poniedziałek, 11 maja 2015

Logitech UE6000

Ultimate Ears to firma legenda. Z historią, jak to w amerykańskich firmach bywa. Założyciel zakłada, przychodzi zły manager i go wywala, firma sprzedaje się do większej korporacji, a na koniec zatraca swoją tożsamość. Jerry Harvey, człowiek-legenda-instytucja w branży audio, założył Ultimate Ears w 1995, aby produkować profesjonalne zestawy spersonalizowane dla muzyków. Jak każdy romantyk, zapomniał, że w biznesie nic nie wolno robić na "twarz". Po raz pierwszy oberwał w 2001, kiedy Westone zapragnęło cały tort dla siebie. To przeżył, więc w 2007 roku, ściągnięty przez niego do firmy p. Allison spowodował jego odejście, żeby w 2008 finalnie pożegnać samodzielność Ultimate Earsów. Ultimate Ears UE6000, to słuchawki, które powstały już pod skrzydłami Logitecha. I jak na razie wygląda, że razem z UE9000 były jedynymi słuchawkami nausznymi tej firmy. Były, bo wygląda, że UE zapragnęło produkować jakieś kolorowe cosie, do hałasowania na ławce w parku...



O UE6000 zrobiło się głośno, kiedy Tyll z Innerfidelity ogłosił, że zdetronizowały AKG K550, w klasie słuchawek do 350$. A jak już przeczytałem, że to jego jedne z ulubionych słuchawek zamkniętych, musiałem ich posłuchać. Wydawało mi się wtedy, że UE poszło we właściwym kierunku, bo poza kultowymi Triple.Fi i naprawdę niezłymi UE900, wreszcie będą mieli słuchawki portable dla wszystkich tych, którzy doków nie tolerują. A, jako, że specyfikacja nie była jakaś powalająca (32 ohm, 105dB skuteczności, aktywna redukcja hałasu), zacząłem ich szukać. Niestety, o ile w stanach cena 199$ wydawała się naprawdę okazyjna, to już w Polsce 1350 zapierało dech w piersi...Poległem, odpuściłem, zapomniałem, aż nie zobaczyłem okazji za 180 plnów. Wtedy wszystko sobie przypomniałem, kupiłem no i od tygodnia się nimi cieszę. 
Słuchawki dostarczane są w sporym pudle, pełnym audiofilskiego powietrza, w którym mamy miękki futerał a w nim poskładane słuchawki z kabelkiem. System składania słuchawek znany jest choćby ze słuchawek Beats czy Yamahy, mechanizm jest precyzyjny i pomimo upływu czasu nie złapał żadnych luzów (moje słuchawki mają 2 lata). Pady są wykonane z miękkiej skóry ekologicznej, wypełnionej pianką odporną na odkształcenia. W moim egzemplarzu lewy jednak wymaga już wymiany, bo żeby złapać seala trzeba się sporo namęczyć. Słuchawki do systemu antyhałasowego potrzebują 2 baterii AAA, które montujemy do słuchawki lewej. Kabelek z wtykiem minijack montujemy do słuchawki prawej. W prawej słuchawce mamy też włącznik systemu. Pomimo dość ciężkich baterii w jednej muszli, całe słuchawki nie są specjalnie ciężkie, są za to na pewno dobrze wyważone i bardzo wygodne. W moim przypadku, nie są one do końca wokółuszne, niestety musiałem ucho delikatnie podwijać, żeby zmieściło się do środka. Nie było mi przy tym wcale nie wygodnie. Słuchawki nie przeszkadzały mi też w żaden sposób z okularami.
Jak już wspomniałem, słuchawki wyposażone są w aktywny system redukcji hałasu. System jest w nich tak straszliwie bezużyteczny, jak żagiel na grzbiecie samolotu. Nie dość, że nic nie redukuje (kompletnie nic), to jeszcze po włączeniu słuchawki zaczynają mocno szumieć, a bas całkowicie traci kontrolę i zaczyna się zachowywać jak flaga na wietrze. W moim egzemplarzu włącznik systemu powoduje dodatkowe problem. Przy wyłączeniu nie zawsze dociera do słuchawek sygnał i trzeba się naprzełączać, waląc przy tym niecenzurowanymi wiąchami. System kompletnie niepotrzebny, niefunkcjonalny i wadliwy. Dla mnie kompletna bzdura. 

