Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cayin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cayin. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 10 stycznia 2017
Cayin i5
Audiofil to jednak dziwny ktoś. No bo czy normalnym jest podążanie wbrew nurtom? Cała technologia i technologiczny rozwój zmierzają do jak największej integracji i funkcjonalności w jak najporęczniejszej, najmniejszej formie, a w audiofiliźmie to dokładnie odwrotnie. Podczas gdy "normalni" ludzie chcą jak najbardziej uniwersalnego sprzętu, ci "normalni inaczej" uważają, że od integry lepsze są sprzęty dedykowane, że od kolumny lepszy zestaw głośnikowy z Bi-Wire, CD to CD a nie jakieś kombo z DVD, a odtwarzacz, Panie, to ma odtwarzać a nie śledzić wyniki na Forexie. I tak do najdroższych zalicza się sprzęty o funkcjonalności obciętej już dawno poza ramy przyzwoitości (choćby TerraPlayer), które przy tym mają być jeszcze niewygodne w użytkowaniu. Wtedy Audiofil czuje się spełniony. Ma sprzęt, którego nikt poza wąskim gronem znajomych nie rozumie. Ale poza tymi, do cna spaczonymi poszukiwaniem ideału, są też i inni, którzy "nie dają się zwariować". Dla nich producenci zmieniają niewygodne koszmarki w cudeńka techniki użytkowej. Dzięki temu mamy okazję obcować z urządzeniami takimi jak Cayin i5. Odtwarzacz multimedialny oparty na systemie Android.
niedziela, 14 lutego 2016
Sennheiser HD800s
Stało się. Sennheiser, jako kolejna firma z branży odświeża flagowce. I od razu idzie w modną czerń, bo przecież amelinowy plastik jest już passe. Nowa jest też cena, bo nie wypada przecież tak tytanicznej pracy jaką niemieccy inżynierowie wykonali, pozostawić bez nagrody. A cóż cieszy bardziej niż pełna kieszeń? No, w praktyce mają to być właśnie HD800s. Czyli zamiast podwyżek w Sennheiser, będą do obiadu rozdawane HD800s. Spokojnie, to tylko nie sprawdzona plotka, wszyscy przecież wiedzą, że tak szacowna firma może dać pracownikom tylko te, no, jakże upragnione, bony żywieniowe do biedronki.
poniedziałek, 25 stycznia 2016
Beyerdynamic DT1770 - Imperium kontratakuje ?
Od pewnego czasu na forum mp3store.pl panuje wojna. I nie jest to jakaś błahostka gdzie wysyła się się batalion wojska i giną dziewice. To wojna przez wielkie W. Są jeńcy, groźby, obrzucanie się błockiem, atakowanie niezainteresowanych i poważne dylematy moderatorów - zakopać czy dać na wykop? A sprawa jest dość błaha, bowiem dotyczy nowych słuchawek Dartha Vadera, a mianowicie DT-1770 z imperium Beyerdynamica. O Beyerdynamicu można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że sami sobie strzelają gole. Po tym co się o Vaderach czyta (taaa, nie ma to jak alternatywne nazwy dla słuchafonów), można dostać kociokwiku. Od pełnego zachwytu po straszną żałobę i ogólną rozpacz, że za wyglądem nie poszła jakość dźwięku. Bo że są piękne, to nie ma dwóch zdań. Są cudowne jak zbroja Vadera w pełnym słońcu. HOWGH!
wtorek, 19 stycznia 2016
Meze 99Classic - Recenzja krytyczna w sumie
O Meze w ciągu ostatnich kilku tygodni w internecie napisali już wszyscy. I pisali albo dobrze, albo bardzo dobrze. Część recenzentów, podchmielona jakimiś prochami wpadała nawet w zachwyt, zapominając o tym, że cygańskie słuchawki z Rumunii nie mogą być dobre, ładne i tanie. Jakaś pułapka musi być. No więc, pchany rządzą zrzucenia Meze z piedestału, zamówiłem je. Ot tak, w ciemno, najwyżej napalę nimi w kominku i upiekę na ruszcie króliczka, który znowu koło nogi się pałętał, a co...
