wtorek, 25 marca 2014

HiFiMAN HM-901



Walczyłem, łaziłem, ale nikt się nie chciał zlitować, dlatego po lekkiej akcji wyprzedażowej, dzisiaj mam wreszcie okazję napisać recenzję urządzenia prosto z CHRL - HiFiMAN HM-901.

Na początek maluśki disclaimer - aby móc Wam opisać to urządzenie, musiałem pozbyć się kilku innych zabawek (w tym mojego AK120), dlatego warto zaznaczyć, że recenzja nie jest przez nikogo, poza mną, sponsorowana.



Z daleka
HFM przyzwyczaił nas już do poważnego pakowania swoich produktów. Tym razem nie chce być inaczej. Pudełko sugeruje, że zawartość to coś ekskluzywnego i wartościowego. Wewnątrz, poza samym DAPem, znajdziemy ładowarkę, kabel połączeniowy USB, kabel z wyjściem RCA i Coaxialnym. Zaskoczony byłem nietypowym, jak na dzisiejsze czasu złączem komunikacyjnym. W czasach kiedy wszystkie firmy dążą do unifikacji urządzeń ze standardem microUSB, umieszczanie własnego złącza komunikacyjnego jest cokolwiek dziwne i nieergonomiczne. Dodając do tego żenująco krótki czas życia na baterii, zmuszeni jesteśmy wszędzie ciągać ze sobą ładownicę. Ba nie wystarczy kabelek połączeniowy z USB, ponieważ HM-901 przez USB się nie naładuje. Tylko i wyłącznie oryginalna ładowarka i koniec. Na stronie polskiego dystrybutora brak niestety informacji o możliwości zakupu samej ładowarki...Za to na Head-Direct, kosztuje ona bagatela 69$. No to musi być jakaś zajebiście audiofilska ładowarka, skoro dając impulsowe zasilanie 8,4V kosztuje ona taki majątek. A to podobno iriver goli klientów. Wersja kupiona przeze mnie to standard + balanced card. Po cenie karty (299$) spodziewałem się jakiejś kosmicznej technologii. Zastałem 4 opampy opa627 i kilka elementów SMD (kondensatory i rezystory). Zaiste, warte swej ceny. No ale, dopóki inny Chińczyk nie skopiuje tego rozwiązania, to przyjdzie nam płacić frycowe. O ile będziemy chcieli czegoś więcej niż cegła z kółeczkiem.



Z bliska
HM-901 to sporych rozmiarów cegła. Dobry centymetr wyższy i kolejny centymetr grubszy od AK120. Przy pierwszym kontakcie rzucają się w oczy otwory do wentylacji wnętrza. Po dłuższym użytkowaniu okazuje się, że są one konieczne, urządzenie grzeje się całkiem mocno i z wnętrza wydobywa się milutkie ciepełko. Od frontu mamy jeszcze przyciski nawigacyjne i (nie)znany już z iPoda clickwheel, ochrzczony tym razem mianem tajczi łila. Jest to chyba (po potencjometrze) najdziwniejsza i najdziksza część odtwarzacza. Pracuje tak dziwnie, że próba przekręcenia jednym palcem, nie zawsze się udaje. Za to już jeśli weźmiemy kółeczko w dwa kciuki, kręci się elegancko. Kolejnym dziwnym elementem jest potencjometr. Zapomnijcie o jakiejkolwiek próbie zmiany głośności jednym palcem, jest to po prostu niemożliwe. Do tego skala ma aż 16 pozycji. Przy precyzyjnym, wprawdzie cyfrowym, potencjometrze znanym z AK120, ten wygląda jak finezyjne urządzenia do rąbania drewna, potocznie zwane siekierą. Z lewej strony urządzenia mamy przełącznik Normal/Balanced, który przydaje się w przypadku używania kazrty zbalansowanej oraz gniazdo kart SDXC, działające z pełną prędkością karty. Brawo. Wrzucanie 120GB muzyki na kartę z prędkością dochodzącą do 15MB/s to rzeczywiście coś w stosunku do marnych 5MB/s w AK. Brawo. Z prawej strony mamy suwak Power, przełącznik HD/Vintage (???), Przełącznik Low/High Gain oraz suwak blokujący działanie przycisków (?). Naprawdę ktoś wpadł na to, żeby w urządzeniu, w którym przypadkiem da się tylko wybić nim sobie zęby, zamontować lock/unlock.




Po tygodniu zrozumiałem - jest to JEDYNY fizyczny przycisk, który można przypadkiem przełączyć, ponieważ wystaje dość znacznie poza obrys urządzenia. Od dołu gniazdo komunikacyjne i suwaczek blokujący dostęp do baterii. Dobrze, że tam jest, bo w dziennie zdarza mi się kilkukrotnie wyjąć i włożyć baterię, tylko dlatego, że HM-901 stracił ochotę do rozmów ze mną. Na szczęście dzieje się tak tylko w przypadku, kiedy jedna playlista się skończyła i zaczynamy buszować po karcie w poszukiwaniu kolejnych utworów. Generalnie responsywność i ogólna ergonomia systemu to jakiś ponury żart. Coś, że niby prawdziwy audiofil powinien znieść to z uśmiechem na twarzy. Ale niestety kolejne próby uruchomienia ulubionego utworu zakończone niepowodzenie, skutecznie zniechęcają do dalszego używania sprzętu. Niby jest obsługa CUE, ale próba uruchomienia takiego pliku, u mnie skończyła się niepowodzeniem. Za to, informacja o braku gapless wydaje mi się trochę przesadzona.



