Od pewnego czasu zauważam mocno niepokojący trend. Sprzęt przenośny który ma grać dobrze musi być niewygodny w użytkowaniu. Pochód w kierunku ciemnej strony mocy rozpoczął iPod Shuffle - ale ten przynajmniej miał jakieś uzasadnienie. Był mały i po prostu nie było miejsca na dodatkowe wyświetlacze. Później nastał czas HiFiMan. Od 801 przez 901 do 802 (innych nie używałem, przepraszam) wygoda użytkowania przypominała jeżdżenie Ferrari z pedałami i kierownicą z żywego ognia. Jeśli próbowało się cokolwiek zrobić, człowiek od razu zaczynał żałować. W sumie świetny sposób na to, żeby pakować po katalogach jak najwięcej utworów i słuchać od deski do deski. Wcześniej, chociaż u mnie później, był ColorFly C4 i C10. Urządzenia tak uproszczone w obsłudze, że aż strach. Niewiele brakowało, a przychodziły by w formie zestawu DIY, żeby Audiofil miał bardziej pod górkę. No a po drodze - iBasso DX - sprzęt, który pomimo świetnego brzmienia nie wytrzymał u mnie ze względu na obsługę, seria AK od irivera, w której niby wszystko jest w porządku, ale zgrzyty przy przewijaniu długich list przez te dotykowe ekrany, reagujące jak martwa kobieta na kwiaty, czy w końcu bohater dzisiejszej opowieści - TEAC HA-P90SD. Sprzęt który jakby mógł, to by wybuchał w twarz zaraz po pytaniu: "Czy jesteś naprawdę pewien, że chcesz mnie używać".
piątek, 20 listopada 2015
czwartek, 19 listopada 2015
Schiit Mjolnir2+Gungnir
Na tegorocznym Audio Video Show, będąc na stoisku Audiomagic.pl miałem możliwość posłuchać nowego wynalazku prosto od Schiit - wzmacniacza zbalansowanego Mjolnir2. wzmacniacz wpięty był do niezbalansowanego Chord Hugo, a to wszystko napędzało LCD4 od Audeze. O ile same Audeze grały jak zepsute (co później okazało się niestety smutną prawdą - przestały grać całkiem), o tyle moje T1.2, które miałem ze sobą zagrzmiały dźwiękiem wielkim i potężnym. Umówiłem się z Patrykiem na wypożyczenie sprzętu, i napalony jak grabarz na złote zęby, czekałem na upragniony sprzęt. Ten dojechał do mnie w towarzystwie Gungnira, drugiego klocka do prawie-topowego-zestawu Gunwo (znaczy Schiit), a ja mając niedobory w wolnym czasie smutno marzyłem o dłuższych odsłuchach.
sobota, 24 października 2015
Beyerdynamic T1 Gen.2
Od kiedy w zeszłym roku popełniłem okrutny błąd i kupiłem pierwsze słuchawki STAX, świat pogoni za wszelkiej maści zwierzątkami futerkowymi zaczął dla mnie tracić sens. Najpierw Lambdy Pro, później SR-007, na koniec SR-009. Skompletowałem do tego właściwy tor i kiedy w czerwcu zorientowałem się, że nawet grając w Wiedźmina 3 używam SR-009, postanowiłem sprzedać całą bogatą kolekcję zabawek związanych z tradycyjnymi słuchawkami. A w decyzji pomógł mi nasz kochany NFZ wyznaczając mi operację(a raczej rzeźnicki zabieg unieruchamiający) na koniec 2016r. I kiedy będąc już po wszystkim (i po wyprzedaży i po operacji) jarnąłem się, że łażąc po internecie bez celu, tak naprawdę szukam czegoś do kupienia, postanowiłem schować SR-009 do pudełka, a dla siebie kupić coś czego zawsze chciałem a czego nigdy na własność nie miałem (2 miesiące wypożyczenia się nie liczą). Zbieg okoliczności w postaci promocji na nowy model w mp3store.pl tylko przyspieszył decyzję. Stałem się więc (chyba) pierwszym posiadaczem Beyerdynamic T1 Gen.2 na Wisłą (w moim przypadku nad Odrą). A skoro się nim stałem, to zostałem poproszony (taa jasne...), o recenzję tych słuchawek. Oto i ona.
