wtorek, 10 grudnia 2013

Audiofil też Asceta ? Earsonics S-EM6

W dzisiejszym odcinku Kloss zamorduje Stirlitza i Hitler wygra wojnę. A zrobi to przy akompaniamencie Dud Jerychońskich, z dachu kurnika prezydenta. I to by w sumie było tyle. Ale, że spoczywa na mnie jednak społeczna odpowiedzialność za rzetelne opisy sprzętu, to Kloss będzie z widelcem latał w kolejnych odcinkach, dzisiaj znowu będzie o słuchawkach. Ha i to nie byle jakich słuchawkach, bo 6-cio przetwornikowych, uniwersalnych flagowcach firmy Earsonics, modelu S-EM6. 



Zabierałem się do nich z wielką ciekawością, troszkę przez pryzmat ceny (945Euro) a troszkę przez ilość driverów i konfigurację. "Jak im to tam wlazło", chciałoby się zapytać. Ja, choćbym i butem upychał nie wyobrażam sobie zmieścić tego wszystkiego w uchu, a rzekłbym, ucho mam niemałe. Francuzom (frencz alert!!) udała się ta sztuka. Wystawili jednak na mocną próbę moje narządy słuchu. 


Komfort i budowa 
No i jak tu napisać o braku czegoś i być przy tym delikatnym, tak, żeby nikogo nie obrazić. Chciało by się wzorem Clarksona zapytać: "Czy ONI są szaleni!?". Co im do łbów strzeliło, robić tak wielkie i niewygodne słuchawki? Bo że są one OGROMNE to nie ma wątpliwości. A, że przez to są też niewygodne? No, ba! Udało Wam się kiedyś do ucha zapakować sandał? Nie, to macie okazje, i to już za niecałe 1000 ojro. Na Ety mówi się Ear-Rape, ale to? Toż to rozmiar afrykański. Serio. No nic, ale poza dziwną wypustką do wewnątrz ucha (bo niby czemu Francuzi mieli by ją zrobić na zewnątrz - przecież byłoby brzydko nie? Tak jest tylko niewygodnie, ale za to jak ładnie), która masakrycznie uwiera małżowinę, i powoduje, że macie ochotę wszystkich udusić surowym makaronem, nie jest tak źle. Wprawdzie tulejka ma kształt rozdeptanej rurki i średnicę trochę większą niż T100, ale mniejszą niż T400 (tak naprawdę to ma rozmiar francuski - zupełnie jak zestawy śrub stosowane w francuskich samochodach), da się na nią naciągnąć Shure Olives, ale już dołączone do zestawu Biflange, zostają w uchu przy wyciąganiu słuchawki. Po użyciu oliwek zrobiło się znośnie. Na tyle, że wytrzymałem z nimi tydzień testów, nie gryząc i kopiąc jak wściekłe zwierzę. Trzeba jednak przyznać, że obudowa jest solidna, kabel przypomina ten z Westone4R, jest odpinany i naprawdę wygodny. Trochę za krótkie odcinki pamięciowe, da się jednak znaleźć właściwą pozycję w uchu i za nim. Efekt mikrofonowy też jest prawie niezauważalny. Znaczy jak to u Francuzów - geniusz miesza się z totalną rozpierduchą, dobre rozwiązania z katastrofalnymi (wiem co piszę - miałem 4 francuskie auta, piłem francuskie wino, jadłem Coq au vin). Znaczy wiem na co ich (Francuzów znaczy się), stać i jak potrafią swoje genialne pomysły zniszczyć niedbalstwem lub zwykłym porzuceniem tematu.