wtorek, 8 grudnia 2015
Cayin iDAC - 6 + Cayin iHA-6 - zabójcze bliźniaki
Cayin to firma, która choć z Chin pochodzi, nigdy mi się z Chinami nie kojarzyła. Jakoś ta jakość i w sumie też cena, nie pasowały mi do CHRL. I nie był to żaden sprzęt z aspiracjami, a pełnoprawny produkt z górnej półki. Oczywiście nie tak górnej jak choćby Jadis, ale wystarczająco górnej, żeby znajomi i rodzina pukali się w czoło przy próbie dyskusji n/t zakupu i ceny urządzenia. I tak patrząc po cenniku produktów Cayina cieszyłem się, że jedyny słuchawkowiec w ofercie, HA-1A jest w przystępnej kwocie, bo kiedyś mogłem go sobie kupić. Oczywiście, wielokrotnie chciałem również wzmacniacz do głośników, ale w sumie i cena i priorytety zawsze odkładały zakup. Natomiast, kiedy całkiem nie dawno podjąłem decyzję o zakupie zestawu zbalansowanego do słuchawek, który miałby zastąpić tor zbudowany przeze mnie, Cayin takich produktów jeszcze nie miał. W poszukiwaniach moich trafiłem do Audiomagic.pl, gdzie zamówiłem do recenzji zestaw Schiit (Mjolnir i Gungnir). Kiedy już wiedziałem, że Gunwo u mnie jednak nie zostanie, otrzymałem propozycję wyrażenia opinii o nowych klockach Cayin - iDAC-6 oraz iHA-6. Zaszczyt i wzruszenie normalnie. Pierwsza recenzja napisana bez użycia domków już jest!
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Sennheiser HD800
W drodze odrabiania zaległości, trafiły do mnie na biureczko słuchawki flagowe Sennheiser HD800. Jak widać na powyższej rycinie, numerek świeży, więc pewność, że to najwyższa rewizja. A niestety ze świata i okolicy świata, dochodzą niusy, że poprzednie rewizję obsysają po całości. W związku z tym, że środek wakacji (a raczej ich większa połowa już za nami), w internetach zapanowała moda na pisanie bez sensu, bez zachowywania składni ani ciągu logicznego w zdaniach. Pojawiło się też sporo nowych słów, których za cholerę w słowniku znaleźć nie potrafiłem. Próbowałem coś w tej nowomowie napisać, ale poległem z kretesem. Dlatego, droga Gimbazjo (nie, nie, to nie do wszystkich, tylko do wybranych), dzisiaj znowu będzie trudno, bo po polsku.
Testów HD800 w internecie od groma, można by powiedzieć, że z HD800, jest jak z jedną Anastazją - każdy je miał. Po co więc pisać o czymś, czego wszędzie pełno? Tak na serio to nie wiem, ale obiecałem kilku osobom, że jak je już kupię to i tekst popełnię. No to popełniam.
Jak podaje Wikiphonia, HD800 są już z nami od 2009 roku, kiedy to na stanowisku flagowca zastąpiły model HD650, który nie został jednak wycofany z produkcji. Ot po prostu jest 150 numerków wyżej. Sennheiser zerwał tym modelem z dotychczasowym wzornictwem i ze słuchawek przypominających babcine nauszniki z wełny, pojawiły się hełomofony rodem ze Star Trek. Muszę się przyznać, że wg mnie to najładniejsze słuchawki jakie widziałem. Za sam wygląd są już warte połowę swojej ceny. I audiofilizm nie ma tu nic do rzeczy. To jest dzieło sztuki użytkowej. Idealnie wyważone, piękne i niesamowicie wygodne. HD800 wyposażono w 53mm driver o impedancji 300Ohm i skuetczności 102dB (1kHz, 1V). Niby 300Ohm, ale skuteczność powoduje, że po podpięciu do FIIO X5 grały lepiej niż przyzwoicie. Ani problemów z głośnością ani z wysterowaniem. Gdyby nie wielkość i fabryczny kabel o dł. 3m można by się pokusić o wyjście w nich z domu. Bo faktycznie wygoda sprawia, że łatwo się zapomnieć, że mamy coś na głowie.
