nie został jednak wycofany z produkcji. Ot po prostu jest 150 numerków wyżej. Sennheiser zerwał tym modelem z dotychczasowym wzornictwem i ze słuchawek przypominających babcine nauszniki z wełny, pojawiły się hełomofony rodem ze Star Trek. Muszę się przyznać, że wg mnie to najładniejsze słuchawki jakie widziałem. Za sam wygląd są już warte połowę swojej ceny. I audiofilizm nie ma tu nic do rzeczy. To jest dzieło sztuki użytkowej. Idealnie wyważone, piękne i niesamowicie wygodne. HD800 wyposażono w 53mm driver o impedancji 300Ohm i skuetczności 102dB (1kHz, 1V). Niby 300Ohm, ale skuteczność powoduje, że po podpięciu do FIIO X5 grały lepiej niż przyzwoicie. Ani problemów z głośnością ani z wysterowaniem. Gdyby nie wielkość i fabryczny kabel o dł. 3m można by się pokusić o wyjście w nich z domu. Bo faktycznie wygoda sprawia, że łatwo się zapomnieć, że mamy coś na głowie. 

Po przeczytaniu większości recenzji pojawił mi się obraz słuchawek pełnych sprzeczności, taki typowy miks oczekiwań recenzentów i ich gustów, z koniecznością napisania dobre recenzji, bo przecież słuchawki od dystrybutora, który może się obrazić. Moje pierwsze dni z nimi nie były specjalnie obiecujące. Słuchawki kupiłem używane (tak, znowu nie znalazłem firmy, która zechciałaby mi je wypożyczyć do recenzji), więc do efektów sonicznych musiałem dołożyć efekty zapachowe, ponieważ poprzedni właściciel, wzorem psa-strażnika, bardzo intensywnie zaznaczył na nich zapach swoich ulubionych wód kolońskich i perfum. Mnie niestety wszystkie intensywne zapachy strasznie przeszkadzają, więc pierwsze kilka dni głowa bolała mnie na samą myśl, że będę w nich siedział. Zapachu nie udało mi się do dzisiaj wywietrzyć, udało mi się za to nauczyć się go w pewnym stopniu ignorować. Dopóki nie wymyślę jak się tego pozbyć całkowicie, niestety będę cierpiał słuchając tych słuchawek.
Słuchawki podłączam do 2ch zestawów stacjonarnych (FCL + ES9018 oraz CitroneDAC + Cayin HA1A) oraz do jednego mobilnego (FIIO X5). Początkowo podłączałem do FIIO jeszcze wzmacniacz E12DIY, ale z pominięciem tego wzmacniacza, HD800 grają zdecydowanie lepiej. 
Obaliłem sobie przy tym kilka krążących o HD800 opinii:

- HD800 to słuchawki analityczne, nie angażujące.
HD800 to słuchawki bardzo rozdzielcze. Bardzo analityczne. Dostarczające szczegóły garściami. Ale w żadnym wypadku nie są nie angażujące. Wręcz przeciwnie - ta ilość detali którą dostajemy, powoduje, że aż chcemy się zaangażować w ich odbiór. Mnogość faktur różnych dźwięków, elementy dotyczące samych realizacji, czy instrumentów, sama technika gry na instrumencie, to wszystko składa się na analityczną całość. 

- HD800 to słuchawki suche i bez emocji.
Bzdura. Dzięki ilości detali zawartych w reprodukowanym nagraniu, docierają do nas całkiem nowe emocje, smaczki. Wielokrotnie podczas odsłuchu znanych sobie utworów, uśmiechałem się, zdając sobie sprawę, że słyszę coś po raz pierwszy. A miałem do tej pory wiadra słuchawek uchodzących za analityczne. Także emocje są, bo sposób podania tych smaczków różni się od typowego analitycznego przekazu. Nie mam ich podanych na dłoni. W trakcie słuchania po prostu akcent pojawia się w innym miejscu niż zazwyczaj, dzięki temu zwracamy uwagę na inne rzeczy. Nie są to też słuchawki do wszystkiego. Zdecydowanie lepiej sprawdzają się w muzyce spokojnej niż w jazgocie. Taki Helloween jest na nich kompletnie niestrawny, podczas gdy płyty Możdżera to najlepsze co mogło się trafić. Przy nich zamykam oczy i odpływam w muzykę.
- HD800 to słuchawki trudne do napędzenia
Kolejne nie. Wprawdzie potrzebują sporo prądu, i na niektórych systemach przy wyższych poziomach włącza im się jazgot, to są też i takie zabaweczki jak wspomniane wcześniej FIIO X5, które dają im radę, pomimo braków w elektrowni. Natomiast kluczowy jest dobór materiału. Jak przeczytałem, że jakieś Szatańskie wyziewy odtwarzane z Youtube zabrzmiały sucho i jazgotliwie to śmiechłem :) Przecież one właśnie tak brzmią. 

