środa, 22 kwietnia 2015

Otwarte Shure - SRH-1440 vs SRH-1840


Kiedyś, dawno temu, kiedy na świecie panowały smoki, a ja grałem na basie w kapeli metalowej, kojarzyłem firmę Shure z sitek, do których darł ryja nasz wokalista (i wcale nie jest to jakiś skomplikowany zabieg literacki, bo on literalnie darł ryja). Byłem przekonany, że robią najlepsze sitka na świecie, tak jak w tym wieku byłem przekonany, że najlepsze gitary robi Ibanez. Wiele, wiele lat później, będąc już w pełni uświadomionym pochłaniaczem muzyki, testowałem sobie słuchawki dokanałowe (SE-846), później nauszne zamknięte (SRH-1540). Dzisiaj przyszedł czas na porównanie tańszych SRH-1440 z flagowymi SRH-1840.


Od czasu, kiedy udało mi się położyć łapę na SRH-1540, Shure łaziły za mną i nie dawały spokoju. Bałem się jednak kupić SRH-940, bo chociaż pięknie grają, mają problemy z jakością. Koniecznie chciałem coś z nowej serii, ale poszukiwałem ich umiarkowanie intensywnie. Aż nie nadarzyła się okazja wymiany z kol. Undertakerem. Niestety słuchawki popsuły mi się tak szybko (przy wyższym poziomie głośności, odkleiła się cewka od membrany), że nie zdążyłem ich opisać. Na szczęście słuchawki były jeszcze na gwarancji (ostatnie 4ry miesiące), więc udało mi się otrzymać całkowicie nowy egzemplarz z wymiany gwarancyjnej. Tutaj muszę pochwalić serwis firmy Polsound, polskiego dystrybutora Shure, za błyskawiczną i bezproblemową akcję. Zachowali się jak na profesjonalistów przystało. Brawo! 
Jak otrzymałem swoje słuchawki powróciła chęć posiadania flagowców Shure, ale będąc chwilowo w stanie wzmożonego zapotrzebowania na gotówkę, postawiłem spróbować je wypożyczyć. I tak kol. Kommel stał się wybawicielem i podesłał mi swój egzemplarz do testów. Muszę się tutaj wytłumaczyć, skąd taka nagła potrzeba porównywania. Otóż, po przesłuchaniu SRH-1440, doszedłem do wniosku, że skoro te słuchawki grają tak dobrze, to flagowce muszą być już z innej galaktyki. SRH-1540 były bardzo dobre, ale nie na tyle dobre by mnie zmusić do ich zakupu. SRH-1440 zachwyciły mnie od razu, a po założeniu fenomenalnych padów od 1540 wbiły się na stałe do mojej słuchawkowej kolekcji. 



Obie pary słuchawek są bardzo bogato wyposażone. W obydwu przypadkach mamy twardy case, 2 pary kabli, 2 pary welurowych padów. Jakość wykonania również, chociaż w 1,5 rocznym egzemplarzu 1440 plastiki dawały już znać o swoim zużyciu, a same słuchawki miały lekkie luzy na elementach ruchomych. SRH-1840 w odróżnieniu od 1440, zbudowane są głównie z blachy, dzięki czemu cała konstrukcja, chociaż na oko delikatniejsza, jest jednak pewniejsza. Siła docisku w 1440 jest delikatnie większa, ale po założeniu na głowę ani jedne ani drugie nie są specjalnie zauważalne. Shure są po prostu genialne jeśli chodzi o wygodę. 
Obydwie pary wyposażone są w standardowy dla Shure konektor, dzięki temu mogłem bez problemu używać tego samego kabla do porównań. Obydwie pary, pomimo tego co widać na zdjęciach porównywałem na nowych sztukach padów welurowych.