Brzmienie
Po takim wstępie, chciało by się pociągnąć fatalny obraz słuchawek, ale najnormalniej w świecie się nie da. Znowu wychodzi francuski dualizm. U nich nawet jak potrawa ma zabijać genialnym smakiem to musi (koniecznie !!)wyglądać jak ofiara wypadku samochodowego. No i te słuchawki kultywują francuską tradycję z konsekwencją godną prawdziwego patrioty. Trzeba znieść prawdziwe katusze (i finansowe i w sferze komfortu), żeby dobrać się do "jądra", do istoty i kwintesencji smaku. Wtedy problemy z komfortem nie są już ważne, cena nie gra roli, a my czujemy się jak spełniony asceta i pustelnik, który dla osiągnięcia Nirwany poświęcił wszystko co doczesne. Jak więc grają te słuchawki ? Troszkę na modłę znaną z innych słuchawek Earsonics - lekko wycofaną górą. Ale tak naprawdę to tylko wierzch tortu, coś co rzuca się w uszy przy pierwszym odsłuchu. Ponieważ po nawet kilku minutach z nimi, nie mamy wrażenia, że czegokolwiek nam brakuje. Co więcej, czar jakości dźwięku pozwala zapomnieć o niewygodzie, o całym nieszczęściu jakie nas spotkało. Rozdzielczość tych słuchawek jest naprawdę na najwyższym poziomie, pozwala stawiać je w jednym rzędzie innymi słuchawkami które w tym temacie uważam za idealne (AH-D7100 i HE-5LE). Nie jakichkolwiek sybilantów, nic co mogłoby świadczyć, że się nawet gdzieś czają, a przy tym nie ma wrażenia, że ktokolwiek okradł nas z wysokich tonów. Fakt, są cofnięte, ale nie na tyle, żeby gdzieś zniknąć. Po prostu nie epatują swoją obecnością. Średnie tony, to kolejny krok w muzycznym spełnieniu. Są po prostu świetne, wielowymiarowe, głębokie i nasycone. Całość przekazu sprawia wrażenie lekko ciemnego, dzięki dosyć intymnemu przekazowi tonów średnich. Lekko wycofana góra dokłada się do przyciemnienia przekazu. 



I jeśli myśleliście, że to największe zalety tych słuchawek, to teraz przychodzi bas. A raczej BAS, bo jest to bas dla największych koneserów, audiofili bassheadów, którzy są w stanie docenić jego jakość. Tak wielu faktur basu na raz nie słyszałem nigdy, nawet na słuchawkach planarnych. Ba, jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że jest to najlepszy bas jaki w życiu słyszałem. Jest głęboki, nisko schodzący, zarazem miekki i twardy, ma wszystkie zalety szybkiego przetwornika armaturowego (punktowość i szybkość), ale nie ma wad. Po tygodniu z tymi słuchawkami, ER4S wydały mi się strasznie nerwowe, sybilizujące, do tego mocno odchudzone i nawet nieprzyjemne w brzmieniu. Zaczęło mi nawet brakować nacisku na małżowinę. A to jeszcze nie wszystko. Bo scena generowana przez te słuchawki to kolejny element wyróżniający je z tłumu. Nie jest przesadnie głęboka, ale wyraźnie podzielona. To co ma być blisko i intymnie jest blisko i intymnie. To co ma nam grać z oddali i towarzyszyć muzyce, dokładnie takie jest. Źródła pozorne są wyraźnie wyczuwalne, separacja jest na bardzo wysokim poziomie. 



Podsumowanie
Na szczęście, przy testowaniu tych słuchawek, problemy miałem tylko na początku, później już tylko zniecierpliwienie, kiedy znowu będę mógł wrócić do odsłuchów. Na koniec zacząłem się zastanawiać czy nie kupić tych słuchawek. Decyzji o wydaniu 954 ojro nie podjąłem w sumie tylko dlatego, że przed świętami ich najnormalniej nie mam. Natomiast mam wrażenie, że cena mogłaby być trochę niższa. Ot takie 799 ojro zrobiło by na mnie dużo lepsze wrażenie, a i nie miałbym poczucia, że ktoś mnie jednak obrabował :) Chociaż ten bas....