- HD800 mają mało basu
W sumie to prawda, bo w takim Marillion, nie wykazywały tendencji do basowania. Ale też i kłamstwo, bo jak Zohar Fresco naparza w bębny, to aż mi się mózg przesuwa. Także, dla słuchających bezbasia - w HD800 nadal go nie będziecie mieli. Dla reszty - spokojnie basu jest dokładnie tyle ile trzeba.

-HD800 tną górnymi pasmami nawet najodporniejsze uszy
HD800 są piekielnie szybkie. To chyba najszybsze dynamiki jakie słyszałem. Pomimo podłączania ich do toru niezbalansowanego, nie zauważyłem jakichkolwiek zmuleń czy rozwlekłości. Dzięki temu wysokie tony sprawiają wrażenie idealnie wycelowanych pocisków. Nic nam też nie umyka, przykryte innymi dźwiękami. Więc jeśli w nagraniu coś słyszymy, to to po prostu tam jest i zostało zamaskowane. Idealne słuchawki do dobrych realizacji. Ale dzięki torom lampowym mamy szanse posłuchać też tych gorszych realizacji. Ładnie wygładzone krawędzie serwowane przez Cayina i Citrone, w połączeniu z rozdzielczością HD800 tworzą tercet praktycznie idealny.
- Scena i holografia w HD800 są jakieś dziwne
Sam tak kiedyś myślałem. Aż nie przyszła mi do głowy pewna analogia. HD800 mają taki sam sposób prezentacji jak 20m zestaw głośnikowy, jeśli staniemy tuż przed nim. Źródła dźwięku są po prostu ogromne, separacja również. Grają szeroko i zdecydowanie w pionie. Głębia jest dosyć ograniczona.

Balans tonalny jest zachowany. To najrówniejsze słuchawki spośród wszystkich dynamików jakich słuchałem. Są też najbliżej do słuchawek wykonanych w innych technologiach (elektromagnetycznych i planarnych). Nie gubią się jak dużo się dzieje w nagraniu, nic nie przysłania niczego. Wszystko mamy podane na tacy. Są po prostu świetne.

środa, 6 sierpnia 2014

Trzeźwy Audiofilofob. Znaczy Sierpień w pełni...


Od wczoraj jestem posiadaczem HD800, siedzę więc i słucham, za nic sobie mając dziwną pogodę za oknem. No bo niby fala upałów, a tu 17 stopni...Ale co ja tam wiem z moją podwórkową meteorologią. Sierpień się zaczął, a z nim przyszedł syndrom odstawienia u niektórych (u mnie na szczęście nie, ponieważ jestem niedoszłym pijakiem). Na forach zaczyna też widać objawy trzeźwienia u niektórych. Ale w sumie to ja nie o tym miałem. Recenzja HD800 oczywiście będzie, tylko foty pofocę, a dzisiaj znowu będzie o VooDoo. Szanowni koledzy biegają po internetach i szukają tematu, a tu na naszym podwórku cała masa twórców romantycznych się objawia. I tak nie dawno dowiedziałem się, że 

"Słychać, że FIIO X5 jest tańsze niż AK120 II". 

Nie potrafiłem zrozumieć, o co w tym chodzi, aż dzisiaj, w poszukiwaniu dobrej recenzji HD800, natrafiłem na zdanie 

"Na zwyklejszym sprzęcie jest taka sobie i wtedy musi nam wystarczyć fakt, że dźwięk jest bardzo duży. Duży, ale nieszczególnie elastyczny. Ja w każdym razie innym na źródłach tańszych niż za kilkadziesiąt tysięcy złotych go nie słyszałem."