sobota, 22 sierpnia 2015
Astell&Kern - Flagowiec AK380
Przyznam, że po AK240, całkowicie straciłem zainteresowanie top modelami od A&K. Ba, nawet taki Junior, który niby to wywołał poruszenie, okazał się być w moich oczach (uszach) urządzeniem dość mocno przeciętnym, a przy tym wycenionym w strasznie dziwny sposób. Wiele osób argumentuje, że Marka Astell&Kern to prestiż i coś za co warto zapłacić. Wszystkim tym "zachwytasom" przypomnę, że marka i prestiż powstaje latami, pokolenia na to pracują i wtedy można za to płacić. Astell&Kern to twór raptem 2 letni. Więc gdzie tu prestiż? Ano, jak się okazuje, odpowiednia cena, powoduje też właściwy odbiór. I tak dochodzimy do dzisiejszego bohatera, Odtwarzacza przenośnego AK380, flagowego modelu marki Astell&Kern, należącej do koreańskiego irivera.
czwartek, 20 sierpnia 2015
Oppo PM3
Jest hype jest impreza, jak to stwierdził kiedyś jeden z forumowych kolegów. Oppo PM-1 i PM-2 przeleciały trochę jak grochówka przez układ trawienny. Natomiast model PM-3 zawadził już nasze realia trochę mocniej. Znaczy musi być coś na rzeczy. No i nie mogłem sobie odmówić przyjemności opisania tych słuchawek.
środa, 19 sierpnia 2015
FIIO X5 II
Czas jakiś temu miałem przyjemność recenzować FIIO X5. Byłem wtedy posiadaczem genialnego dźwiękowo HM-901. Był on również genialny inaczej w kwestii obsługi. Po tym jak pomacałem X5 zapragnąłem normalności, również w kwestii ergonomii. HM-901 najpierw został wymieniony na HM-802, a później na FIIO X5. W międzyczasie miałem jeszcze okazję nabyć recenzowany przez siebie egzemplarz AK120 II, ale po pierwsze, różnica w jakości brzmienia (jeśli rzeczywiście była, bo mogły być to moje zwidy), nie była warta dopłaty, a po drugie FIIO X5 był dużo mniej problematycznym, lepiej dopracowanym urządzeniem, o znacznie wyższej funkcjonalności. No i po prawie pół roku dobrego, postanowiłem złapać swój własny ogon i wymieniłem X5 na Colorfly C4, urządzenie, w którym przyjemność słuchania jest przeciw proporcjonalna do wygody użytkowania. A przyjemność ze słuchania jest zaiste ogromna. A, że historia lubi się powtarzać to mam też FIIO X5 II. Najnowsze dziecko chińskiego producenta, jeszcze kilka dni flagowca (bo lada dzień pojawi się X7), DAP'a który wg. zapewnień projektantów bez zmiany ceny robi nawet nie krok, a wielki skok w stosunku do poprzednika.
wtorek, 23 czerwca 2015
Audeze Deckard - DAC/Amp Integra
No i stało się, Audeze dołączyło do producentów elektroniki. Padł ostatni bastion i od teraz poza słuchawkami Audeze ma w swojej ofercie również integrę. Do stworzenia tego projektu zatrudniony został Cryus Legg, człowiek tak znaczący dla audio co Xing Shu dla rozwoju kolei parowych w XVIII w. Mr. Legg, który do tej pory uzbrajał w elektronikę NFZ w Kalifornii, pełen animuszu przystąpił do pracy i wespół w zespół z amerykańskim biurem projektowym BMW Design Works (w skrócie BMWDW), skonstruowali wzmacniacz. Dali radę w nim jeszcze oprócz kilku kilo emejzingu, upchnąć DAC. Całość szefowie p. Legg'a wycenili na 699$ i wypuścili na rynek chrzcząc to cudo imieniem Dekard, zapewne po Ricku Deckardzie, z Łowcy Androidów. A ja, dzięki uprzejmości Audiomagic.pl mam okazję dzisiaj o nim pisać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





