środa, 3 września 2014

Audeze LCD-XC


LCD XC to pierwszy zamknięty model od amerykańskiego producenta i o ile cecha ta wyróżnia te słuchawki na tle pozostałych urządzeń od Audeze, tak dalej mamy (na szczęście) do czynienia ze słuchawkami ortodynamicznymi, z których firma ta zdążyła już zasłynąć. Zobaczmy, jak zareaguje ten typ drivera w zamkniętej konstrukcji a jako iż producent wycenił te słuchawki na 6500 zielonych, to wymagania mam na prawdę duże.


IN THE BOX


Audeze LCD XC to taki słuchawkowy czołg i w pudełkowym odpowiedniku czołgu również do nas przychodzi. Kuferek przeciwatomowy sprawia fenomenalne wrażenie, dając poczucie absolutnego bezpieczeństwa zawartości, nawet przy rzucaniu nim o ścianę (nie, nie próbowałem). Jest on wykonany z super wytrzymałego plastiku, wygląda schludnie i surowo. Znajdziemy na nim tylko naklejkę z nazwą producenta. Dzięki zamocowanej rączce kufer świetnie sprawdza się przy transporcie.


W każdym razie, bardzo duży plus za to, że producenci biorą sobie do serc zapotrzebowanie przeciętnego słuchawkowego maniaka i raczą nas wyposażyć w coś innego niż w pizza box.


Po otwarciu kuferka czekają na nas słuchawki wraz z całym wyposażeniem, w skład którego wchodzą:
- dwa kable, jeden zakończony standardowym wtykiem Jack 6.3mm, a drugi zwięńczony 4-pinowym XLR-em (YAY). Brawo, w końcu nie trzeba się martwić szukaniem zbalansowanego kabelka...
- preparat do pielęgnacji drewna,
- koperta z wszelkimi niezbędnymi dokumentami.

Pojemność pudełka jest imponująca, a wszystko w środku ma swoje miejsce, dzięki czemu nie mamy się co martwić o to, że wszystko będzie w środku latać, uszkadzając słuchawki.

OUT OF THE BOX 

Przy pierwszym kontakcie słuchawki robią PIORUNUJĄCE wrażenie. Są masywne, bardzo ciężkie, bardzo duże oraz wyjątkowo urodziwe. Metalowo-drewniana konstrukcja sprawia wrażenie pancernej, a spasowanie materiałów jest bardzo dobre. Drewniane muszle prezentują się fantastycznie, przez co ciężko mi było przez dłuższą chwilę oderwać od nich wzrok. Z wagą 650g słuchawki plasują się w absolutnym topie, jeżeli chodzi o najcięższe nauszniki na rynku.

ON THE HEAD

Cholera, jakie one są ciężkie! Nie oczekujcie, że kiedykolwiek zapomnicie, że macie je na głowie. Ciężar daje o sobie znać i nie ma możliwości, aby słuchawki nam "zniknęły" z głowy. Całe szczęście, zarówno pady, jak i headband, są wykonane z naturalnej skóry jagnięcej.  Nauszniki są bardzo grube i miękkie, dzięki czemu działają niczym dwie poduszki siedzące nam wokół uszu, skutecznie i w przemyślany sposób niwelując niewygodę spowodowaną przez dużą wagę. Po jakimś czasie da się do nich przyzwyczaić, dzięki czemu siedzenie w nich nie jest torturą, jakby się mogło zdawać przy pierwszym razie.



THE SOUND

Do odsłuchów użyłem:

DAC: Musical Fidelity M1DAC, Simaudio MOON 650D
AMP: LittleDot MK VI+, Rapture final
Słuchawki: Sennheiser HD800, hifiman he-500
Kable: Nordost Blue Heaven USB, Nordost Heimdall XLR, Nordost Red Dawn XLR

Audeze zawsze grało na swój własny, mocno unikalny sposób. Było to granie przyciemnione, bardzo masywne, soczyste, słodkie i plastyczne. Przy opisywanym przeze mnie modelu muszę stwierdzić, że niestety (albo i stety) dźwięk poszedł tym razem w inną stronę, co akurat mi odpowiada.