No i siedzę tak sobie, smutny, słuchając HD800 z FIIO X5, zastanawiając się czy nie skoczyć z okna, bo nie dość że mam taniego grajka, to jeszcze nie wiem czy kiedykolwiek usłyszę jak one potrafią zagrać dźwiękiem za kilkadziesiąt tysięcy. Ale, ale, nie dawno, miałem okazję posłuchać, a nawet porównać DAC za 33900 USD(tak33tyś zielonych papierów), z moim biedaDACiem, zmontowanego na płytce z jebaja, wyposażonego z skrzypiące części rodem z lat 70 ubiegłego wieku. Dość powiedzieć, że nie dość, że żałosna mina właściciela, próbującego zachować resztki godności, świadczyła, że ewidentnie ta konfrontacja popsuła mu humor, to jeszcze zacząłem sobie tworzyć w głowie listę rzeczy, które zgodnie z zasadą "wyjątek potwierdza regułę", są tańsze i w mojej ocenie lepsze. Po czym uświadomiłem sobie, że tak naprawdę, to reguła "droższe-lepsze" jest zagrożona. No bo po ostatnich aktualizacjach FIIO X5 i iBasso DX90 zaczęły niebezpiecznie okopywać się na pozycjach "best DAPów". K701, ze stajni AKG, po otwarciu bass portów i wymianie okablowania w moim prywatnym rankingu zrzucił z tronu K812. A CitroneTUBE DAC, który, umówmy się jest póki co szaraczkiem naszego rodzimego audio, pokonał lampizowane tuzy z którymi miałem do czynienia. Wychodzi na to, że średnia półka to jest właśnie to czego człowiekowi trzeba. Wysoka jest dla wielbicieli brzdęku monet (jedynie Money - Pink Floyd i to tylko w początkowej części zagrał na systemie za dolary lepiej niż na moim) i zjawisk paranormalnych. Ale i w dolnej półce cenowej znalazłem swoje "jednorożce". Takstar Pro80, to fenomenalne zamknięte słuchawki, które do pełni szczęścia potrzebują jedynie wymiany padów i okablowania. Do tego w cenie 299 pln dostajemy kuferek idealnie nadający się do noszenia HD800. Taki kuferek, i to bez słuchawek w komplecie, od Sennheisera, kosztowałby pewnie z 1000, zważywszy na ceny padów, headbanda czy głupich wtyczek do kabla słuchawkowego.

I tak sobie rozmyślając, że audiofilem już pewnie nie zostanę. Melomanem jestem, więc teraz pewnie będę jeszcze kolekcjonerem. Taka szajba...

czwartek, 31 lipca 2014

Czapki z głów - Citrone TubeDAC


To powinien być najkrótszy tekst z recenzją w moim życiu. I już na wstępie powinien zakończyć się jednym słowem - PETARDA! Tak, tak, Kryspin doskonale dobiera słowo do sytuacji, i jest to jedno z tych słów, bez których świat byłby uboższy. Kurde, o ile życie było by łatwiejsze, gdyby wolno było pisać jednowyrazowe recenzje. Dostajesz sprzęt i piszesz - Petarda, Geniusz, Kupa, Dżuma, Zwyrol. Na prawdę byłoby super. No ale skoro nie wypada robić jedno wyrazowych recenzji, to muszę być bardziej tradycyjny. Dzisiaj na tapecie nowość nad Wisłą. Citrone (nazwa firmy) Tube (nazwa technologi) DAC (skrót od dawać :D - że niby zajebiste odczucia daje). Nie lubię czytać tekstów konkurencji, przed napisaniem własnego, bo zawsze mogłyby mnie zmanierować. Tym razem nie miałem wyjścia. O Citrone trochę czytałem na blogu samego konstruktora, jednak dopiero p. Pacuła, z którym się prawie zawsze mam okazję nie zgadzać, swoim tekstem o Dolnoślązaku-Rolniku, prosto z Mazur, spowodował, że poczułem zachciałę spróbowania TubeDAC. Szybki mail, i dokładnie 48h po uzgodnieniu warunków, sprzęcicho stało u mnie na biurku. Historię p. Tomasza, jakże wspaniałą i burzliwą, wartą wielu książek beletrystycznych jak również tych z pod znaku kicającego zająca, spokojnie sobie wygooglujecie. Ja postaram się zająć samym DACiem. 

