poniedziałek, 24 czerwca 2013

Manowar - Faceci w rajtuzach??



Długo nic się nie działo na blogu, ale kto blogerowi nakaże ? Maiłem zamiar pisać o Equalizerach, o kolejnych kablach (kopać leżącego ? mniam). W między czasie skończyłem kolejną wersję nieśmiertelnego już klona Lehmanna. I dorwałem w swoje ręce 3 ostatnie płyty Manowar. Słuchaczem Hard 'n Heavy jestem od kołyski, a sam Manowar jest jednym zespołem, który na mojej półce z muzyką ma osobne miejsce. Są tam wszystkie oficjalne wydania jakie udało mi się zdobyć. Z różnych względów miałem przerwę w zbieractwie. Jednak całkowicie przypadkiem Manowar dał znać, że żyje, że ma się dobrze(?). Ostatnia płyta z którą mialem styczność to "Warriors of the World", która powstała jako trybut dla ofiar wydarzeń wrześniowych w NY. Wtedy też troszkę moja miłość do nowych dokonań mr. DeMaio i kolegów opadła. Płyta była słaba i patetyczna.

Pierwsza z płyt, do których mialem się przekonywać to reedycja? renagranie ? pierwszej płyty Manowar - Battle Hymns, z moim all-time-fav'em - Battle Hymn. Fajnie, że chłopaki z braku pomysłów wpadli na ponowne nagranie starych hiciorów, jednak zanim się za płytę zabrałem, miałem mieszane uczucia (coś jak upadek teściowej z urwiska na naszym nowym aucie). Jakież było moje zaskoczenie po przesłuchaniu calej płyty, kiedy okazało się, że jest ona świetna. I nie chodzi o dobrze znane mi numery, które po prostu lubię. Chodzi o nowe aranżacje, które nie zmieniły ich charakteru. Chodzi również o realizację, która w przypadku metalowych zespołów, delikatnie mówiąc kuleje. Jakość dzwięku i mastering mnie powalił. Aż się przyjemnie sluchało, żadnych wpadek. No i Battle Hymn AD 2010 brzmi po prostu genialnie.


Zachęcony zabrałem się za ostatni twór amerykańskich weteranów. I tym razem się nie zawiodłem. Wrócił stary, dobry Manowar. Od początku do końca płyta dobrze nagrana, charakterystyczne dla zespołu brzmienie. Melodie które muszą się podobać. Mocnym akcentem jest Hail, Kill and Die. ale praktycznie każdy utwór nie zachęca do pominięcia. Świetna robota. 

Zabrałem się więc do studiowania internetowych opinii o tej produkcji i jakież wielkie było moje zaskoczenie, kiedy zobaczyłem bardzo niskie oceny. Recenzenci zarzucają Manowar wtórność. Hej, shut the fuck up !!! Oni tak grają, tak brzmią, za to właśnie ich lubię ! Siakaś nowomoda powstała, żeby nagrywać zaskakujące albumy, a jak ktoś nagra płytę w swoim stylu, to już jest beee. Takim recenzentom mówimy - wypad ! Następne zarzuty, to warstwa tekstowa - że niby o zabijaniu, wojnie, poświęceniu i takie tam dyrdymały. No do cholery jasnej! Od 30 lat piszą takie teskty, aż tu nagle młodym gówniarzom się to nie podoba ! Wypad, nie słuchać, brać się za Biebera i inne debilizmy. Teksty Manowar to od zawsze była delikatna i wysublimowana poezja, niedostępna dla słabych (vide "Hail and Kill"). Na koniec oczywiście standardowy argument o śmieszności, o końcu mody na Heavy Metal (hmmm, mody ??), i przemijaniu. Normalnie z rozrzewnienia aż mi się oczy spociły. Biedni jesteśmy, wszystko już nie takie jak kiedyś. No ale, to w końcu dobrze, że grają jak kiedyś czy źle ?

Zamiast roztrząsać gówniane problemy małoletnich recenzentów-masturbatorów, zabrałem się za przesłuchiwanie dyskografii od początku. I zadowoleniem stwierdziłem, że od początku realizacja, oczywiście jak na ten gatunek, stała na wysokim poziomie. 

Pozdrawiam Was radosnym Hail and Kill :)