Po przeczytaniu większości recenzji pojawił mi się obraz słuchawek pełnych sprzeczności, taki typowy miks oczekiwań recenzentów i ich gustów, z koniecznością napisania dobre recenzji, bo przecież słuchawki od dystrybutora, który może się obrazić. Moje pierwsze dni z nimi nie były specjalnie obiecujące. Słuchawki kupiłem używane (tak, znowu nie znalazłem firmy, która zechciałaby mi je wypożyczyć do recenzji), więc do efektów sonicznych musiałem dołożyć efekty zapachowe, ponieważ poprzedni właściciel, wzorem psa-strażnika, bardzo intensywnie zaznaczył na nich zapach swoich ulubionych wód kolońskich i perfum. Mnie niestety wszystkie intensywne zapachy strasznie przeszkadzają, więc pierwsze kilka dni głowa bolała mnie na samą myśl, że będę w nich siedział. Zapachu nie udało mi się do dzisiaj wywietrzyć, udało mi się za to nauczyć się go w pewnym stopniu ignorować. Dopóki nie wymyślę jak się tego pozbyć całkowicie, niestety będę cierpiał słuchając tych słuchawek.
Słuchawki podłączam do 2ch zestawów stacjonarnych (FCL + ES9018 oraz CitroneDAC + Cayin HA1A) oraz do jednego mobilnego (FIIO X5). Początkowo podłączałem do FIIO jeszcze wzmacniacz E12DIY, ale z pominięciem tego wzmacniacza, HD800 grają zdecydowanie lepiej.
Obaliłem sobie przy tym kilka krążących o HD800 opinii:
- HD800 to słuchawki analityczne, nie angażujące.
HD800 to słuchawki bardzo rozdzielcze. Bardzo analityczne. Dostarczające szczegóły garściami. Ale w żadnym wypadku nie są nie angażujące. Wręcz przeciwnie - ta ilość detali którą dostajemy, powoduje, że aż chcemy się zaangażować w ich odbiór. Mnogość faktur różnych dźwięków, elementy dotyczące samych realizacji, czy instrumentów, sama technika gry na instrumencie, to wszystko składa się na analityczną całość.
- HD800 to słuchawki suche i bez emocji.
Bzdura. Dzięki ilości detali zawartych w reprodukowanym nagraniu, docierają do nas całkiem nowe emocje, smaczki. Wielokrotnie podczas odsłuchu znanych sobie utworów, uśmiechałem się, zdając sobie sprawę, że słyszę coś po raz pierwszy. A miałem do tej pory wiadra słuchawek uchodzących za analityczne. Także emocje są, bo sposób podania tych smaczków różni się od typowego analitycznego przekazu. Nie mam ich podanych na dłoni. W trakcie słuchania po prostu akcent pojawia się w innym miejscu niż zazwyczaj, dzięki temu zwracamy uwagę na inne rzeczy. Nie są to też słuchawki do wszystkiego. Zdecydowanie lepiej sprawdzają się w muzyce spokojnej niż w jazgocie. Taki Helloween jest na nich kompletnie niestrawny, podczas gdy płyty Możdżera to najlepsze co mogło się trafić. Przy nich zamykam oczy i odpływam w muzykę.
- HD800 to słuchawki trudne do napędzenia
Kolejne nie. Wprawdzie potrzebują sporo prądu, i na niektórych systemach przy wyższych poziomach włącza im się jazgot, to są też i takie zabaweczki jak wspomniane wcześniej FIIO X5, które dają im radę, pomimo braków w elektrowni. Natomiast kluczowy jest dobór materiału. Jak przeczytałem, że jakieś Szatańskie wyziewy odtwarzane z Youtube zabrzmiały sucho i jazgotliwie to śmiechłem :) Przecież one właśnie tak brzmią.
- HD800 mają mało basu
W sumie to prawda, bo w takim Marillion, nie wykazywały tendencji do basowania. Ale też i kłamstwo, bo jak Zohar Fresco naparza w bębny, to aż mi się mózg przesuwa. Także, dla słuchających bezbasia - w HD800 nadal go nie będziecie mieli. Dla reszty - spokojnie basu jest dokładnie tyle ile trzeba.