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Strzał z biodra - Shure SRH-1540


Dawno, dawno temu, na dzikim zachodzie, był sobie Old Shurehand. Pan ten po rozstaniu ze swoim czerwonym bratem Winnetou, postanowił założyć biznes. Wymyślił, że będzie sprzedawał kowbojom zestawy do samodzielnych operacji ran postrzałowych, takie "life-saving" na prerii. Znany był z pewnej ręki, więc i biznes wydawał się bezpieczny (Shure-self-operation-kit). Niestety z wiekiem, jego shurehand przestał być już shure, stał się bardziej Old Shakehand...No ale że nazwa Shure została już zarezerwowana, to trzeba coś było robić...I tak, będąc głuchnącym kowbojem, postanowił produkować słuchawki...

Oczywiście powyższa historyjka ma tyle wspólnego z prawdą, co polska rzeczywistość polityczna z rzeczywistością. Ale słuchawki SRH-1540, z najnowszej linii Shure trafiły do mnie na biureczko, dzięki uprzejmości kol. Undertaker(pozdrawiam). Do tej pory miałem do Shure raczej ambiwalentny stosunek. Bo niby robią dobry sprzęt, ale jednak jakiś tandetnie wykonany (piszę o słuchawkach, o niczym więcej). I albo doki w których notorycznie padają przetworniki (535), albo trzeszczące i skrzypiące SRH-940. Taki max plastik słuchawkowego świata, tyle, że markowy i za sporą kasiorę...Miałem też nieodparte wrażenie, że dla Shure słuchawki robi Beyerdynamic. Mocowanie muszli do złudzenia przypomina te znane z Beyerów, tyle, że wykonanie jakby ktoś projekt robił na podstawie fotografii szpiegowskiej. Ale w nowej serii (1440, 1540, 1840), o ile wrażenia produkcji w Beyerze pozostały, tak kompletnie znikło mi poczucie tandety. Słuchawki niestety podrożały względem starszej (?) serii. Nie wiem czy dobrze kombinuję, ale SRH-1540 to następca modelu SRH-940. I jeśli tak, to chyba wreszcie doczekałem się gracza godnego uwagi.



SRH-1540 to słuchawki zamknięte, polecane profesjonalistom. Mają dosyć sztywny, odpinany kabel, z nietypowymi konektorami, przypominającymi te ze słuchawek dokanałowych. Sam system działa sprawnie, szkoda, że do kabli DIY trzeba będzie płacić frycowe za nietypowe złączki. Poza słuchawkami i kebelkiem, w komplecie mamy drugi zestaw padów, drugi, dłuższy kabel, twardy futerał i redukcję na jacka 6,3mm. Zastosowanie małych jacków sugerować by mogło zastosowanie mobilne, jednak Sony NWZ-ZX1 nie poradził sobie z tymi słuchawkami wcale. Niby coś tam gra, ale strasznie cicho. Za wyposażenie olbrzymi plus.

Nowe Shure na głowie leżą bardzo dobrze. Nic nie uwiera, nic nie przeszkadza ani nie ugniata. Waga na poziomie pomijalnym. Pady rewelacyjne, niby jest ciepło w muszli, ale nic nie przeszkadza, głowa się nie poci. Jedynie sztywny kabel wymaga przyzwyczajenia. Tłumienie, pomimo użycia padów nie skórzanych, jest bardzo dobre. Nie są to wprawdzie doki, ale siedząc koło telewizora, byłem w stanie bez zakłóceń słuchać muzyki. Czasami tylko dzieci stały nade mną trochę za długo, czekając na reakcję.