Ogólnie mówiąc, LCD XC świetnie sprawdzą się w roli słuchawek monitorowych, kreując zaskakująco neutralny przekaz, bez przesadnych podbarwień czy udziwnień, jak to miało miejsce w poprzednich modelach. Ale po kolei.

Bas jest fenomenalny, szybki, zwarty, mocny, potężny i świetnie kontrolowany. Potrafi wybrzmieć na wiele różnych sposobów, świetnie różnicując to, co się dzieje w dolnych rejestrach. Ma naturalny wydźwięk, nie przytłacza pozostałych pasm, dobrze skleja się z resztą dźwięków, dając poczucie dobrego oddania realizmu. Pod tym względem LCD XC przypominają HD800. Nie schodzą co prawda tak nisko jak niemiecki flagowiec, ale bas jest dobrze zróżnicowany, rysowany grubą kreską oraz potrafi czarować.



Średnica zawsze była mocnym punktem wszystkich słuchawek Audeze. Tutaj nie jest inaczej, aczkolwiek jest
to zupełnie inna prezentacja tego zakresu. Dzieje się na niej dużo, ale jest bardzo równa, monitorowa wręcz, podając nam wszystko jak na tacy, nie robiąc żadnych dziwnych rzeczy z instrumentami, które operują w tym paśmie. Oddanie barw instrumentów jest wzorowe, męskie wokale czarują, są soczyste i fantastycznie przejrzyste. Tutaj właśnie dochodzę do najmocniejszego punktu zamkniętych Audeze, mianowicie do przejrzystości, ale o tym za chwilę.

Góra jest specyficzna. Jasna, bardzo wyraźnie zarysowana, ale mocno zależna od toru. Na jednym zestawie góra była posklejana i słabo kontrolowana, talerze zlewały się w jedność i ciężko było mówić o jakiejś konkretnej analizie górnych rejestrów, gdyż zdecydowanie brakowało selektywności oraz kontroli. Całe szczęście, na moim głównym zestawie po problemie nie zostało nawet śladu, a góra czaruje. Tutaj jest z kolei bardzo przejrzyście, rozdzielczo i szybko, nie ma mowy o jakichkolwiek dziwnych plamach czy braku kontroli. Talerze mają świetną głębie, wybrzmiewanie jest bardzo naturalne, a barwa oddana wzorowo. Najlepszym określeniem dla tej góry byłoby to, że jest ona soczysta i pastelowa. Potrafi pięknie oddać barwę dźwięku, od siebie dodając trochę plastyczności i gładkości, dzięki czemu mimo że wysokie tony są bardzo dokładne i pełne detalu, to przyjemnie się ich słucha.
To właśnie góra, dzięki wymienionym przeze mnie cechom, dodaje słuchawkom czaru, dla którego chce się do nich wracać.
Jeżeli chodzi o kreowanie przestrzeni, to tutaj już jest typowo po Audeze-owemu. Źródła pozorne są ogromne, holografia bardzo dobra, separacja fantastyczna, a przestrzeń, jak na model zamknięty, imponująca. Zamykając oczy mamy wrażenie, jakbyśmy słuchali modelu w pełni otwartego, dzięki olbrzymiej łatwości w kreowaniu sceny wszerz i wgłąb. Co ciekawe, scenę odebrałem jako zauważalnie większą od tej z modelu LCD2, który przecież jest modelem otwartym. Na uwagę zasługuje też świetna separacja między kanałami, ale wiadomo, taka już jest technologia planarna.

Tak jak wcześniej wspomniałem, słuchawki świetnie nadają się do "monitorowego" odsłuchu, nie będąc przy tym zbyt wybredne, jeżeli chodzi o realizację. Nie uświadczymy tutaj krwawienia z uszu, jeżeli zapodamy im jakąś dźwiękową katastrofę, co akurat odbieram jako bardzo duzy plus.


Podsumuwując, najnowsze dziecko od Audeze to słuchawki wybornej klasy, potrafiące się podobać, jednocześnie będąc zjawiskowo dokładne i "audiofilskie". Czapki z głów.


Za wypożyczenie słuchawek do testu serdeczne podziękowania dla sklepu Q21.PL.