poniedziałek, 23 grudnia 2013

Lime Ears LE3SW - Red Baron

Szczęście moje nie zna granic, albowiem dotarły wreszcie moje słuchawki od Lime Ears. Jak widać na załączonych obrazkach, z kolorkami cytrynek nie mają nic wspólnego, za to wyglądają obłędnie. Jak ustalaliśmy z p. Karoliną ostateczny wygląd słuchawek, to nawet pomimo nieźle rozwiniętej wyobraźni nie byłem w stanie przewidzieć takiego efektu. Obłęd, a najgorsze jest to, że jak ich słucham to ich nie widzę :P. Muszę tutaj podziękować p. Emilowi i p. Karolinie za wspaniałe słuchawki, za wysłuchanie jęków, jakie im fundowałem opowiadając o swoich oczekiwaniach i za cierpliwość, bo sam ze sobą już nie wytrzymywałem przy tym zamówieniu, a co dopiero oni. Święci ludzie, mówię Wam. 


Wiele osób woli słuchawki uniwersalne, bo wydają pieniądze i produkt mają od razu. W sumie po kilkudziesięciu egzemplarzach IEMów jakie do tej pory miałem, mogę spokojnie napisać, że nic bardziej mylnego. Czasami (u mnie jakieś 8/10 przypadków) zdarza się, że w zestawie do IEMów nie ma tych jedynych, właściwych tipsów dla Waszych uszu. Wtedy, albo korzystamy z tego co uzbieraliśmy (tutaj na szczęście tylko raz mi się nie udało), albo lecimy do empeczystora i błagamy Kuropa (pozdro) o wyposażenie nas w "jakieś" działające tipsy. Na szczęście nie poznałem jeszcze 3ciej sytuacji, czyli kiedy cudotwórca Kurop nas nie poratuje. Cała opisana sytuacja może trwać od kilkudziesięciu minut do kilku dni. Więc użycie wymarzonych doków może się opóźnić. Nie trwa to oczywiście tyle co zdobywanie CIEMów, ale jednak jakieś tam szanse na opóźnienia są. Kolejna sprawa to cena. I tutaj nie ma co dyskutować CIEMy są droższe od IEMów. Ale da się znaleźć okazje (MusicONE czy promocje w CustomArt), czy nawet po prostu świetne produkty za rozsądną cenę (LE2 od Lime Ears). Dzięki temu mając określony budżet, nie mniejszy niż te 800-900 pln mamy spory wybór i spokojnie możemy znaleźć interesujący nas produkt. Jednak w przypadku CIEM największy problem polega na tym, że tak naprawdę, dopiero jak dostaniemy nasze słuchawki, wiemy jak to brzmi.


Dzięki wersji uniwersalnej Lime Ears LE3SW, byłem w stanie zdecydować się na te słuchawki. Po ich odsłuchaniu miałem ogólny wzgląd w ich charakterystykę. Jednak w najśmielszych fantazjach nie mogłem podejrzewać jak bardzo daleko byłem od prawdy. Recenzję LE3SW znajdziecie tutaj. Dzięki uprzejmości Lime Ears, razem z moimy CIEMami (a nie powinno być ćmami ??) dostałem również wersję uniwersalną. Ponowne słuchanie rozpocząłem właśnie od uniwersali. I tutaj nic się nie zmieniło. Wszystko tak jak zapamiętałem, świetne słuchawki, nawet wygodne, tipsy T400 działają lepiej od pomarańczowych pianek, silikon dobrze uszczelnił kanał słuchowy. Następnie przyszła kolej na CIEMY...



...Wiele lat później, jestem już w stanie napisać co się wtedy wydarzyło. A działo się sporo od tego czasu. Ale zawsze w towarzystwie LE3. Tak naprawdę to co napisałem o uniwersalach, to kompletna bzdura jeśli chodzi o opisywanie "skastomizowanych" już słuchawek. Nie dawno miałem okazję opisywać EarSonics SM6 - słuchawki armaturowe z 6cioma przetwornikami, w tym 2ma basowymi. Pamiętam, że był tam najlepszej jakości bas jaki kiedykolwiek słyszałem w dokanałówkach. LE3 w tej materii są jeszcze lepsze. Tak po prostu, jak po prostu lepsze od naszych szypiornistek były Dunki. Każdy aspekt dźwięku jest lepszy. Jest lepsza masa, lepsze wypełnienie, lepsza faktura. Do tego dzięki przełącznikowi, możemy zdjąć trochę z tej masy i zyskać na szybkości i ataku. Ciekawe kiedy mi ten przełącznik padnie, bo bawię się nimi jak popierdzielony...