Brzmienie Shure SRH-1540 bardziej przypomina słuchawki otwarte niż zamknięte. Prezentacja jest co prawda raczej bezpośrednia, jednak scena jest bardzo rozległa, sprawia wrażenie nie mającej granic. Wszystkie dźwięki rozchodzą się w kierunku od słuchacza, i nie trafiają na żadną ścianę. Mamy tutaj również, lubiane przez wielu czarne tło. Spora rozdzielczość i separacja, jednak ilość góry nie powala. Jest jej minimalnie mniej niż lubię, trochę jak w HD650. Jakość świetna, aż chciało by się żeby było więcej. Średnie tony w zależności od toru od bezpośrednich (Cayin HA-1A) do lekko cofniętych (Violectric HPA V181). Bardzo bogate, równie szczegółowe jak wysokie, zawierające sporą dawkę energii. Wyraźnie i barwnie podawane wokale. Dolna średnica wybija się na pierwszy plan powodując wrażenie ocieplenia przekazu. Słuchawki bardzo dobrze oddają dynamikę nagrań, jednakowoż potrafią się pogubić przy głośniejszym słuchaniu. Dla mnie wtedy było już trochę za głośno, więc to nie wada, ale wspomnieć należy. Przy większych głośnościach bas trochę dominuje resztę pasm. Ale jest to dominacja wynikająca z ilości a nie z niewyrabiania się przetwornika. Poza tym sam bas prezentuje się świetnie. Mocny i zwarty, punktowy, bez misiowatych klusek. Schodzi bardzo nisko. SRH-1540 świetnie różnicują faktury w niskich rejestrach, nie mają maniery, robią to, co trzeba. Mocny wzmacniacz radzi sobie z tymi niuansami bez problemu i tak naprawdę przestają one przeszkadzać.



Shure SRH-1540 to zdecydowanie krok do przodu. SRH-940 były dla mnie najbardziej bezpłciowymi słuchawkami jakie miałem na głowie. Niby wszystko w nich w porządku. Niby każde pasmo jak trzeba i brzmienie super. Ale jednak nudne jak flaki z olejem, no i wykonanie fatalne. SRH-1540 nie dość, że nie są nudne, to jeszcze brzmieniowo są poprawione. Wymienny kabel to również plus, nawet jeśli ma niestandardowe końcówki. Zdecydowanie najlepsze do tej pory słuchawki Shure jakich miałem okazję słuchać.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Dzisiaj trochę poBeyerujemy - T5p, T70p i T70




Denony sprzedane, trzeba pustkę zapełnić. Z jednej strony żal, bo AH-D7100 to naprawdę świetne słuchawki, z drugiej strony lekkie podekscytowanie, bo znowu jakaś nowość. I tak, dzięki kolegom z forum, wybrałem wstępnie 3 produkty Beyerdynamic, oparte o przetwornik Tesla. Warunek był, że słuchawki mają być zamknięte. Kilka telefonów i na warsztacie mamy T5p, T70p i T70.




Dlaczego te przetworniki ? Denon D7100 cechuje ponadprzeciętna rozdzielczość. I w tej materii chciałem mieć coś na przynajmniej takim samym poziomie. Dlaczego więc nie Stax? Ano rozsądne Staxy kosztują niestety bardzo nierozsądnie i nawet moja dość liberalna żona, mogłaby tego żartu nie zrozumieć. Znowu rozsądnie kosztujące Staxy są dosyć nierozsądne w kwestii brzmienia. A wszystko to dlatego, że od razu musimy do słuchawek dokupić wzmacniacz/generator. W wielu recenzjach n/t nowych przetworników Beyera czytałem, że rozdzielczość i góra jako taka, są właśnie na poziomie średniej półki elektrostatów. A to już całkiem porządna rekomendacja. Do tego zainteresował mnie bardzo model T5p, który ma drivery ułożone pod lekkim kątem, generując dźwięk nie z boku ucha ale delikatnie z przodu. Nie powiem, ale recenzje nie wyczerpały dla mnie tematu, chociaż po opisie Fallowa (pozdrawiam) doskonale zdawałem sobie sprawę z tego czego oczekiwać po T70.


Wszystkie 3 pary słuchawek to klasa premium, przy tym T5p to już flagowiec. T70 i T70p to typowe słuchawki uniwersalne. Za to T5p to słuchawki o wysokiej specjalizacji brzmieniowej, o czym postaram się naskrobać w części poświęconej brzmieniu. Tańsze słuchawki przychodzą wyposażone w miękki case z ekoskóry, droższe w amelinowe pudło zamykane na zatrzask. I jedno i drugie opakowanie to coś co powoduje uśmiech na mej twarzy - D7100 miały tylko worek na kapcie. Od strony kablowo wtyczkowej tańsze słuchawki robią dużo lepsze wrażenie. Mają po porstu gruby kabel zakończony kątowym Jackiem (T70p) lub prostym z gwintem do nakręcenia reduktora na 6,3mm.