Chociaż próbowałem, to nie wyłapałem przerw pomiędzy utworami z tej samej płyty. Zmiana odbywa się płynnie i praktycznie niezauważalnie. Gorzej z porozrzucanymi po katalogach plikami. Tutaj czasami słychać nawet trzaski w słuchawkach. W ogóle piski, trzaski i dziwne skrobanie, to dźwięki które nam towarzyszą podczas uruchamiania urządzenia i tak aż do uruchomienia pierwszego utworu (to się udaje na szczęście zawsze). Interface potrafi się też zawiesić, tak, że jedynym sposobem na przywrócenie go do działania, jest wyjęcie baterii. Na szczęście nie generuje wtedy żadnych dźwięków więc nie ma obaw o zdrowie. HM-901 umożliwia poza odtwarzaniem kolejnych utworów z katalogu, możliwość zapętlenia utworu lub katalogu/playlisty, odtwarzanie losowe z katalogu/playlisty i ... nic więcej. Playlisty budowane są automatycznie dla wybranego artysty, albumu lub gatunku. Mamy też możliwość odtworzenia wszystkich plików muzycznych znajdujących się na karcie (czy wspominałem już, że HM-901 nie posiada żadnej pamięci wbudowanej, dostępnej dla użytkownika?).



Z wnętrza
No dobra, użytkowo to sztuka klasy mega kupa. Dawno takiego koszmarka w rękach nie miałem. Serio. A dźwiękowo ? Do odsłuchów wykorzystałem:
Słuchawki: Lime Ears LE3SW (56Ohm - tryb Basowy lub 82 Ohm - tryb neutralny), HiFiMAN HE-5LE, HiFiMAN HE-300, Beyerdynamic T70
Jako odbiornik sygnału Coaxialnego - SabreDAC
Wzmacniacz do odbioru sygnału liniowego - FCL i Cayin HA-1A
Jako system referencyjny FCL + SabreDAC i AK120



Czy w takim razie Hm-901 gra od AK120 lepiej, bo pewnie to jest pytanie, na które od początku recenzji czekacie :) Nie. Gra inaczej. Nie gra też gorzej. Pierwsze co się rzuca w uszy przy zmianie, to podbite w HM-901 pasma midbasu i dolnej średnicy. Daje to wrażenie większej energii i dynamiki w stosunku do AK120. Jest bardziej efektownie. Ale jest też bardziej intymnie (takie słowo na łagodne określenie obcinania sceny). W porównaniu do dużych klocków, czy choćby AK120, HM-901 gra bardziej skondensowanym dźwiękiem. Oczywiście, plany poukładane są perfekcyjnie i żadne zło się nie dzieje. Jest po prostu węziej. Ale poza szerokością brakuje też trochę powietrza, co znowu daje delikatne wrażenie przyciemnienia. Poza tymi różnicami, jest jeszcze jedna. Wszystkie te poprzednie cechy wpływają na jedno - wrażenie niesamowitej mocy i energii w nagraniu. Jak to mawiali starożytni - jest pierdolnięcie. I to naprawdę potężne. Po pierwszych taktach swoich ulubionych utworów testowych miałem wrażenie, jakbym dostał do testów mocniejszego RSA Predator. Sygnatura dźwięku jest wręcz łudząco podobna. HM-901 zdecydowanie lepiej też współpracuje ze słuchawkami własnej produkcji. Szczególnie w trybie zbalansowanym. Zarówno brzmienie jak i kontrola jest bardzo dobra. Kompletnie nie ma wrażenie użytkowania sprzętu niestacjonarnego.



Podsumowanie
HiFiMAN wyprodukował stacjonarne urządzenie przenośne. W moim przekonaniu nie jest to portable, raczej zintegrowany system słuchawkowy, który powinien podróżować od gniazdka do gniazdka. W tej roli będzie się sprawdzał świetnie. Jako sprzęt portable już gorzej. Funkcjonalność jest na podobnym poziomie co w przypadku ColorflyC4 i niestety mocno odstaje od tego co prezentuje sobą seria Astell&Kern, czy choćby urządzenia od iBasso lub FIIO. Zupełnie jakby ktoś chciał żeby naprawdę dobre brzmienie każdy kto go zapragnie musiał odpokutować. Braki w oprogramowaniu czy stabilności to nawet nie Pięta Achillesowa, to aż cała noga, żeby nie powiedzieć więcej. Jednak dźwiękowi puryści będą usatysfakcjonowani. Im na pewno cierpienie związane z użytkowaniem HM-901 nie będzie przeszkadzać. Wszystkim innym polecam raczej urządzenia innych firm. Na koniec cena. Koszt 4449 za urządzenie w wersji podstawowej i aż 5749 za wersję z kartą zbalansowaną to jakaś masakra. O niebo bardziej funkcjonalny, grający na tym samym poziomie, AK120 został za cenę potraktowany jak sposób na dojenie klientów. W tym świetle HM-901 jawi się jako robienie sobie z klientów jaj. I to w pełnej krasie.