Średnica to kolejna rzecz która zaskakuje. Głosy dosłownie wdzierają się pod czaszkę. Są podawane  bardzo bezpośrednio. W samym przekazie strasznie dużo się dzieje, mnogość niuansów znowu zaskakuje. Po włączeniu wersji basowej dolna średnica dużo zyskuje na mocy i wypełnieniu. Gitary łapią niesamowite wręcz mięcho. Wszystko obywa się z ogromnymi pokładami kultury brzmienia. Ale najlepsze i tak dopiero ma nadejść - tony wysokie i scena. Wysokie są mistrzowskie, rozdzielcze (i jeśli gdziekolwiek do tej pory pisałem o rozdzielczości, to nie miałem pojęcia o czym piszę). Nie boję się napisać, że w jakości zawstydzają Etymotici ER4S. Wybrzmiewanie i separacja jest wręcz fenomenalna. To tego cykające talerze w rockowych kawałkach, na to naprawdę nie byłem przygotowany. Co więcej - przez cały tydzień szukam utworu na którym złapał bym sybilanty. Rozmowa z p.Emilem jakiś czas temu, uświadomiła mi, że mogę mieć z tym ogromny problem, ponieważ zastosowane rozwiązania techniczne prawie uniemożliwiają wystąpienie tego niekorzystnego zjawiska. Oczywiście jeśli realizator przegnie, to nic go nie uratuje, jednak pojedyncze wpadki, słuchawki są w stanie odfiltrować. Fenomenalne. I tak o tej rozdzielczości połączenia AK120 i LE3SW mógłbym jeszcze długo. Dość napisać, że nie słyszałem nic co gra lepiej. Serio, w dowolnej kategorii słuchawkowej (włącznie z nausznikami, planarami i elektrostatami), nie słyszałem w życiu lepszego zestawu. Najgorsze w tym jest, że do dobrego mózg zaczyna się przyzwyczajać i trzeba mieć inne zestawy, żeby budować punkty odniesienia. 


Na koniec warto napisać jeszcze o sposobie prezentacji dźwięku. Dzięki temu, że słuchawki są idealnie dopasowane do naszego kanału słuchowego, po kilku minutach od aplikacji mamy wrażenie, że nie mam tam nic. Gdyby nie lekkie utrudnienia przy domykaniu szczęki i kompletna cisza (tak, w tych CIEMach mam izolację absolutną), nie wiedziałbym o nich. No i mózg jest idealnie oszukany. Zamykam oczy i widzę scenę, poustawiane instrumenty, muzyków, ściany, sufit, wszystko. Ha, jestem w stanie skupić się na wybranym instrumencie, zupełnie jakbym odwrócił głowę w jego kierunku. Czy naprawdę trzeba więcej pisać ? Ja wiem już na pewno, to co podejrzewałem od dłuższego czasu. Ilość przetworników to zabieg czysto marketingowy, ważne jest zestrojenie i umiejętności inżynierskie konstruktora. I tutaj muszę przyznać, że Państwo z Lime Ears, to ekstraklasa światowa. Nie pozostaje nic innego jak wyprzedawać całe zastępy sprzętu, który posiadam i rozpocząć gromadzenie Lime Earsów w różnych wzorach i kolorach. Bo naprawdę okazało się, że sprzęt nieprzeciętny.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że kupiłem te słuchawki: Patryk z AudioMagic, Piotrus-G z CustomART, Kurop z mp3store no i oczywiście Pani Karolina i Pan Emil z Lime Ears. Świetny prezent pod choinkę mi się trafił.

Pozdrawiam.