-HD800 tną górnymi pasmami nawet najodporniejsze uszy
HD800 są piekielnie szybkie. To chyba najszybsze dynamiki jakie słyszałem. Pomimo podłączania ich do toru niezbalansowanego, nie zauważyłem jakichkolwiek zmuleń czy rozwlekłości. Dzięki temu wysokie tony sprawiają wrażenie idealnie wycelowanych pocisków. Nic nam też nie umyka, przykryte innymi dźwiękami. Więc jeśli w nagraniu coś słyszymy, to to po prostu tam jest i zostało zamaskowane. Idealne słuchawki do dobrych realizacji. Ale dzięki torom lampowym mamy szanse posłuchać też tych gorszych realizacji. Ładnie wygładzone krawędzie serwowane przez Cayina i Citrone, w połączeniu z rozdzielczością HD800 tworzą tercet praktycznie idealny.
- Scena i holografia w HD800 są jakieś dziwne
Sam tak kiedyś myślałem. Aż nie przyszła mi do głowy pewna analogia. HD800 mają taki sam sposób prezentacji jak 20m zestaw głośnikowy, jeśli staniemy tuż przed nim. Źródła dźwięku są po prostu ogromne, separacja również. Grają szeroko i zdecydowanie w pionie. Głębia jest dosyć ograniczona.
Balans tonalny jest zachowany. To najrówniejsze słuchawki spośród wszystkich dynamików jakich słuchałem. Są też najbliżej do słuchawek wykonanych w innych technologiach (elektromagnetycznych i planarnych). Nie gubią się jak dużo się dzieje w nagraniu, nic nie przysłania niczego. Wszystko mamy podane na tacy. Są po prostu świetne.
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Strzał z biodra - Shure SRH-1540
Dawno, dawno temu, na dzikim zachodzie, był sobie Old Shurehand. Pan ten po rozstaniu ze swoim czerwonym bratem Winnetou, postanowił założyć biznes. Wymyślił, że będzie sprzedawał kowbojom zestawy do samodzielnych operacji ran postrzałowych, takie "life-saving" na prerii. Znany był z pewnej ręki, więc i biznes wydawał się bezpieczny (Shure-self-operation-kit). Niestety z wiekiem, jego shurehand przestał być już shure, stał się bardziej Old Shakehand...No ale że nazwa Shure została już zarezerwowana, to trzeba coś było robić...I tak, będąc głuchnącym kowbojem, postanowił produkować słuchawki...
Oczywiście powyższa historyjka ma tyle wspólnego z prawdą, co polska rzeczywistość polityczna z rzeczywistością. Ale słuchawki SRH-1540, z najnowszej linii Shure trafiły do mnie na biureczko, dzięki uprzejmości kol. Undertaker(pozdrawiam). Do tej pory miałem do Shure raczej ambiwalentny stosunek. Bo niby robią dobry sprzęt, ale jednak jakiś tandetnie wykonany (piszę o słuchawkach, o niczym więcej). I albo doki w których notorycznie padają przetworniki (535), albo trzeszczące i skrzypiące SRH-940. Taki max plastik słuchawkowego świata, tyle, że markowy i za sporą kasiorę...Miałem też nieodparte wrażenie, że dla Shure słuchawki robi Beyerdynamic. Mocowanie muszli do złudzenia przypomina te znane z Beyerów, tyle, że wykonanie jakby ktoś projekt robił na podstawie fotografii szpiegowskiej. Ale w nowej serii (1440, 1540, 1840), o ile wrażenia produkcji w Beyerze pozostały, tak kompletnie znikło mi poczucie tandety. Słuchawki niestety podrożały względem starszej (?) serii. Nie wiem czy dobrze kombinuję, ale SRH-1540 to następca modelu SRH-940. I jeśli tak, to chyba wreszcie doczekałem się gracza godnego uwagi.