Do odsłuchów wykorzystałem:
- Colorfly C4
- iPod nano6G + FIIO E12 DIY
- SWS silicone AMP + SWS Silicone DAC

Obydwie pary słuchawek graja bardzo podobnie. Przy czym SRH-1840 są słuchawkami delikatnie bardziej analitycznymi, a SRH-1440 są bardziej muzykalne. W 1840, przy bezpośrednim porównaniu ma się wrażenie delikatnie odsuniętej średnicy i większego rozrzedzenia przekazu, podczas gdy w 1440 największą uwagę zwraca bogactwo średnich tonów. Obydwie pary grają bardzo podobnie do słuchawek Staxa, co należy odczytać za ogromną zaletę. 1440 trochę bardziej jak Lambda PRO a 1840 trochę bardziej jak 507mki. Dolne pasma w obydwu parach są bardzo podobne. Nie są przesadnie zaakcentowane, chociaż bas potrafi zejść nisko, to np. słuchając Dead Can Dance mam lekki niedosyt. 1840 poprzez swoje analityczne podejście do tematu (a raczej bardziej analityczne niż 1440) sprawiają wrażenie mniejszej spójności pomiędzy niskimi średnimi tonami, ale wrażenie to pojawia się tylko przy przesiadce z 1440 na 1840. Po prostu dźwięk w 1440 jest niesamowicie spójny. Średnica w 1440 jest bogatsza i bliższa, ale też i gęściejsza i mocniej zaakcentowana. W 1840 jest delikatnie odsunięta od słuchacza, co w połączeniu z delikatnym rozrzedzeniem daje wrażenie lepszego napowietrzenia sceny. Zakres sybilantów powoduje, że 1840 w porównaniu do 1440 mają minimalnie gryzący dźwięk. Czuć delikatny piaseczek, podczas gdy przekaz z 1440 jest idealnie gładki. Góry w obydwu przypadkach jest sporo, jest świetna i bardzo rozdzielcza, chociaż w 1440 jest ona znowu zdominowana przez średnicę. Jeśli skupić się na dowolnym paśmie, to nie czuć żadnego niedoboru, jednak całościowo przebogata średnica po prostu zwraca naszą uwagę. W utworach z wyraźnie pulsującym rytmem, aż czuć ten ruch powietrza. Scenicznie jest bardzo podobnie. Mam wrażenie, że 1440 lepiej różnicują plany i mniej sklejają dźwięki z membraną. Ale jest to wrażenie na granicy złudzenia. Poza tym mamy świetną szerokość i głębokość, co podczas czytania może się wydawać kolejnym bałem na temat tych słuchawek. Mnie najbardziej zaskakuje podobna do Staxa prezentacja i lekkość przekazu, a już najciekawsze jest właśnie bardzo dobre różnicowanie planów. Nie ma wrażenia grania z głowy i nawet jeśli coś odbywa się bardzo blisko, to jest to przy uchu, a nie wewnątrz czaszki. Nie mamy częstego w słuchawkach, wrażenia obserwacji spektaklu, który odbywa się w naszej głowie, ale pełnego w nim uczestnictwa. Dźwięk nas otacza zamiast wypełniać. 



Na papierze bardzo różne, w rzeczywistości bardzo podobne. Różnice wynikają głównie z różnic fizycznych pomiędzy driverami, i chyba po raz pierwszy gładsza i równiejsza wydaje mi się wersja o niższej impedancji przetwornika. Niestety, jak pokazała moja historia, jest też delikatniejsza, 1840 w naturalny sposób lepiej znoszą wyższe poziomy głośności. W 1440 mam obawy przed głośnym słuchaniem nawet z C4 (chociaż akurat on potrafi spalić dynamiczne słuchawki). Mam wrażenie, że podawane 1W maksymalnej mocy dla tych słuchawek to sporo za dużo.

Shure po raz kolejny pokazał, że wie o dobrym dźwięku bardzo dużo. Dawno przestał być marką średniakiem (w słuchawkowym świecie oczywiście). Najwyższe modele tego producenta, spokojnie mogą konkurować z konstrukcjami o wiele, wiele droższymi. Dla mnie to obok SHP-9500 jedne z najlepszych otwartych słuchawek dynamicznych. I nie przeszkadza mi w ocenie fakt, że nie są specjalnie drogie. Jeśli patrzeć na wyposażenie i rekomendowaną cenę, to rzekłbym, że obok właśnie SHP-9500, słuchawki Shure SRH-1440 to najlepiej wyceniane słuchawki na rynku. Natomiast dodatkowy 1kpln za solidność konstrukcji i wytrzymalsze drivery do SRH-1840 ze spokojem sumienia bym dopłacił. Szczególnie, że różnice w brzmieniu nie są duże, a niektórym nawet kierunek zmian może bardziej przypaść do gustu.