niedziela, 17 listopada 2013

Ile da się wycisnąć z 2ch przetworników - CIEM LE2


Witajcie, dzisiaj ciąg dalszy (p)opisów słuchawek od Lime Ears. Jako, że o firmie z Warszawy pisałem już wcześniej, dzisiaj przedstawię tylko słuchawki. A jest to drugi, a właściwie pierwszy model z oferty Lime Ears, mianowicie LE2. Konstrukcja bazująca na dwóch przetwornikach armaturowych, zalewanych, jak wszystkie produkty Lime Ears w akrylu. 




Słowem wyjaśnienia, co to takiego ten przetwornik armaturowy ? Poza najlepiej znanymi przetwornikami dynamicznymi, przypominającymi właściwie ten znany z kolumn głośnikowych, z membraną, dość często w słuchawkach występują też przetworniki elektrostatyczne, planarne (ortodynamiczne) no i właśnie armaturowe. O ile w słuchawkach nausznych spotyka się praktycznie tylko przetworniki dynamiczne, planarne lub elektrostatyczne, tak w słuchawkach dousznych lub dokanałowych są tylko przetworniki dynamiczne i armaturowe. W przetworniku armaturowym, to nie membrana odpowiada za tworzenie dźwięku, a drucik umieszczony wewnątrz spiralnej cewki zawieszonej w polu magnetycznym. Drucik ten podłączony jest do membrany, na którą przenosi drgania wywołując dźwięk. Taka konstrukcja powoduje, że  przetwornik armaturowy może być naprawdę niewielkich rozmiarów w porównaniu do podobnie skutecznych przetworników dynamicznych. Dzięki tym zaletom da się je umieścić w odlewie(wycisku) ucha, a więc stworzyć słuchawkę spersonalizowaną pod użytkownika. 



Fajnie, już wiemy co siedzi w środku, teraz co to daje naszym uszom ? Ano dźwięk z BA(Balanced Armature) jest zdecydowanie bardziej szczegółowy od tego z przetwornika dynamicznego. Jest również zdecydowanie mniej "basowy", co powoduje, że aby uzyskać właściwy efekt wypełnienia i masy, trzeba używać czasami większej ilości armatur (coś jak w kolumnach głośnikowych - kilka przetworników, zwrotnice i pudło). I właśnie z taką sytuacją mamy tutaj. Do przetwornika średnio-wysokotonowego został dołożony przetwornik niskotonowy, aby uzyskać lepsze wypełnienie. A efekt jest naprawdę warto uwagi. 



Kilka razy rozpoczynałem ten akapit, ale nic co napisałem nie oddaje tego jak grają te słuchawki. Powiem tylko, że zamówiłem wersję LE3SW, a dzisiaj mam naprawdę wielki dylemat, czy przypadkiem mniej (mniej przetworników), nie znaczy lepiej. LE2 to słuchawki dla muzyków, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Są bardzo naturalne i do bólu neutralne. A najbardziej ze wszystkich cech tych słuchawek imponuje mi średnica. Jedyne co mi przychodzi do głowy, żeby znaleźć właściwą skalę porównania, to słuchawki ortodynamiczne Yamahy. Wokale są niesamowite. I nie ma znaczenia czy damskie czy męskie. Tak samo dobrze brzmi Emi Fujita jak i Sting. A to wszystko przyprawione idealną wręcz ilością niskich tonów w otoczeniu bardzo wysokiej rozdzielczości tonów wysokich. Nie są one jednak tak wyeksponowane jak w przypadku LE3SW, są za to wyraźnie słyszalne, bez żadnych niepokojących symptomów. Jednym słowem niczego nam nie brakuje. Wielkie brawa. 



Dla formalności wspomnę, że i prezentacja mnie zachwyciła. Jest równie szeroko jak w Etymoticach, ale zdecydowanie głębiej, bardziej wielowymiarowo. Taaa naprawdę trudny orzech do zgryzienia. Z jednej strony kuszą 3 przetworniki, więcej góry, a z drugiej dawno nie miałem takiej frajdy ze słuchania Kings of Leon (za realizację płyt tego zespołu, ktoś powinien zawisnąć na suchej gałęzi - tak skopać tak rewelacyjny materiał to sztuka). Słuchawki są bardzo muzykalne, dają niesamowitą frajdę z samego faktu słuchania muzyki, a przy tym nie są wcale męczące. I ciągle chce się więcej i więcej... Aaa no i oczywiście muzyka zrealizowana dobrze brzmi oczywiście tak jak powinna. Po prostu słuchawki są bardzo litościwe dla pseudorealizatorów, maskując ich ewidentne wtopy. Są też mało wybredne jeśli chodzi o źródło - bardzo dobrze zagrały mi z AK120 (co oczywiste), ale i z iPhone 4S było bardzo dobrze. 



No i na zakończenie, znowu mam pustkę w głowie. Wiem, że kilka ostatnich tekstów wygląda na sponsorowane, bo same w nich zachwyty. Jednak taki już jestem, że o słabych lub przeciętnych urządzeniach nie chce mi się pisać. Wolę polecić coś dobrego, niż na siłę szukać w sprzęcie przeciętnym cech, za które warto go polubić. Słuchawki od Lime Ears, na pewno należą do segmentu sprzętu wybitnego. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Wiem również, że inne firmy prezentujące tak wysoki poziom, cenią się jeszcze bardziej. I czasem żałuję, że nie zarabiamy na europejskim poziomie. Wtedy bowiem, ceny 389 i 529 Euro nie wydawały by się wysokie.