W T5p nie dość, że mamy jack Rean NYS-228, to sam kabel też nie sprawia dobrego wrażenia, robiąc się sztywny jak drewno na mrozie. W słuchawkach za te pieniądze, można było zastosować jakieś bardziej ambitne rozwiązanie kablowo - wtyczkowe. A skoro Beyerdynamic argumentuje zastosowanie takiego kabla tym, że i tak ludzie go sami wymienią, to trzeba było zostawić gniazda. Trzeba również wspomnieć, że T5p wyposażone są w przedłużacz firmy Klotz.



Standardowo T70 i T70p wyposażone są w pady welurowe, a T5p w skórzane pady doskonałej wręcz jakości. Jak na ironię, założenie padów od T5p do T70p spowodowała, że te drugie zaczęły grać dokładnie tak jak tego można oczekiwać, ale o tym też napiszę akapicie poświęconemu dźwiękowi. Mam wrażenie, że dział R&D miał tego dnia jakieś grubsze urodziny/imieniny i po prostu komuś się porypało przy kompletowaniu zestawów. Pady na szczęście są wymienne, więc sytuację da się uratować.



Jak już wspomniałem na wstępie, T5p mają przetwornik odchylony od płaszczyzny głowy i ustawiony delikatnie pod kątem lekko z przodu ucha, tak, że cały dźwięk trafia, lub ma trafiać w małżowinę od przodu, potęgując efekt odsłuchu kolumnowego, lub nawet naturalnego. Świetny pomysł, tylko wg mnie kompletnie nie zgrany z producentami muzycznymi. Mam wrażenie, że oni nie wiedzą o istnieniu takich słuchawek i z uporem wydają coraz więcej materiału przygotowanego specjalnie pod odsłuch na słuchawkach tradycyjnie dających w ucho.

Odsłuchy przeprowadziłem (z)używając: AK120, iPhone 4S + iBasso T5, FCL + SabreDAC ES9018, Black Pearl + SabreDAC ES9018. Pliki rzadkie i gęste, głównie flaki...A może tylko flaki. Jako trasport posłużył mi też mój nowo przerobiony Pionek DV-310, który wrażenia dźwiękowe wyciągnął na jeszcze wyższy poziom :)



T70p
To słuchawki o impedancji 32Ohm, co sugeruje przeznaczenie portable (jakby literka p w nazwie była mało sugestywna). Do tego wysoka skuteczność powoduje, że grają dosłownie ze wszystkiego. Niestety ze wszystkiego tak samo. Welurowe pady, w rozwiązaniach portable nie pozwalają się skupić na muzyce. W tym wypadku jeszcze mocno odchudzonej. Wymiana padów na skóry od T5p spowodowała odwrócenie sytuacji o 180 stopni, żeby nie powiedzieć 360 :P. Wartości podane w nawiasie to pady welurowe.

Bas:1(-2)
Słuchawki mają naprawdę mocną podstawę basową. Przed zmianą padów, o ile w naszym otoczeniu jest dosyć cicho, da się to wyłapać. Bas świetny, wielofakturowy, bardzo przypominający dobre armatury z charakteru. Potrafi zejść naprawdę nisko. Jest przy tym precyzyjny i szybki. Czasami troszkę za szybki. W padach od HM5 momentami było go zbyt wiele. Tutaj najlepszy efekt dały pady od T5p

MidBas:0(-1)
Midbasy są świetne. Dają kopa kiedy trzeba, wypełnienie kiedy trzeba. Dobrze uzupełniają się z najniższymi częstotliwościami. Nic nie dudni ani nie buczy. Żadnych przesterów. Znowu typowo armaturowa charakterystyka

Średnie:0
Średnica w odpowiedniej ilości, jest jednak trochę zbyt precyzyjna i zbyt szczegółowa. Wokale przez to tracą swoją magię.

