poniedziałek, 25 września 2017

Shozy Hibiki

Shozy Hibiki, słuchawki dokanałowe, z wyglądu podobne do wszystkiego. Dosłownie. Od pewnego czasu mam spore Dejavu biorąc kolejne chińczyki w łapy - wszystkie wyglądają jak demówki customów. A na Ali wysyp. Jak tu się nie pogubić, co kupić skoro wszystko wygląda tak samo?

Porównanie do KZ-ZST nasuwa się samo - zewnętrznie, poza detalami wykończeniowymi to chyba się nie różnią. KZ'ty mają wprawdzie gniazdo "podprowadzone" z UE a Shozy z Westone, ale wszyscy wiemy, że są one między sobą mocno kompatybilne. I tu chyba trzeba wyraźnie powiedzieć, że o ile klasa cenowa pozostaje podobna (chociaż KZty nadal wyraźnie najtańsze), to już technicznie są to bardzo różne konstrukcje. ZST to 2przetwornikowe hybrydy a Hibiki to słuchawki dynamiczne. Bliżej im do TFZ niż do KZ'tów. I tak obie słucham tych Shozy i się zastanawiam, czy faktycznie bycie Audiofilem to worek pieniędzy i sprzęt za miliony. Bo skoro Hibiki wyglądają jak wyglądają, grają jak grają i kosztują jak kosztują, to gdzie sens wydawania wora pieniędzy. I żebyśmy się dobrze zrozumieli. Shozy to nie jest żaden przełom, to po prostu kolejny sprzęt, uczciwie wyceniony i dający odpowiednią jakość. 
Jak widać na fotkach, pudełko raczej z tych "premium", brakuje mi jedynie jakiegoś futerału w komplecie, a gumki mogłyby być lepszej jakości. Mnie z zestawu nie przypasowały żadne i musiałem dopasowywać coś z mojej bogatej kolekcji tipsów. Warto od razu tutaj zaznaczyć, że tipsy w przypadku Shozy Hibiki mają ogromny wpływ na brzmienie. Do tego stopnia, że zmiana pomiędzy twardością gumy tipsów czy średnicy otworu wylotowego daje nie delikatne korekty a prawie całkowitą zmianę. Mnie np. na stockowych tipsach udawało się łapać seal, ale brzmieniowo była to taka tragedia, że odechciewało mi się pisać jakiejkolwiek recenzji. Finalnie wybrałem tipsy z milimetrowym otworem wylotowym i z grubej gumy (ale jakiej one firmy są to nie wiem). I opis brzmienia dotyczy właśnie słuchawek grających z tymi tipsami. 
Bardzo fajny jest dołączony kabelek. Odpowiednio gruby, świetnie zapleciony, elastyczny, a przede wszystkim nie powodujący degradacji dźwięku. No i ma pilota, żeby nasz telefon nie zaleciał za daleko, a już na pewno żeby lądowania miał udane.
Brzmieniowo jest dobrze. W relacji do ceny rzekłbym nawet, że jest bardzo dobrze. Słuchawki są dosyć czułe i podłączone do laptopa bezpośrednio łapią trochę szumów, ale nie na tyle, żeby sobie tym głowę zawracać. Świetnie grają już z telefonu a podłączenie ich do czegoś poważniejszego tylko jaskrawiej pokazuje ich wady. Także w opisie brzmienia skupię się na połączeniu z OnePlus 5.
Najbardziej rzucające się w uszy pasmo to bas, a raczej jego dolne rejestry. I jest to bas miękki, sprężysty, dość obfity w ilości, ale niestety mający zapaść w górnych swoich rejestrach. Brakuje trochę kicku, trochę zagęszczenia. To samo tyczy się dolnej średnicy. Mogłaby by być bardziej zagęszczona, z płynniejszym przejściem od basu do wokali. A tak mamy wrażenie dziury w paśmie. Nie dużej, ale jednak dziury. 
Sama średnica (ta właściwa) jest niezła, chociaż trochę wycofana i lekko nosowa, stłumiona w dolnym i górnym swoim zakresie. W niewłaściwie dobranych tipsach mamy niestety mocny efekt kartonowy, który na szczęście da się ogarnąć wymieniając gumki. Na zbytnie rozrzedzenie przekazu niestety nie udało mi się znaleźć innej recepty niż equalizer. Słuchawki na EQ reagują na szczęście bardzo dobrze, dzięki temu udało mi się uzyskać brzmienie bliskie mojemu ideałowi bez większych problemów. Z oceną góry mam chyba największy problem. Bo jest, jest dość szczegółowa, a na mDSD od Encore sypie całkiem sporą ilością szpilek. Jest też najbardziej podatna na zmianę tipsów. Nie rezonuje, daje odpowiednie wrażenie przestrzeni i napowietrzenia. Ale jednak coś mi w niej nie pasuje do końca. I tylko nie wiem, czy to przełom średnicy i góry i to wrażenie kartonowości, czy te pojedyncze częstotliwości, które czasami (?) wybijają się ponad inne.
I mimo tych, tak jaskrawie opisanych wad, słuchawki są naprawdę bardzo dobre. Trochę brakuje im spójności w brzmieniu, trochę przewidywalności w odtwarzaniu trudniejszych partii (czasami aż kapcie spadają z wrażenia, żeby za chwilę zastanowić się czy coś się nie popsuło). Ale najbezpieczniejsze połączenie to telefon, Tidal i Hibiki. I w takim zestawie sprawdzają się świetnie. Nie są przesadnie delikatne, nie wymagają obchodzenia się z nimi jak jajkiem, grają naprawdę porządnie, jakość rozmów jest również dobra, kosztują rozsądnie. I pewnie z czasem wady się uspokoją (słuchawki moje mają ledwie ok 100h na liczniku), a i tak Hibiki to mój tzw. Daily Driver.
Także polecam, bo warte zakupu.

Sprzęt do recenzji udostępniła firma audioheaven.eu. Bardzo dziękuję.