SRH-1540 to słuchawki zamknięte, polecane profesjonalistom. Mają dosyć sztywny, odpinany kabel, z nietypowymi konektorami, przypominającymi te ze słuchawek dokanałowych. Sam system działa sprawnie, szkoda, że do kabli DIY trzeba będzie płacić frycowe za nietypowe złączki. Poza słuchawkami i kebelkiem, w komplecie mamy drugi zestaw padów, drugi, dłuższy kabel, twardy futerał i redukcję na jacka 6,3mm. Zastosowanie małych jacków sugerować by mogło zastosowanie mobilne, jednak Sony NWZ-ZX1 nie poradził sobie z tymi słuchawkami wcale. Niby coś tam gra, ale strasznie cicho. Za wyposażenie olbrzymi plus.
Nowe Shure na głowie leżą bardzo dobrze. Nic nie uwiera, nic nie przeszkadza ani nie ugniata. Waga na poziomie pomijalnym. Pady rewelacyjne, niby jest ciepło w muszli, ale nic nie przeszkadza, głowa się nie poci. Jedynie sztywny kabel wymaga przyzwyczajenia. Tłumienie, pomimo użycia padów nie skórzanych, jest bardzo dobre. Nie są to wprawdzie doki, ale siedząc koło telewizora, byłem w stanie bez zakłóceń słuchać muzyki. Czasami tylko dzieci stały nade mną trochę za długo, czekając na reakcję.
Brzmienie Shure SRH-1540 bardziej przypomina słuchawki otwarte niż zamknięte. Prezentacja jest co prawda raczej bezpośrednia, jednak scena jest bardzo rozległa, sprawia wrażenie nie mającej granic. Wszystkie dźwięki rozchodzą się w kierunku od słuchacza, i nie trafiają na żadną ścianę. Mamy tutaj również, lubiane przez wielu czarne tło. Spora rozdzielczość i separacja, jednak ilość góry nie powala. Jest jej minimalnie mniej niż lubię, trochę jak w HD650. Jakość świetna, aż chciało by się żeby było więcej. Średnie tony w zależności od toru od bezpośrednich (Cayin HA-1A) do lekko cofniętych (Violectric HPA V181). Bardzo bogate, równie szczegółowe jak wysokie, zawierające sporą dawkę energii. Wyraźnie i barwnie podawane wokale. Dolna średnica wybija się na pierwszy plan powodując wrażenie ocieplenia przekazu. Słuchawki bardzo dobrze oddają dynamikę nagrań, jednakowoż potrafią się pogubić przy głośniejszym słuchaniu. Dla mnie wtedy było już trochę za głośno, więc to nie wada, ale wspomnieć należy. Przy większych głośnościach bas trochę dominuje resztę pasm. Ale jest to dominacja wynikająca z ilości a nie z niewyrabiania się przetwornika. Poza tym sam bas prezentuje się świetnie. Mocny i zwarty, punktowy, bez misiowatych klusek. Schodzi bardzo nisko. SRH-1540 świetnie różnicują faktury w niskich rejestrach, nie mają maniery, robią to, co trzeba. Mocny wzmacniacz radzi sobie z tymi niuansami bez problemu i tak naprawdę przestają one przeszkadzać.
Shure SRH-1540 to zdecydowanie krok do przodu. SRH-940 były dla mnie najbardziej bezpłciowymi słuchawkami jakie miałem na głowie. Niby wszystko w nich w porządku. Niby każde pasmo jak trzeba i brzmienie super. Ale jednak nudne jak flaki z olejem, no i wykonanie fatalne. SRH-1540 nie dość, że nie są nudne, to jeszcze brzmieniowo są poprawione. Wymienny kabel to również plus, nawet jeśli ma niestandardowe końcówki. Zdecydowanie najlepsze do tej pory słuchawki Shure jakich miałem okazję słuchać.
czwartek, 15 maja 2014
Audeze LCD-3
No i stało się. Wylądowały u mnie na biureczku. Są i nikt mi już nie zabroni napisać o nich tego co o nich myślę. Jakoś tak się stało, że zachwyty nad flagowym produktem w sieci to norma. Baa nie dość, że ludzie popadają nad mini w zachwyt, to dla niektórych stały się praktycznie obiektem kultu. A czy faktycznie są takie dobre jak o nich się pisze i mówi?