Sybilanty:1(0,7)
Chyba najsłabsza strona tych słuchawek. W padach welurowych jest na granicy, górnej, ilości sybilantów. Cały czas mamy wrażenie, że zaraz zacznie dziać się coś niedobrego. W padach skórzanych tak granica zostaje przekroczona nieznacznie. W padach od HM5 to jedne z najbardziej sypiących górą słuchawek jakie znam. Tutaj pomaga gęsty płatek kosmetyczny położony na przetworniku dokładnie na wysokości otworu wlotowego do ucha. Wtedy sybilanty schodzą do poziomu padów od T5p.

Wysokie:1
Z jednej strony jest ich więcej niż trzeba, ale z drugiej mamy ochotę, żeby było ich więcej. Są po prostu świetne. Niezależnie od zastosowanych padów oddają niesamowitą ilość szczegółów z nagrania. Oszczędzając nam przy tym nieprzyjemnych ciosów. Brawo !

Scena 5(6)
W welurach scena trochę głębsza, w obydwu jednak T70p grają raczej szerokością. Niestety jest to szerokość spod maski. Ale nie jest też jakoś specjalnie tragiczna. Ot nic wybitnego i specjalnie tragicznego. Typowy średniak

Izolacja 8(4)
W padach skórzanych to prawie lider w tej kategorii. Grube obudowy bronią i nas i stojących obok przed niechcianymi dźwiękami. W welurach jakbyśmy się w półotwarte słuchawki wyposażyli...




T70
Słuchawki bliźniacze do T70p, tyle, że wyposażone w przetwornik 250Ohm. Dzięki temu mamy słuchawki prawie idealne (chociaż dla mnie póki co idealne), wady T70p zostały zlikwidowane, zalety wyciągnięte na wyższy poziom. W tych słuchawkach najlepiej sprawdziły się pady od HM5. 

Bas:-1(-2)
Bas w welurach bliźniaczy do tego w T70p, w padach od HM5 mogłoby być minimalnie więcej. Nie ma falowania nogawek przy każdej możliwej okazji, ale tam gdzie trzeba zagęszczenie atmosfery jest aż fizycznie namacalne. Znowu mocno armaturowy charakter, ale tym razem, wszystko jest delikatnie gładsze.
MidBas:-1(-2)
MidBasy lekko wycofane, jest ich mniej niż w T70p. Daje to wrażenie otwartości i jasności dźwięku. Dają jednak kopa kiedy trzeba, i wypełnienie kiedy go naprawdę trzeba. Armaturowa charakterystyka - znaczy mam deżawu...Ale ja lubię takie zjawiska.

Średnie:0
Tutaj ilość jak trzeba. Ale wygładzenie spowodowane wyższą impedancją nie powoduje zwyrodnień. Równie dobrze brzmi dziecięcy głos Majkela syna Jacka, jak i niski gulgot Louisa Armstronga. Ba z przyjenością wróciłem do niesłuchanych od lat Mili Vanili. Wszystkie instrumenty zabrzmiały mi tak jak powinny. No i wokale kobiece. Tutaj trzeba usłyszeć wokal Loreeny lub Enyi (mam nadzieję, że prawidłowo odmieniłem :P).

Sybilanty:1(0)
Kolejna mocna różnica wobec T70p. Nie ma problemów na padach od HM5. Nic nie trzeba filtrować.  Wygładzenie dźwięku jest na takim poziomie, że już nic nie kłuje i nie boli. Nadal jest bardzo jasno i analitycznie. Ale podane jest to w sposób daleki od męczącego.
Wysokie:0
Jest ich mniej niż w T70p, mniejsza jest też rozdzielczość. Ale też nie tak całkiem. Mamy wrażenie, jakbyśmy oglądali bardzo ostry i kontrastowy obraz(T70p) z włączonym anty aliasingiem(T70), brak ostrych kantów i nagłych skoków. Zupełnie jakby tutaj był jakiś kompresor pilnujący naszego słuchu. 

Scena 5(6) i Izolacja 8(4)
Tutaj sprawa wygląda analogicznie jak w T70p



T5p
Po takich rewelacjach w T70 byłem przygotowany na niesamowitą ucztę w T5p. W tych słuchawkach występuje specjalny rowek w który należy zamocować pady. Dlatego nie bawiłem się w szczegółowe porówananie brzmienia skóry i weluru

Bas:-2
Jeśli w T70 bas jest lekko wycofany, to tutaj nadaje z drugiego pokoju. Nie tworzy nic. bo go po prostu nie ma. Nawet jeśli oczekujemy, że wydarzy się coś co znamy i mózg nam podpowiada, że to właśnie teraz będą spektakularne grzmoty, nic się nie dzieje. Ja się czułem jak dziecko któremu ktoś zabrał lizaczka. 