Wyposażenie słuchawek w odpinany kabel, bez udziwnionych standardów to z drugiej strony świetne posunięcie. Dzięki temu bez najmniejszego problemu podpinałem je do toru stacjonarnego, z którym grały naprawdę dobrze :) Konstrukcja i wykonanie (poza nieszczęsnym włącznikiem systemu NC) nie wzbudza żadnych negatywnych odczuć. Trochę zbyt krzykliwy design mógł wskazać na młodszą wiekowo grupę docelową, dla mnie jest to kwestia mocno drugorzędna. Grunt, że nie są różowe. Poziom izolacji od otoczenia jest bardzo wysoki jak na tego rodzaju konstrukcję i zapewnia komfortowy odsłuch nawet w warunkach normalnego biurowego gwaru. 
Do odsłuchów wykorzystywałem:
- Sony Xperia Z3
- Colorfly C4
- Tor stacjonarny SWS
Jako punkt odniesienia Lime Ears Aether i CustomART Harmony8

UE6000 to słuchawki świetnie zbalansowane tonalnie. Delikatnie ocieplone, ale dosyć jasne brzmienie. Faktura basu jest świetna, dobrze zarysowana. Bas jest dosyć zwarty, chociaż potrafi zagrać też miękko i powolnie. Należy raczej do kategorii prezentowanej przez Fidelio X1 niż do kategorii HD800. Niemniej jednak mnie się bardzo podoba i potrafi zaczarować. Coś w stylu mogę, ale nic nie muszę. Średnie tony są bardzo dobrze zarysowane, bogate i bardzo proporcjonalne względem basu i wysokich. Szczególnie podobały mi się damskie wokale, które brzmiały bardzo naturalnie. Delikatnie zagęszczone na dole, pozostawiają delikatny niedosyt w kwestii napowietrzenia sceny. Nie jest to żadna klaustrofobia, ot po prostu brakuje oddechu i rozmachu. Instrumenty strunowe, akustyczne brzmią wręcz fenomenalnie. Oddanie brzmienia gitar zrobiło na mnie największe wrażenie. Góra to naturalne rozwinięcie niższych pasm. Nie ma żadnej sybilizacji, żadnych nieciekawych ekscesów ani rezonansów. Jest rozdzielczość i szczegółowość. Niemniej jednak czegoś mi w tym brzmieniu brakuje. Scena ma kształt elipsy i jest zdecydowanie szersza niż głębsza. Mimo to gradacja planów bardzo dobra. Generalnie źródła pozorne układają się w płaszczyźnie poziomej, po bokach, dość szeroko. Bardzo mocno ten sposób prezentacji kojarzy mi się z Etymotic ER4, chociaż mimo wszystko głębia w UE6000 jest w klasę lepsza.


Najbardziej zaskoczyło mi połączenie UE6000 z Sony Xperia Z3. Zaskoczyło w pozytywnym znaczeniu. Jasne, dźwięk jest delikatnie bardziej matowy niż w przypadku Colorfly C4 czy toru stacjonarnego. Ale naprawdę tylko delikatnie. Za to wygoda super. Do tego pilot, wprawdzie zgodny ze standardem Apple, działa z Sony przynajmniej w kwestii odbierania i rozmów. 

Na koniec pozostaje mieć nadzieję, że po tak udanym produkcie, wycofanie się Logitecha ze słuchawek nausznych jest tylko chwilowe, bo bardzo chętnie nabyłbym następcę, ewentualnie odświeżoną wersję słuchawek UE6000.