Model LCD-3 w ofercie Audeeze, to flagowiec. Prawdziwy klejnot w koronie. Słuchawki określane przez wielu mianem "State-of-the-art", znaczy się dzieło sztuki. O ile model LCD-2 okazał się był ledwo dziełem, bo na sztukę już materii nie starczyło, tak w tym wypadku muszę przyznać, że do sztuki jest mu naprawdę blisko. Jeśli miałbym opisać je bardzo szybko, i w skrócie to napisał bym: .... Eeee nie. Nie dam Wam szansy zakończenia czytania tak szybko.
Po wyjęciu słuchawek z prze-hiper-mega-pancernego kuferka, możemy zacząć podziwiać kunszt rzemieślniczy firmy Audeeze. Słuchawki sprawiają jednocześnie wrażenie delikatnych i solidnych. Same słuchawki wyglądają na niezniszczalne, za to system mocowania ich do pałąka i system regulacji jest z wyglądu delikatny. Na szczęście w czasie, kiedy słuchawki były u mnie nic nie odpadło, poczucie było jednak dosyć niekomfortowe. Słuchawki są ciężkie. Nawet bardzo. I bliźniaczo podobne do LCD-2. Wynikają z tego cechy, dla mnie nawet wady, które opisałem już przy okazji LCD-2. Chodzi mianowicie o pady, ich kąt nachylenia i samą siłę docisku słuchawek do skroni. Przy tej wadze użytkowanie Audeeze było dla mnie dosyć niekomfortowe. Pady powodowały, że przy każdym ruchu głową słuchawki przesuwały się do przodu, odchylając od głowy tylną część. Siła ucisku była przy tym naprawdę spora (okularny przeszkadzają, i to bardzo). Słuchawki bardzo mnie cisnęły w żuchwę. Wychodzi, że na długie odsłuchy to tylko z głową na poduszce. I w całym tym konstrukcyjnym artyźmie jedna rzecz nie daje mi spokoju. Na cholerę Audeeze zastosowali miniXLR w wersji stereo??? Przecież do słuchawki i tak potrzebne są tylko 2 przewody. A tak mamy niestandardowe rozwiązanie z użyciem jakże standardowych wtyków. Znaczy to, że jak już mamy jakieś fajne kable pod ręką to i tak nic z tego nie będzie...Robimy na nowo.
Zauważyłem jeszcze jedną nieciekawą cechę. Po założeniu słuchawek mamy wrażenie że na głowie wylądowały idealnie uszczelnione słuchawki zamknięte. Jakikolwiek ruch słuchawki w kierunku głowy powoduje znaczny wzrost ciśnienia i osoby z bardziej wrażliwymi uszami mogą odczuwać dyskomfort. Oczywiście wrażenie posiadania słuchawek zamkniętych ginie, jeśli pojawi się jakikolwiek dźwięk z zewnątrz. Czyli mamy na uszach przepuszczający dźwięki ale za to blokujący powietrze twór.
W zestawie mamy poza panc-kuferkiem jeszcze 2 przewody. Jeden z nich jest zakończony wtykiem XLR, z czego byłem naprawdę zadowolony. Baaa taki mały szczegół a spowodował prawie euforię :)
No to skoro (nie)przyjemności za nami, to czas posłuchać. Słuchałem z użyciem:
- HM-901 w wersji Balanced i Standard
- FCL w wersji Balance i Un-Balanced
- Cayin HA-1A
- ES9018 DAC + Xmos
A porównywałem do Lime Ears LE3SW, HiFiMAN HE-5LE, Yamaha YH-100. Na samiuśkim początku powiem, że wersja niezbalansowana słuchawek i odsłuchy przy takim podłączeniu, to jak lap-dance w wykonaniu przepięknej blondynki, z biustem na wyciągnięcie ręki, podczas gdy siedzimy gołym zadem na potłuczonym szkle...Niby się da, ale jak wiemy, bez szkła byłoby przyjemniej.