MidBas:-1
Tutaj jest już lepiej. Midbas podobny w jakości i ilości do tego z T70. Mamy ogólnie nodosyt, ale już jak ma wejść to robi to iście spektakularnie, mocno i z odpowiedniemi wypełnieniem. Pozawala na chwilę zapomnieć o brakach na dole.

Średnie:1
Na szczęście to co się tutaj dzieje powoduje przejście do innej galaktyki odbioru średnich tonów. Sposób prezentacji dźwięków ma tutaj też niebagatelny wpływ na całościowy odbiór. Dzięki temu, że mamy wrażenie umieszczenia źródeł przed nami, wszystko odbywa się w sposób naturalny (oczywiście tam gdzie nie było kombinowane z próbami binauralnymi), nic nam nie szaleje. Ja niestety rozpocząłem zabawę odsłuchową od elektroniki i muzyki 3D. Błędnik mi się rozszalał do tego stopnia, że zrobiło mi się niedobrze. Dopiero przy kolejnym podejściu, z muzyką akustyczną i koncertową, z muzyką klasyczną - tam T5p pokazują moc. Nawet basu nie brakuje.

Sybilanty: 1
Tutaj mam mieszane odczucia. W muzyce ogólnie opisanej jako słuchawkowa (wszelkiego rodzaju elektronika i syntetyczne brzmienia) sybilanty chcą przepiłować mózg na dwoje. I to nie te syntetyczne, tylko te z wokali. Szczególnie z kobiecych. Heidi Happy w Stay z płyty Touch Yello była jak chiński oprawca na torturach. Nie dało się wytrzymać. Z drugiej strony sekcja smyczkowa w uwerturze Wilhelm Tell, czy skrzypce w Czterech Porach Roku nawet nie zbliżały się do granicy nieprzyjemności. A na T70p kłuło niemiłosiernie.

Wysokie:0
Tutaj ocena totalnie neutralna. Były tak naturalne i oczekiwane, że aż nie wiem co napisać. Może to, że znowu w elektronice sprawiały wrażenie ciemnych słuchawek, a w muzyce akustycznej słuchawek jasnych.

Scena 9
Ocena sceny dotyczy tylko sytuacji kiedy nie czułem się jak na karuzeli. Wtedy było naprawdę bosko. Nie dość, że szeroko, to i bardzo głęboko, z wyraźnym podziałem na plany. Do tego źródła pozorne jak kreślone na obrazku. Po zamknięciu powiek było magicznie.

Izolacja 7
Trochę słabiej niż na T70 z padami od HM5, ale dalej wzorowo. 

Podsumowując - 
T70p to bardzo fajna alternatywa dla szukających bardzo skutecznych słuchawek przenośnych. Warunek aby nam się z nimi życie układało, to modyfikacja padów, i jeśli wybierzemy tańszą wersję (pady od HM5), zastosowanie odpowiednio gęstych płatków kosmetycznych.

T70 świetne allroundery. Słuchawki doskonałe do wszystkiego, w niczym wybitne. Ale też bez specjalnie słabych punktów. Warto zatroszczyć się o zmianę padów. Ja wybrałem pady od HM5 i był to strzał w 10tkę. Spodobały mi się do tego stopnia, że postanowiłem, że to właśnie one zastąpią D7100

T5p typowo wąsko wyspecjalizowane słuchawki. Wprawdzie najdrożdze z całej trójki, ale z najwęższa specjalizacją. 32Ohm impedancji i literka p w nazwie pozwala sądzić, że powstały z myślą o zastosowaniach mobilnych, jednak sposób prezentacji powoduje, że będą ich raczej słuchali ludzie o ściśle określonym guście muzycznym. Czyli idealny partner dla naszego AK120 :) w podróży.

Na zakończenie dziękuję firmom audiomagic.pl i mp3store.pl za udostępnienie słuchawek do recenzji.