Będąc przygotowywanym przez wiele recenzji do basu, jaki ma mi zaserwować Audeeze, rozczarowałem się. Ale jednocześnie odetchnąłem z ulgą. Bas miał być iście epicki w ilości pozwalającej na burzenie Muru Chińskiego. SuperSubwooferowy i generalnie bassy. Zdziwiony jestem, bo YH-100 mają basu kilka kilo więcej. Zatem nie zostałem powalony ilością. Na szczęście. Chociaż jest tegoż basu mniej niż w Yamahach to jest go więcej niż w HE-5LE. Znaczy, że jest go dokładnie tyle ile trzeba. A jakościowo to dokładnie to czego trzeba. Będąc przyzwyczajony do słuchawek planarnych nie siadłem wprawdzie z wrażenia na ziemi, nie musiałem też zbierać szczęki z podłogi (szczęka była trzymana przez pady LCDków). Wrażenie było jednak kosmiczne. Kolejne słuchawki planarne, które udowadniają mi, że jest to właściwa technologia dla słuchawek.
Bogata w doznania średnica to domena słuchawek planarnych. Nie inaczej jest w przypadku LCD-3. Na średnicy dzieje się dużo. Żeby nie powiedzieć wszystko. Pozostałe pasma to elementy towarzyszące. Wpływające na obiór klasy tych słuchawek. Za to średnica przykuwa naszą uwagę to tutaj odbywa się przedstawienie. Wokale są świetne. Czyste, głębokie i pełne emocji. Instrumenty brzmią żywo i wiernie. Generalnie ciężko napisać cokolwiek w tym temacie, tak, żeby nie zostać posądzony o grafomaństwo. Zupełnie jak z dowcipem o Żydzie. Opowiedziałbym Wam, ale boję się, że spalę...
Wysokie, zupełnie jak w przypadku LCD-2 to Pięta Achillesowa Audeeze. Jest o niebo lepiej niż w przypadku LCD-2, ale nadal są problemy. Góra niby jest rozdzielcza, ale wyraźnie słychać kompresję, niby nie jest schowana, ale niektórych dźwięków brakuje. Chociaż najgorsze wrażenie robi lekka "cyfryzacja" wysokich tonów. Takie wrażenie, jakby coś zakłócało przekaz. Najwyraźniej było to słyszalne na HM-901. Najmniej na Cayin. Taki malutki hint - jeśli nie macie zbalansowanego toru, jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest dobra lampa. Żaden tranzystor nie da Wam tego, co dać Wam może wzmacniacz i lampowe granie jego :P.
Scena i prezentacja to sfera w której znajduję największe różnice w stosunku do LCD-2. Nie ma grania przez rurę, punktowej prezentacji. Nie ma wprawdzie "Stepów Akermańskich" znanych z K(Q)701. Ale generowana scena ma właściwą szerokość, wręcz wzorcową holografią i podziałem na plany. Separacja instrumentów i kanałów świetna. Dla mnie największa wada LCD-2 została wyeliminowana.
Podsumowując brzmienie, to najbliżej mi było z LCD-3 do ... Lime Ears! Tyle, że LE3SW mają dużo lepszą górę. I nie ważne co bólodupce napiszą mi później. To jest prawdziwa rekomendacja z mojej strony - porównanie LCD-3 do Lime Ears. W kategorii słuchawek "efekciarskich" Wybrałbym YH-100. W kategorii wygoda i komfort - HE-5LE. Ale w kategorii słuchawki nauszne - LCD-3. Tak, ze smutkiem muszę przyznać, że zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Ze smutkiem dlatego, że aktualnie mam do kupienia samochód i niestety środki finansowe muszę przeznaczyć na co innego. A środki potrzebne na te słuchawki starczą na całkiem niezły, 10 letni wózek :) Kosztują bowiem 1940$, co na "nasze" wychodzi jakieś 7400 pln. I tak naprawdę to jest jedyna wątpliwość dotycząca tych słuchawek...
Za możliwość poczytania o LCD-3 dziękować możecie firmie audiomagic.pl.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













